Jak w dwa dni zaoraliśmy projekt CPK. Linie lotnicze nie wybaczą nam zamknięcia nieba

Gorzej się chyba tego nie dało rozegrać. Jeszcze pod koniec ubiegłego tygodnia można było się łudzić, że PAŻP i kontrolerzy lotów dojdą do porozumienia, a Okęcie i Modlin będą pracowały jak przed pandemią. Rząd w ciągu dwóch dni zdołał jednak doprowadzić związkowców do furii oraz sprowokować Ryanaira do wysłania skargi do Brukseli. I – wszystko na to wskazuje – uśmiercić dwa czołowe lotniska w kraju. Znamienne, że wszystko to promował swoją osobą wiceminister Marcin Horała, pełnomocnik rządu ds. CPK.

To znaczy, może nie do końca promował, bo w ostatnim czasie wiceministra infrastruktury jest w mediach zdecydowanie mniej. Marcin Horała nie pojawił się na przykład na posiedzeniu komisji, na którym prezes Urzędu Lotnictwa Cywilnego zdradził, że Eurocontrol przymierza się do procedury massive cancellation.

Nie dziwi mnie to o tyle, że wcześniej długo i namiętnie przekonywał przecież, że sytuacja jest pod kontrolą. Bo w razie czego cywilnych kontrolerów może przecież zastąpić wojsko (nie może, co wojskowi sami przyznali). Bo możemy sobie ściągnąć nowych kontrolerów z zagranicy. Nie wiemy tylko skąd, bo Europa cierpi na ich niedobór i sowicie opłaca. Ukraina, mimo że pogrążona w wojnie, też opada, bo mężczyźni nie mogą opuszczać terytorium swojego kraju.

Pisałem już o tym, że brak kontrolerów rzuca się cieniem na całym pomyśle budowy CPK. Trudno przecież koordynować pracę lotniska, które ma w przyszłości obsługiwać kilka razy więcej pasażerów niż Okęcie, jednocześnie nie potrafiąc poradzić sobie nawet na samym Okęciu. Główne lotnisko w Polsce ma być od 1 maja czynne w godzinach 9.30-17.00. To krócej niż Biedronka u mnie pod blokiem.

Ale nawet nie to jest głównym problemem.

Kompromitujemy się w oczach linii lotniczych

Zwrócił na to uwagę na Twitterze analityk Marek Meissner, dodając, że Okęcie może podzielić los Mińska. Białoruski port z powodu problemów miał okresy, w których działał tylko między 8.00 a 18.00. Efekt? Przewoźnicy zaczęli się od niego odwracać, a lotnisko powoli pustoszało.

Odzyskiwanie zaufania linii lotniczych trwa latami. Do 2027 r. czyli hucznego otwarcia CPK zostało tymczasem niewiele i może się okazać, że na premierę trzeba będzie ściągać przewoźników wołami. To jest mega atrakcyjnymi opłatami lotniskowymi. Resztę dorzuci polski podatnik i jakoś się to rozkręci – nikt przecież nie obiecywał, że CPK będzie na siebie zarabiać.

Bizblog.pl poleca

To zresztą nie koniec kłód, jakie budowniczowie megalotniska w Baranowie kładą sobie sami pod nogi. Spodziewane zwolnienie grubo ponad setki kontrolerów wymaga drastycznego ograniczenia liczby lotów. No i w wychodzi na to, że owe cięcia też trzeba potrafić robić. Rząd zabrał się do tego w aż nazbyt spodziewany sposób – zagwarantował PLL LOT aż 19 z 32 priorytetowych połączeń, a reszcie kazał spadać na drzewo. Polatacie, albo nie polatacie. Się zobaczy.

Ryanair wpadł w furię

Lowcost wytknął polskim władzom, że te pozwalają latać PLL LOT do Rzeszowa i Berlina (gdzie pasażerowie mogliby się szybko dostać koleją), a jednocześnie obcinają mu podróże na drugi koniec kontynentu. Rzeczywiście, z boku wygląda to, jak próba ratowania finansów naszego narodowego przewoźnika. I tak mocno przecież nadwątlonych pandemią.

Sprawa leży już w Brukseli. Będzie z tego potężny dym. Tym bardziej że w kolejce do wpisu do księgi skarg i zażaleń mogą ustawić się linie operujące z Okęcia. Wizzair na liście ma tylko dwa kierunki, tak samo, jak i Lufthansa. KLM, Air France i Emirates po jednym. Nawet biorąc pod uwagę ew. dodatkowy przydział, ich obecność w Warszawie stanie się symboliczna.

Wiem za to, co symboliczne nie będzie – ponad 100 mld, jakie pójdą na Centralny Port Komunikacyjny. Portu lotniczego, który ma przejąć ruch z lotniska Chopina. Tak, tego ruchu, co go za chwilę nie będzie. I będzie tam pracować jeszcze więcej kontrolerów lotów niż teraz. Tak, tych kontrolerów co właśnie masowo odchodzą z pracy.

Żeby było śmieszniej pełnomocnikiem rządu ds. CPK jest min. Marcin Horała, który w najbardziej newralgicznym momencie negocjacji z kontrolerami rzuca hasła w rodzaju:

„a, kontrolerzy to mnóstwo pieniędzy zarabiają”

czy:

„oni ograniczają dostęp do zawodu jak prawnicy”.

Nie ma to jak walczyć o porozumienie z pracownikami za zamkniętymi drzwiami, a potem publicznie ich ośmieszać. Brzmi to wszystko tak dobrze, że po prostu nie może się nie udać.

Sęk w tym, że wraz z odejściem kontrolerów ulotnią się marzenia o dynamicznym wzroście pasażerów w polskiej przestrzeni powietrznej. A my zostaniemy z CPK jak Himilsbach z angielskim. Z tą różnicą, że znajomość języka jest w jakikolwiek sposób przydatna.