Za dwa tygodnie definitywny koniec nauki zdalnej? Rząd igra z covidem, a skarceni zostaną wszyscy Polacy

Dodatkowy zasiłek opiekuńczy zostanie wydłużony do 9 maja – przewiduje projekt rozporządzenia Rady Ministrów, którego tekst ukazał się w poniedziałek. W środę przekonamy się, czy to właśnie wtedy wszyscy uczniowie wrócą do szkolnych ławek. Pośpiech jest niewskazany. Bez sprawdzenia tego, co mówi się na Zachodzie o nowych mutacjach, za kilka tygodni rząd może słono zapłacić za zbytni optymizm.

Dodatkowy zasiłek opiekuńczy ZUS wypłaca w przypadku zamknięcia żłobków, przedszkoli i szkół z powodu COVID-19. Świadczenie przysługuje rodzicom i opiekunom dzieci do 8 lat, a także starszym z orzeczeniem o niepełnosprawności. Wynosi 80 proc. wynagrodzenia i wypłaca się je za każdy dzień, w którym sprawowana jest opieka, w tym za dni ustawowo wolne od pracy.

Rząd po raz pierwszy wprowadził dodatkowy zasiłek już na początku pandemii w 2020 r., gdy w obawie przed koronawirusem zdecydował się zamknąć szkoły. Potem za każdym razem przedłużał go lub przywracał, gdy konieczne okazywało się wprowadzenie oświatowego lockdownu. Teraz takowy się kończy, a więc i zasiłek będzie ograniczany.

Już od poniedziałku 26 kwietnia po trzech tygodniach przerwy otwarte zostały żłobki, przedszkola i zerówki. Z kolei uczniowie szkół podstawowych z klas I-III w 11 województwach, gdzie panuje najlepsza sytuacja epidemiczna, uczą się w systemie hybrydowym, część uczniów przychodzi do szkoły, a część uczestniczy w lekcjach zdalnie. W pozostałych pięciu regionach nauczanie odbywa się tylko za pośrednictwem internetu. Jak długo? No właśnie.

Koniec nauki zdalnej już w maju

W poniedziałek minister edukacji Przemysław Czarnek zapowiedział, że jeśli sytuacja epidemiczna nadal będzie się tak pięknie poprawiać, to już w maju do ławek szkolnych wrócą wszyscy uczniowie.

Ostatnie tygodnie napawały optymizmem

– przekonywał w Sygnałach Dnia szef resortu edukacji.

Jeżeli tekst rozporządzenia Rady Ministrów przewiduje wydłużenie dodatkowego zasiłku opiekuńczego o kolejne dwa tygodnie, to w tym czasie nie należy się spodziewać wielkich zmian. Potem – jak wynika ze słów ministra edukacji – wszystko jest możliwe.

Czy uczniowie klas IV-VIII powinni wrócić do nauki w szkole?

O ile w przypadku młodszych dzieci ministerstwo, większość rodziców i nauczycieli zgodnie przekonują, że nauka zdalna jest fikcją i należy z nią jak najszybciej skończyć, o tyle jeśli chodzi o starszaków zdania są podzielone. Wystarczy spojrzeć na wyniki sondy, jaką Bizblog.pl przeprowadził na Twitterze.

Nie jestem naiwny, zdaję sobie sprawę, że jeśli nie większość, to spory odsetek oddających głosy mógł być bezpośrednio zainteresowanych (nie)wracaniem do szkolnych ławek, ale jako ojciec 12-latki dobrze wiem, że wśród rodziców i nauczycieli też nie brakuje przeciwników przywracania nauki stacjonarnej.

Zwłaszcza że resort i podstawówki są mniej więcej tak samo przygotowane do powrotu starszych dzieciaków do nauki w szkolnych murach, jak 1 września 2020 r.

Za kilka tygodni kolejna fala zachorowań i nowy lockdown?

Na początku roku szkolnego w Polsce nikt nie zważał na ostrzeżenia ekspertów i przykład płynący z Izraela, gdzie niekontrolowane otwarcie edukacji w maju ubiegłego roku skoczyło się covidowym horrorem. Minął rok i Polska igra z zarazą w podobny sposób.

W międzyczasie okazało się bowiem, że otwarcie szkół po zaszczepieniu jedynie nauczycieli może być przejawem nieodpowiedzialnego optymizmu ze strony rządzących.

Tydzień temu opisywaliśmy statystyki i wyniki badań z Europy Zachodniej, z których wynika, że nowe mutacje koronawirusa, w tym najbardziej rozpowszechniona w Polsce, brytyjska, zbierają coraz liczniejsze żniwo wśród dzieci i młodzieży. Oby za kilka tygodni znów nie trzeba było na chybcika zamykać tego, co rząd właśnie zamierza otworzyć.