Leczenie dżumy cholerą. Czy COVID-19 zawiesi politykę klimatyczną UE?

Pandemia COVID-19 stanowi najpoważniejszy kryzys gospodarczy naszych czasów. Bardzo mocno rzutuje on na kwestie polityczne, które docelowo mogą całkowicie zmienić świat, który znamy. W tym kontekście najpoważniejszym pytaniem wydaje się przyszłość Unii Europejskiej, co w kontekście energetycznym bardzo mocno dotyka agendy klimatycznej.

Fot. Chris LeBoutillier/Pexels

Sekretarz stanu w Ministerstwie Aktywów Państwowych Janusz Kowalski, coraz mocniej domaga się zawieszenia funkcjonowania europejskiego systemu handlu emisjami (EU ETS) stanowiącego główne narzędzie dekarbonizujące gospodarki państw członkowskich.

Jego zdaniem stanowiłoby to istotną ulgę dla przedsiębiorstw zmagających się z trudnościami ekonomicznymi wywołanymi przez koronawirusa. Taka argumentacja wynika z przesłanki, według której ponoszenie wysokich kosztów związanych z emisją gazów cieplarnianych nie ma w nowych, szczególnych warunkach, żadnego uzasadnienia. Polityk podkreśla również znaczenie utrzymania własnej produkcji energii opartej o węgiel w obliczu narastającego kryzysu.

Teza Kowalskiego wydaje się atrakcyjna publicystycznie i wpisuje w szerszy trend krytyki Unii Europejskiej.

Bizblog.pl poleca

Ale czy ma to uzasadnienie ekonomiczne?

W moim przekonaniu nie i zaraz wytłumaczę dlaczego.

Przede wszystkim polska energetyka od kilku tygodni nasilającej się globalnej pandemii odczuwa paradoksalnie finansową ulgę. Duszące ją od dłuższego czasu wysokie cen uprawnień do emisji CO2 mocno spadają i dziś znajdują się na dawno nienotowanym poziomie 16 euro za tonę. Tymczasem to okolice 20 euro stanowią parametr graniczny, po którego przekroczeniu państwowe molochy, takie jak PGE, przestają być rentowne. Jak widać, główny argument Kowalskiego wydaje się chybiony. Paradoksalnie branża mimo strukturalnych obciążeń chwilowo odczuwa w niektórych obszarach sporą ulgę (w przeciwieństwie do państwa, które ze sprzedaży uprawnień czerpie spore dochody i być może tu jest pies pogrzebany).

Pobieżna analiza propozycji sekretarza stanu w resorcie aktywów państwowych przynosi dużo więcej takich niespójności. Polska jest jedynym państwem w Unii Europejskiej tak zależnym od paliw kopalnych w strukturze produkcji energii (obok Niemiec, które jednak intensywnie rozwijają OZE). Z tego względu trudno sobie wyobrazić, by postulaty sekretarza stanu w resorcie aktywów państwowych otarły się choć trochę o realność. W tej kwestii nasze państwo po prostu nie ma sojuszników i pozostaje osamotnione.

Chwilowy kryzys COVID-19 może teoretycznie spowolnić działania proklimatyczne UE, ale nie zmieni ich co do zasady. Tym bardziej że zielona transformacja jest dziś uzasadniona nie tylko z naukowo, ale również finansowo. Światowe koncerny lokują nakłady powiązane z innowacyjnością w OZE, a odrzucenie tego faktu oznaczałoby, że sytuujemy Polskę w technologicznym skansenie i skazujemy ją długofalowo na niekonkurencyjność.

I dochodzimy do kolejnej kwestii, której Kowalski nie rozwija.

Głównym zagrożeniem gospodarczym związanym z ekspansją COVID-19 jest dziś utrzymanie płynności finansowej krajowych firm, a docelowo ich konkurencyjności. Z jedną z najdroższych energii hurtowych w Europie będzie bardzo trudno to zrobić. Głównym winowajcą tej drożyzny jest właśnie węgiel (przy obecnej skali importu ciężko go nazwać polskim) i autarkiczne podejście do rozwoju krajowego systemu energetycznego. Jego charakter w pełni oddają słowa Kowalskiego o konieczności produkcji energii na miejscu, w naszych elektrowniach węglowych.

Oczywiście Polska potrzebuje nowych mocy wytwórczych (niskoemisyjnych), a po drugie większej otwartości rynkowej. Tu należy podkreślić, że Ministerstwo Aktywów Państwowych jest częścią rządu RP, który poparł tzw. pakiet zimowy. Zakłada on budowę połączeń pomiędzy krajami europejskimi i wymianę transgraniczną energii (a więc sporą skalę importu). To właśnie w tym miejscu należy upatrywać szybkiej szansy na reakcję na kryzys związany z COVID-19 i ulżenie doli krajowych firm, a nie w postulacie trwania przy węglu, który bez powodzenia jest realizowany od 2015 r. i skutkuje kolejnym kryzysem górnictwa. Reasumując – panaceum na polskie bolączki związane z koronawirusem jest dokładną odwrotnością propozycji przedstawionych przez Kowalskiego.

Na koniec chciałbym się odnieść do jeszcze jednego aspektu wypowiedzi tego polityka. Jak już wspomniałem, trudno sobie wyobrazić chwilową rezygnację z najważniejszego narzędzia europejskiej polityki klimatycznej, czyli systemu handlu emisjami.

De facto byłby to początek rozmontowywania ETS.

Nie byłoby to roztropne z perspektywy biznesowej (globalne trendy inwestycyjne), ale także politycznej. Teoretyczna, trudno wyobrażalna zgoda na zawieszenie EU ETS na czas walki z koronawirusem mogłaby być początkiem procesu prowadzącego do rozpadu integracji politycznej i ekonomicznej Starego Kontynentu.

Czy tego właśnie chcemy? I to u progu wielkich funduszy transformacyjnych, które Polska może otrzymać, jeśli podłączy się do Nowego Zielonego Ładu, jaki proponuje Komisja Europejska (jego głównym postulatem jest neutralność klimatyczna do 2050 r.)?

Zawieszenie EU ETS ponad wszelką wątpliwość zahamowałoby walkę z globalnym ociepleniem, które już dziś potęguje problemy związane z kryzysami migracyjnymi, żywnościowymi etc. Innymi słowy – reagując na nową światową pandemię zawieszeniem systemu handlu emisjami, podsycalibyśmy równie groźne zjawiska podobnego formatu. To nie jest żadne rozwiązanie, a nawet gdyby było, to pamiętajmy, że obecny rząd RP poparł konsensus klimatyczny w Paryżu, a później Katowicach.

Miejmy nadzieję, że politycy obozu rządzącego to rozumieją, a głos Kowalskiego pozostanie ciekawostką intelektualną poza głównym dyskursem.

Piotr Maciążek: publicysta specjalizujący się w tematyce sektora energetycznego. W 2018 r. nominowany do najważniejszych nagród dziennikarskich (Grand Press, Mediatory) za stworzenie fikcyjnego eksperta Piotra Niewiechowicza, który pozyskał wrażliwe informacje o projekcie Baltic Pipe z otoczenia ministra Piotra Naimskiego. Autor książki „Stawka większa niż gaz” (Arbitror 2018 r.), współautor książki Młoda myśl wschodnia (Kolegium Europy Wschodniej 2014 r.). Obecnie pracuje nad kolejnym tytułem – tym razem dotyczącym polskich służb specjalnych.