Rosjanie za kilka dni pokażą własną Teslę. Obiecują, że będzie w cenie Fiata Tipo

Ma kosztować w przeliczeniu około 50 tys. zł, ma być zdolny do przejechania nawet 300 km bez konieczności ładowania i znoszenia ze spokojem arktycznych mrozów. Rosjanie szykują się do wypuszczenia na rynek elektrycznego crossovera, który może nie zawstydzi Tesli osiągami, za to cenowo rozłoży słynną konkurencję na łopatki.

Opracowaliśmy pełnoprawny samochód osobowy, kompaktowy crossover o długości 3,4 metra i szerokości 1,7 metra

– chwali się Oleg Klyavin, zastępca szefa SPBPU NTI Center.

Kama-1, bo tak ma się nazywać nowy rosyjski elektryk, został zaprojektowany przez inżynierów z politechniki w Petersburgu (SPBPU) i pracowników zakładów Kamaz.

Bizblog.pl poleca

Twórcy projektu twierdzą, że choć w produkcji Kama-1 częściowo wykorzystano komponenty europejskich i azjatyckich producentów, które są już dostępne na światowym rynku, to jednak większość rozwiązań narodziła się na petersburskiej uczelni. SPBPU NTI Center ma zresztą zamiar dalej rozwijać akumulatory i silniki elektryczne wraz z rosyjskimi firmami high-tech.

Rosyjska tesla w cenie Fiata Tipo

Zapowiedzi robią piorunujące wrażenie. Kama-1 ma przejechać na jednym ładowaniu od 250 do 300 km, o co zadba akumulator o pojemności 33 kWh. Co ciekawe twórcy twierdzą, że górna granica zasięgu będzie możliwa do uzyskania głównie poza miastem. W trybie miejskim, wymagającym stałego hamowania i przyspieszania oraz zużycia energii na ogrzewanie i chłodzenie, zasięg będzie spadał do 250 km. To dokładnie na odwrót niż inne samochody elektryczne, które radzą sobie tym lepiej, im z mniejszym oporem powietrza muszą sobie radzić.

Prędkość maksymalna to 150 km/h. Strzałka prędkościomierza ma dobijać do 60 km/h w ciągu 3 sekund, do pełnej setki – ok. 7-8 sekund. Twórcy Kama-1 zapewniają też, ze samochód przetrzyma mrozy do -50 stopni Celsjusza.

I teraz najlepsze. Cena podstawowego modelu została określona na milion rubli, około 50 tys. zł. Za takie pieniądze w Polsce można dostać nowego Fiata Tipo. Albo Opla Corsę (ale bez klimatyzacji). Za dodatkowe 100-200 tys. rubli (ok. 5-10 tys. zł) Kama-1 zostanie wyposażona w automatyczny tempomat i asystenta parkowania. Takie wyceny będą jednak do utrzymania tylko wtedy, jeżeli producentowi uda się sprzedawać rocznie zakładane 20 tys. egzemplarzy. A to, jak na start, dość wysoko postawiona poprzeczka.

O tym, ile jest w Kama-1 Izery, a ile Tesli, dowiemy się na dniach. Samochód zostanie zaprezentowany  10-11 grudnia w Moskwie w ramach Vuzpromexpo 2020 – corocznej wystawy prezentującej rosyjskie osiągnięcia naukowe.

Testy prototypów mają zakończyć się dosłownie chwilę wcześniej. Na wystawie kierownictwo SPBPU chce już przekazać przedprodukcyjny modelu firmie PJSC KAMAZ. Serwis Russia Today twierdzi, że samochód mógłby wejść do masowej produkcji w 2021 r.

Zetta, czyli jak Rosjanie przeholowali z obietnicami

Czytając o specyfikacji rosyjskiego dzieła motoryzacji, można byłoby pomyśleć, że cała idea jest zbyt piękna, by była prawdziwa. I nie są to przesadzone wątpliwości.

Jeszcze do niedawna rosyjskie media ekscytowały się przecież pracami nad Zettą, małym, miejskim elektrykiem, który miał lada chwila wejść do sprzedaży. Mówiło się, że docelowa cena to nieco ponad 7 tys. dol., co plasowałoby znaczniej poniżej cen nowych samochodów. W sierpniu rosyjski minister przemysłu i handlu Denis Manturov potwierdzał, że certyfikacja jest na ukończeniu.  

Trwają prace nad kwestią eksportu samochodu do Indii, Pakistanu, Jordanii, Egiptu i Niemiec

– twierdził resort.

Informacje te już we wrześniu pod znakiem zapytania postawił jednak niemiecki portal wiwo.de, pisząc, że tak naprawdę projekt… balansuje na krawędzi upadku. Powód? Rząd miał odmówić Zecie dalszego finansowania.

Inna sprawa, że sam pomysł, by eksportować rosyjskie elektryki, wydaje się bardzo sensowny. Według serwisu statista.com liczba stacji ładowania w Moskwie (41, choć licząc całą aglomerację, będzie ich ponad 70) jest mniejsza niż w Warszawie (54). A stolica Rosji i tak bryluje na tle reszty kraju, bo Petersburg ma ich około 20, a Soczi 10. W kolejnych miastach stacje można już liczyć na palcach jednej ręki.

Ogromne odległości między rosyjskimi miastami sprawiają, że podróżowanie między nimi za pomocą elektryków staje się niewykonalne. Podawane wcześniej zasięgi na autostradach są czysto teoretyczne. Wątpliwe, by ktokolwiek zaryzykował wyprawę Kamą-1 poza Moskwą bądź centrum Petersburga. Nic dziwnego, że w liczącym ponad 100 mln mieszkańców kraju, w ubiegłym roku właścicieli znalazło tylko 6 tys. samochodów elektrycznych.

Rosja dołącza do wyścigu

Widać jednak, że Rosjanie rozpaczliwie walczą, by dołączyć do wyścigu, którego start zupełnie przespali. W ubiegłym roku na całym świecie sprzedało się ok. 7 mln aut elektrycznych. Rynek podzieliły między siebie Chiny (mając prawie połowę sprzedaży, choć część to zasługa Tesli), USA i Unia Europejska.

Problem może stanowić to, że rosyjscy konsumenci wydają się mało zainteresowani samochodami na prąd. W badaniu przeprowadzonym przez grupę konsultingową KPMG wyszło, że na 25 krajów przeanalizowanych pod kątem wrażliwości konsumentów na transport elektryczny, Rosja zajęła dopiero 23. miejsce.

Jeśli rosyjscy inżynierowie rzeczywiście zdołali stworzyć porządny samochód elektryczny za 50 tys. zł, krajowy rynek może okazać się kompletnie niepotrzebny. Tak tanie elektryki z chęcią przyjęliby z pewnością zarówno klienci w USA (średnia cena sprzedanego elektryka 55 tys. dol. -dane Jato Dynamics), Europy (48 tys. dol. ), jak i Chin (29 tys. dol). Pytanie, czy raczkujący w tej dziedzinie Rosjanie naprawdę zdołali dokonać cudu.