Spółki węglowe. Nikt tak spektakularnie nie potrzaskał się na giełdzie, jak JSW

Po zmianach w zarządzie i przedstawieniu strategii do 2030 r. w JSW mieli wreszcie nadzieje na giełdowe odbicie. Ale nic takiego się nie stało. Inwestorzy jednak chłodno przyjęli zapowiedź stopniowego zwiększania wydobycia węgla do 18 mln ton i mniejszej jednak marży nie na poziomie 30 a 25 proc. Nakłady inwestycyjne na poziomie 24,5 mld zł okazały się marną pociechą i w efekcie akcje JSW S.A. znowu straciły na wartości, podtrzymując tym samym wielomiesięczny trend.

Zmiany w zarządzie JSW S.A. Rafał Pasieka nie jest już zastępcą prezesa ds. handlowych. Jego obowiązki na razie przejmie prezes JSW Włodzimierz Hereźniak. Z kolei na stanowisko zastępcy prezesa zarządu ds. rozwoju spółki powołano Tomasza Dudę. Zarząd w nowym składzie od razu podstawił przed sobą wyzwanie – strategię na lata 2020-2030. Ta między innymi zakłada zwiększanie co roku wydobycia węgla – do poziomu 18 mln ton w 2030 r. Efekt? Akcje jastrzębskiej spółki są na najniższym poziomie od połowy 2016 r.

Bizblog.pl poleca:

Giełdowa kariera największego w Europie producenta węgla koksowego jest idealnym potwierdzeniem hasła, że jak nie potrafisz – to nie pchaj się na afisz. Dziewięć lat temu, przy okazji zakupu w ofercie publicznej, za jedną akcję JSW trzeba było zapłacić 136 zł. Dzisiaj trzeba wydać mniej niż 19 zł. Tylko od początku roku, raptem w trzy tygodnie, akcje JSW straciły na wartości aż ponad 60 proc.

Potem nie było wcale lepiej. O ile komunikaty giełdowe pokazywały spadki, to można było stawiać orzechy przeciwko dolarom, że przeczytamy tam informacje o jastrzębskiej spółce. Jeszcze gorzej wygląda to, gdy spojrzymy na całą karierę jastrzębskiej spółki na giełdzie. Mimo wypłat od 2011 r. trzech dywidend od lipca 2011 r. akcje JSW poleciały w dół w sumie nawet o 80 proc. To niechlubny rekord naszego parkietu. 

I nic nie wskazuje, żeby w najbliższym czasie cokolwiek miało się w tym zakresie zmienić. Analitycy BM mBanku wskazują, że wyniki operacyjne za IV kw. 2019 były poniżej oczekiwań, ale także poniżej zapowiedzi zarządu spółki, jakie pojawiły się przy okazji ogłaszania wyników finansowych za trzeci kwartał ubiegłego roku. Jednym z najpoważniejszych grzechów spółki jest niezmiennie szybka konsumpcja wcześniej wypracowanych zysków.

Obniżamy nasze prognozy na lata 2019-20 o słabsze założenia odnośnie produkcji i udziału węgla koksującego w urobku oraz wyższe zapasy. Obniżamy naszą cenę docelową z 28,04 zł/akcję do 23,32 zł/akcję oraz rewidujemy w dół naszą rekomendację z kupuj do trzymaj

zalecają eksperci BM mBanku.

JSW na giełdzie, czyli od początku pod górkę

Tak naprawdę z obecnością JSW na giełdzie od początku były kłopoty. Jeszcze przed debiutem inwestorzy zacierali ręce, licząc pewny zysk. Tymczasem kurs otwarcia wyniósł 140,5 zł i gwarantował zysk na poziomie 3.3 proc. – od kwoty 136 zł za akcje, na jaką wcześniej zdecydowali się inwestorzy. Niestety, w kolejnych godzinach było już tylko gorzej. Na tyle, że kurs spadł do poziomu z emisji.

Tym samym giełdowy debiut JSW okazał się sporym rozczarowaniem dla inwestorów, którzy wierzyli, że na akcjach górniczej spółki szybko zarobią. To jednak w niczym nie przeszkadzało robić dobrej min do złej gry ówczesnemu ministrowi skarbu Aleksandrowi Gradowi, który komentując pierwsze kroki JSW na parkiecie, stwierdził, że górnictwo jest „perspektywiczną i dobrze rozumianą przez inwestorów finansowych branżą”.

O dziwo, taki debiut nie zaniepokoił samego zarządu spółki, który też na podstawie sprzedaży 39,5 mln akcji, co przyniosło budżetowi państwa prawie 5,4 mld zł – zaczął kreślić odważne wizje na przyszłość.

Przed nami wiele pracy, aby skutecznie zrealizować strategię, a także deklaracje, które złożyliśmy akcjonariuszom. Chcemy budować naszą wartość spokojnie i stabilnie

– obiecywał ówczesny prezes JSW Jarosław Zagórowski.

Nic z tego nie wyszło. JSW szoruje pod dnie

Spółka JSW od początku giełdowych potyczek miała trochę pecha: inwestorzy bowiem nie oceniali jej sytuacji finansowej (skądinąd przez lata naprawdę dobrej). Zamiast tego koncentrowali się na przyszłości. A ta dla podmiotów z sektora wydobywczego, związanych z szeroko rozumianymi paliwami kopalnymi – jest w coraz czarniejszych barwach. Biorąc pod uwagę chociażby Zielony Ład dla Europy, podatek węglowym, czy rozszerzony europejski system handlu uprawnieniami do emisji CO2 i być może też za chwilę metanu

Jeszcze w pierwszej połowie ubiegłego roku kapitalizacja JSW wynosiła 6 mld zł. I chociaż z utęsknieniem wspominano przełom 2017 i 2018 r., kiedy warta było przeszło dwa razy więcej – to jeszcze nikt wtedy nie bił na alarm. A szkoda. Przecież w tym samym czasie można było już z dużą dozą prawdopodobieństwa przewidywać dalsze kłopoty z ceną węgla koksowego, która jeszcze w maju 2019 r. oscylowała nawet wokół 200 dol. za tonę, by parę miesięcy później, w sierpniu być na poziomie raptem 160 dol. Potem cena na krótko nawet spadła do granic 145 dol.

Efekt? Najlepiej widoczny w notowaniach z ostatniego poniedziałku stycznia tego roku. Akcje JSW znowu spadły, osiągając już poziom poniżej 20 zł. To była taka dziewiąta sesja z rzędu. Ostatni raz spółka JSW tak długi okres zniżkowy odnotowała na przełomie 2016 i 2017 r.

Największy strach związany z żądaniami pracowników

Trudno dzisiaj wyrokować, kiedy i czy w ogóle to się zmieni i akcje JSW zaczną wreszcie nabierać na wartości, a nie tylko i wyłącznie tracić. Z jednej strony do końca marca mamy poznać nową strategię inwestycyjną spółki. Już teraz, na podstawie umowy z konsorcjum banków oraz z Europejskim Bankiem Inwestycyjnym, mówi się o wydaniu na inwestycje do 2030 r. nawet 19 mld zł. 

Z drugiej jednak są coraz poważniejsze obawy inwestorów i jednak nieciekawa przyszłość. Strach tych, którzy wykładają pieniądze, powodowany jest w pierwszej kolejności żądaniami ze strony załogi. Owe roszczenia mają stać za ostatnim uszczupleniem funduszu stabilizacyjnego: o 700 mln zł, z 1,8 mld do 1,1 mld zł. Fundusz powstał przy okazji ostatniej hossy na węgiel koksowy i miał stanowić inwestycyjny fundament. Teraz okazuje się, że racje mieli ci inwestorzy, którzy wieszczyli rozdrabnianie go na inne potrzeby.

Nie bez znaczne jest też rzecz jasna sytuacja na samym rynku stali – jednym z najważniejszych dla producentów węgla koksowego. Analitycy przekonują, że obecny rok będzie kolejnym, w którym popyt na stal jednak wyhamuje. W Polsce głównie przez rosnące ceny energii i te związane z emisją CO2. Przy czym trzeba pamiętać skalę importu stali do naszego kraju. 

Zdaniem Stefana Dzienniaka, prezesa Hutniczej Izby Przemysłowo-Handlowej, środki ochrony rynku stosowane przez UE okazały się słabym narzędziem walki o konkurencyjność europejskiego sektora. To zaś pozwoliło producentom z krajów trzecich na umiejętnie omijanie obostrzeń, skutkiem czego tańsze towary napływały do Polski falami, powodując spadek cen. Dość powiedzieć, że w okresie od stycznia do listopada 2019 r. na 12 tys. 185 ton wszystkich wyrobów stalowych te z importu stanowiły aż 74 proc. W przypadku wyrobów długich to 48 proc., płaskich – 92 proc., a rur – 74 proc.

Eksperci wskazują, że akcje JSW jeszcze spadną

Nie brakuje ekspertów, którzy uważają, że w 2020 r. cena stali w końcu pójdzie w górę. Miałyby o tym świadczyć inwestycyjne plany w tym sektorze Chińczyków. To powinno w naturalny sposób zwiększyć popyt. Ale czy też w Unii Europejskiej, gdzie w 2019 r. zmniejszył się o 1,2 proc., do 166,8 mln ton? WordlSteel przewiduje, że na całym świecie w 2020 r. stal będzie miała lepszą passę i popyt przekroczy 1,8 mld ton. Owo ożywienie ma nie ominąć także UE, która ma potrzebować o 1,1 proc. stali więcej niż w 2019 r.

Czy to się jednak w jakikolwiek sposób może przełożyć na sytuację finansową i cenę akcji JSW? Jeszcze w październiku analitycy Trigon DM wykazywali cenę akcji docelowo na poziomie 14,2 zł. W swoim raporcie stwierdzili, że ich „wartość dla akcjonariuszy mniejszościowych może zbiegać do zera”.