W towarzystwie Polaków zacznę odruchowo sprawdzać portfel. Wy też, jak przeczytacie ten tekst

Tyle wiemy, na ile nas sprawdzono – to powiedzenie chyba nigdy nie było bardziej aktualne. Idzie kryzys, tracimy pracę, rząd podnosi podatki. A Polacy? Zaczynają kombinować. Okazuje się, że w trudnych czasach praca na czarno i miganie się od spłaty długu to w sumie żaden grzech.

Nie żebym był do tej pory jakoś przekonany do wyjątkowej uczciwości naszych rodaków. Bywa różnie, choć w porównaniu z latami 90. czuję się w Polsce zdecydowanie bezpieczniej. Liczba rozbojów w mojej okolicy znacznie spadła, kradzieże zdarzają się sporadycznie, na ulicy od dawna nikt nie próbował przekonać mnie do oddania pieniędzy w inny sposób, jak mamrocząc: „przepraszam szefie, jest taka sprawa”.

Te iluzoryczne poczucie bezpieczeństwa jest jednak od czasu do czasu naruszane. A to ktoś znika nagle z pożyczonymi ode mnie pieniędzmi, ktoś inny stwierdza, że przetestuje wytrzymałość łańcucha, którym przypinam rower do stojaka.

Bizblog.pl poleca

Jak Polacy spłacają długi?

To jednak tylko incydenty. Za to sondaż przeprowadzony na zlecenie Związku Przedsiębiorstw Finansowych razem z BIG InfoMonitor, Ikano Bank, Intrum i Smartney pokazuje, że problem wciąż jest, że tak powiem, systemowy., a uczciwość jest dobra, kiedy mamy pieniądze. Bo gdy ich nie mamy, każdy sposób okazuje się odpowiedni, by zaoszczędzić trochę grosza.

Ale do rzeczy. Wspomniane badanie przeprowadzane zostało także rok temu, padają w nim te same pytania. Mamy więc świetną skalę porównawczą. Wbrew nagłówkowi tego tekstu, zaczyna się nieźle. Prawie 90 proc. z nas uważa, że spłacanie zobowiązań finansowych jest obowiązkiem moralnym. Jasna sprawa. Pożyczyłeś, oddaj. Potem dochodzimy jednak do listy wyjątków.

Bo wicie, rozumicie, towarzysze, dług długowi nierówny

No i się zaczyna. Według Polaków można usprawiedliwić na przykład zatrudnienie się na czarno, by komornik nie ściągnął nam długów z pensji. Takiego zdania jest 66,5 proc. ankietowanych, o 9 proc. więcej niż w 2019 r.

Idziemy dalej. Przepisywanie majątku na rodzinę (hmm, może przykład idzie z góry?) jest do zaakceptowania przez prawie 60 proc. badanych. To wzrost o ponad 7 proc. względem ubiegłego roku. Ponad połowa przepytywanych uznała też, że komornika można wyprowadzić w pole zmieniając rachunki bankowe. Podobny odsetek nie widzi większego problemu w płaceniu gotówką, by uniknąć VAT-u i zatajania przed kredytodawcą informacji, które mogłyby utrudnić zaciągnięcie kredytu.

Na szczęście nieco więcej skrupułów wykazujemy, gdy poszkodowanym jest konkretny człowiek, a nie abstrakcyjna instytucja. Około 40 proc. nie zwróciłoby uwagi kasjerowi, gdyby pomylił się na swoją niekorzyść, a niecałe 9 proc. uważa, że można wziąć pożyczkę, posługując się cudzym dowodem tożsamości.

Wydaje się, że to nie tak dużo, ale… zaraz, zaraz. Zamknijcie oczy i wyobraźcie sobie, że gubicie portfel z dokumentami na ruchliwej ulicy. Statystycznie na dziesięciu przechodniów, mijających go na chodniku, przypadnie jeden, który uzna: „Hej, jakiś frajer sam się podłożył. Spłacę sobie teraz czynsz na jego koszt”. Czujecie się komfortowo?

Selektywna moralność Polaków

Nie bym miał coś do pomagania ludziom w potrzebie, a domyślam się, że usprawiedliwianie kradzieży dotyczy określonej, trudnej, sytuacji materialnej. Wpłacam rocznie kilkaset złotych na różne akcje charytatywne. Wolę jednak, gdy beneficjent jest przeze mnie znany, a moment wsparcia wybieram sam. Myślę, że podobnie myśli większość czytelników.

Idzie jesień, a wraz z nią prawdopodobnie uderzenie kryzysu. Firmy tracą możliwość ubiegania się o pomoc od państwa, część już zwolniła albo właśnie zwalnia pracowników. Lepiej nie będzie. Nie wiem, jak wy, ale ja nie czuję się zbyt bezpiecznie patrząc na dość hmm…. wybiórczą moralność Polaków odnośnie pieniędzy.