Katar groźny jak nigdy. Zaskakująca epidemia zdziesiątkowała pracowników wielu firm

Wszystko wskazuje na to, że zeszłoroczne Mistrzostwa Świata jeszcze długo będą odbijać nam się czkawką. Tym razem już nawet nie chodzi o poziom gry reprezentacji Polski, ale o kibiców, tak wiernych, że sami aż pochorowali się na Katar. I to dosłownie.

ZUS nie przewiduje takiej jednostki chorobowej jak Katar, tak samo, jak niczym w filmie Barei nie ma miasta Londyn. Za to jest Lądek-Zdrój. Tak więc co sprytniejsi Polacy symulowali ten najzwyklejszy, dobrze wszystkim znany katar, aby na czas meczów biało-czerwonych zostać w domu.

Ta nagła epidemia Kataru była na tyle gwałtowna, że wymiotła z zakładów pracy na zwolnienia lekarskie nawet o 12 proc. więcej pracowników. Szczególnie podatni na ten typ choroby okazali się pracownicy dużych przedsiębiorstw produkcyjnych, w których mężczyźni stanowią 68 proc. załogi.

Choroba na Katar zaatakowała mężczyzn w Polsce

Można by rzec, że to dość niespotykany wirus w Polsce, który zaatakował w ubiegłym roku przede wszystkim mężczyzn. I o dziwo rozłożył na łopatki Polaków akurat wtedy, kiedy w Katarze toczyła się piłka.

Dokładna żywotność tego tajemniczego niby wirusa przypadła między 22 listopada 2022 r. a 18 grudnia 2022 r. Pech chciał, że gorączka zmogła Polaków i zapakowała do łóżek akurat, gdy swój pierwszy mecz grała nasza reprezentacja z Meksykiem i nie chciała odpuścić, póki Argentyna z Francją nie zagrały finałowego meczu.

Skąd to wiemy? Wszystko zostało dokładnie sprawdzone przez firmę doradczą Conperio, która zajmuje się problematyką absencji chorobowych. W ten sposób okazało się, że w dużych zakładach produkcyjnych na terenie całego kraju, które zatrudniają 500-1500 pracowników, absencja w tym czasie bardzo często osiągała dwucyfrowe wskaźniki. Co dziwi, bo normalnie w ciągu roku nieobecność pracowników kształtuje się średnio na poziomie poniżej 10 proc.

Szacujemy, że to właśnie mundial w Katarze przyczynił się do wzrostów absencji chorobowej wśród pracowników, tym bardziej że był to okres przed szczytem sezonowych zachorowań na grypę – mówi Mikołaj Zając, ekspert rynku pracy, prezes Conperio.

No właśnie – i wszystko wskazuje na to, że to chorowanie Polaków to wina Kataru. Bo jak przypomina prezes Conperio, po raz pierwszy w historii największa piłkarska impreza na świecie odbyła się późną jesienią. Część spotkań rozgrywanych było w godzinach porannych oraz wczesno-popołudniowych. Jak nic – w takich niesprzyjających okolicznościach łatwo było się rozchorować.

Jednak to, na co zwraca uwagę prezes Conperio, to żaden wirus, a bardziej masowa symulacja Polaków.

Dla spragnionych emocji kibiców, w wielu przypadkach pobranie fikcyjnego „L4” mogło być jedyną szansą, by bez przeszkód oglądać mecze i kibicować swoim ulubionym drużynom. Nie bez znaczenia pozostaje z pewnością fakt, że udział w imprezie czterolecia wzięła również reprezentacja Polski – wyjaśnia Mikołaj Zając.

Bizblog.pl poleca

Efekt Kataru dla pracodawców

Wygląda na to, że ci z Katarem zostali w domach na L4, a pozostali, którzy poszli do pracy, pociągali nosem na tyle, że praca zwyczajnie im nie szła. Potwierdza to Mikołaj Zając, który mówi, że część współpracujących z jego firmą pracodawców, skarżyło się w trakcie mistrzostw właśnie na spadek efektywności wśród niektórych pracowników.

Oceniamy, że pracownicy którzy podczas trwania mundialu pozostali w pracy, poświęcali od kilkunastu do kilkudziesięciu minut dziennie na sprawdzanie wyników, oglądanie meczów w internecie czy słuchanie opinii specjalistów dodaje Mikołaj Zając.

Dobrze, że następny mundial dopiero za cztery lata. Może do tego czasu pracownicy uodpornią się, no chyba, że są fanami również innych dyscyplin sportu.