Janschwalde to niemiecki Turów dla Polaków. Zrobimy Niemcom to samo, co zrobili nam Czesi?

Dla polskich organizacji pozarządowych to zdecydowanie szerszy temat i cieszą się, że Główny Inspektorat Ochrony Środowiska przyjrzy się wpływowi na polskie gminy niemieckiej kopalni Janschwalde.

Anna Dziadek, szefowa Stowarzyszenia „Nie kopalni odkrywkowej”, przekonuje że temat wpływu górnictwa odkrywkowego na środowisko, na jakość życia ludzi nie kończy się ani na państwowych granicach, ani w momencie zamknięcia kopalni. I wcale nie jest tak, że to tylko Polacy trują Czechów kopalnią Turów. Inni też mają swoje za uszami. Jak na przykład niemiecka kopalnia Janschwalde, należąca do czeskiego koncernu EPH. Operatorem odkrywki jest jednak niemiecka firma LEAG. 

Bizblog.pl poleca

W październiku polskie Ministerstwo Klimatu i Środowiska zleciło kontrolę tej odkrywki zza naszej zachodniej granicy Państwowemu Instytutowi Geologicznemu oraz wojewódzkiemu inspektoratowi ochrony środowiska. Ale Niemcy są pewni swego. Kwestia ewentualnych odszkodowań w zamian za szkody górnicze podnoszona była już w 2015 r. I wtedy i teraz LEAG nie widzi powodów do wypłaty jakiegokolwiek odszkodowania.

Zarówno w grudniu 2015 roku, jak i teraz, działalność odkrywek Janschwalde i zamkniętej w 2015 roku Cottbus-North nie ma wpływu na zasoby wody pitnej po polskiej stronie granicy – odpowiada na pytania money.pl w tej sprawie Thoralf Schirmer, rzecznik prasowy niemieckiego operatora.

Turów to nie jest jednostronny problem. Nas też trują

Tomasz Waśniewski, prezes Fundacji „Rozwój TAK – Odkrywki NIE”, nie jest zdziwiony takim stanowiskiem LEAG. Jego zdaniem żadna kopalnia i elektrownia węglowa nigdy sama nie przyzna się, że szkodzi środowisku, truje ludzi, niszczy zasoby bezcennej wody. Dlatego uważa, że pretensje gmin Gubin i Brody są jak najbardziej w pełni uzasadnione.

Obowiązkiem polskich władz każdego szczebla jest pełne wsparcie dla tych żądań. Na początek choćby poprzez wykonanie kompleksowej i rzetelnej analizy wpływu kopalni na tereny gmin Gubin i Brody. Nie zaś, jak do tej pory, pozostawienie lokalnych samorządów samych sobie w starciu z potężnym koncernem, który od dziesięcioleci naraża na straty mieszkańców po obu stronach granicy – przekonuje Waśniewski.

Zdaniem Zbigniewa Barskiego, wójta gminy Gubin, cytowanego przez PAP, w ten sposób bez wątpienia możemy pokazać Unii Europejskiej, że sprawa konfliktu wokół Turowa nie jest jednostronnym problemem. Według z kolei wójta gminy Brody Ryszarda Kowalczuka problem z kopalnią po niemieckiej stronie jest odczuwalny od kilkunastu lat. 

Skoro my jesteśmy ci źli, którzy zabierają komuś wodę, dlatego że eksploatujemy węgiel, to trzeba pokazać, że to jest system naczyń połączonych – uważa Kowalczuk.

Janschwalde będzie psuć środowisko jeszcze przez ponad 10 lat

Podobnie jak w przypadku kopalni Turów tak i tutaj temat ma się jeszcze ciągnąć latami. Ekolodzy zwracają uwagę, że kopalnia Janschwalde, która zdaniem niemieckich aktywistów klimatycznych zagraża też chronionemu obszarowi Natura 2000, ma być w 2023 r. zamknięta. Ale nadal, jak zwracają uwagę, aż do 2034 r. planowane jest odpompowywanie wody i obniżanie poziomu wód gruntowych w przygranicznym rejonie.

Czy jesteśmy przygotowani na ten scenariusz? I kto poniesie wyższe koszty zaopatrywania lubuskich gmin w wodę? — zastanawia się Anna Dziadek.

Z kolei Radosław Gawlik, prezes Stowarzyszenia EKO-UNIA, zwraca uwagę na obowiązującą koncerny energetyczne zasadę „zanieczyszczający płaci”. Tym kierować ma się też Praga sądząca Polskę przed TSUE za Turów. 

Można oczekiwać także determinacji rządu RP w przestrzeganiu powyższej zasady wobec polskich gmin jak Gubin i Brody, które roztropnie sprzeciwiły się odkrywce po polskiej stronie granicy, ale odczuwają negatywny wpływ na środowisko ze strony niemieckiej kopalni – nie ma cienia wątpliwości Gawlik.