Koniec bujania w obłokach. Firmy wpadły w panikę. Chcą masowo zwalniać i obniżać pensje pracownikom

Ekonomiści zapowiadają, że gospodarka urośnie o 3-4 proc., ale polscy przedsiębiorcy zachowują się, jakby czekał nas ciężki kryzys, 2021 r. miał być tak samo zły, a może nawet gorszy niż poprzedni, kiedy PKB spadł o 2,8 proc. Dziwne i osobliwe zachowanie, ale wygląda na to, że przestraszyli się trzeciej fali zachorowań. Dla pracowników pracujących w mikrofirmach i w usługach to bardzo złe wiadomości. (Fot. KPRM/Krystian Maj)

Wiosną ubiegłego roku pesymiści wieszczyli, że na koniec 2020 r. bezrobocie w Polsce sięgnie 10 proc., a może nawet je przebije. Tymczasem okazało się, że wcale nie jest tak źle. Według GUS stopa bezrobocia w lutym wyniosła 6,5 proc., natomiast według Eurostatu, który posługuje się nieco inną metodą, bezrobocie w styczniu 2021 r. w Polsce wyniosło 3,1 proc. To najlepszy wynik wśród państw Unii Europejskiej. Przy okazji warto wspomnieć, że średnia dla UE to 7,3 proc., a w strefie euro nawet 8,1 proc. A więc patrząc na rynek pracy, jesteśmy europejskim liderem.

Ale na tym dobre wiadomości niestety się kończą, bo nad polski rynek pracy nadciągają czarne chmury pełne negatywnych emocji.

Prognozy gospodarcze nie są złe

Prognozy dla polskiej gospodarki niby są nadal całkiem dobre. Międzynarodowa agencja Moody’s zakładała, że polski PKB wzrośnie w tym roku o 4 proc. 1 kwietnia zweryfikowała prognozy i obniżyła je do 3,3 proc. Dalej nieźle. Z polskich instytucji pierwszy prognozy PKB na ten rok obniżył BOŚ Bank z 4 do 3,7 proc. Na razie większość ośrodków krajowych i zagranicznych zakłada, że gospodarka będzie rozwijać się w tempie między 3 a 4 proc.

Bizblog.pl poleca

A mimo to z polskich firm uleciał optymizm, ba pojawiły się oznaki paniki.

Dlaczego? Bo prawie połowa polskich firm (45 proc.) oczekuje w 2021 r. spowolnienia gospodarczego i to na poziomie większym niż w 2020 r., kolejne 18 proc. oczekuje, że będzie równie słabo, co w poprzednim roku – wynika z badania badania Barometr Rynku Pracy 2021 firmy Personnel Service.

To klasyczne czarnowidztwo. I to czarnowidztwo prawdopodobnie niestety odbije się na rynku pracy. We wspomnianym badaniu 24 proc. pracodawców przyznało, że planuje redukcję zatrudnienia, a kolejne 22 proc. jeszcze nie wie, co zrobi. Dodatkowo 14 proc. firm szykuje się do obniżania wynagrodzeń zatrudnionym.

Mikroprzedsiębiorcy mają problem

Biuro Inwestycji i Cykli Ekonomicznych publikujące co miesiąc Wskaźnik Rynku Pracy zaledwie kila dni temu również nie przyniosło dobrych informacji. Zdaniem BIEC z jednej strony widoczne są tendencje do przechowania pracowników w oczekiwaniu na poprawę sytuacji, ale z drugiej strony niepewność, trzecia fala pandemii, zaostrzenie obostrzeń i słabsza aktywność gospodarcza nakazują redukcje etatów.

Rynek podzielił się na tych, co mają dobrą sytuację albo przynajmniej zasoby, by trudny okres przeczekać, i na tych, którzy muszą już zwalniać. Ci drudzy to przede wszystkim mikrofirmy.

W niedawnym badaniu IBRiS aż 51 proc. mikrofirm, oceniając swoją sytuację rok po pierwszym lockdownie, określały ją jako negatywną, tymczasem średnie firmy (45 proc.) i duże przedsiębiorstwa (48 proc.) określały sytuację jako „bardzo dobrą” i „raczej dobrą”. A jednak aż 42 proc. dużych firm przeprowadziło redukcję zatrudnienia w pierwszym roku pandemii, podczas gdy w przypadku mikroprzedsiębiorstw odsetek ten sięgnął jedynie 16 proc. 

Wygląda na to, że małe przedsiębiorstwa zagryzały dotąd zęby, ale dłużej już nie mogą i teraz to one będą zwalniać. Potwierdzają to dane Euler Hermes, które pokazują, że płynność finansową masowo tracą właśnie małe, często rodzinne przedsiębiorstwa. Według Monitora Sądowego i Gospodarczego od początku roku opublikowano informacje o 316 niewypłacalnościach polskich firm, a to o 75 proc. więcej niż przed rokiem. Najgorzej było w usługach, gdzie liczba niewypłacalności w styczniu i lutym 2021 r. była przeszło trzykrotnie większa niż w 2020 r.

Jakie branże będą zatrudniały?

Według BIEC nie jest aż tak źle i tyle samo firm może zwalniać co zatrudniać.

Odsetek firm prognozujących redukcję wielkości zatrudnienia i odsetek firm zamierzających zwiększyć w najbliższym czasie zatrudnienie jest zbliżony

– czytamy w komunikacie.

O ile małe firmy będą zwalniać, o tyle zatrudniać mogą duże, szczególnie te, gdzie prym wiedzie sektor przetwórstwa ropy naftowej.

Badania Personel Service są mniej optymistyczne. Według nich tylko 9 proc. firm planuje zwiększać zatrudnienie, a 12 proc. chce podnosić pensje niezależnie od płacy minimalnej.

W tej dobrej sytuacji są prawdopodobnie pracownicy firm, które skorzystały na pandemii, a więc z sektora e-commerce, oferujące narzędzia do automatyzacji czy produkujące sprzęt ochrony osobistej. Ale również  te powiązane z powiązane z przemysłem, przetwórstwem i bezpośrednio lub pośrednio z eksportem, bo one osiągnęły już poziom aktywności notowany przed pandemią, a nierzadko nawet go przebiły.