Ile zarobi zwycięzca Ironmana? Jeżeli Robert Karaś wygra, to jeszcze dopłaci organizatorom

Nadludzki wysiłek, brak snu i bezlitośnie kąsające osy. Z takimi problemami zmagają się uczestnicy dziesięciokrotnego ironmana – jednej z najbardziej morderczych rywalizacji sportowych na świecie. Po dwóch z trzech konkurencji prowadzi w niej Robert Karaś. Ewentualna wygrana będzie miała jednak wymiar wyłącznie prestiżowy. Organizator zawodów za końcowy triumf wypłaca bowiem kwotę niższą od wartości wpisowego. (fot. Instagram/robert_karas_teamkaras)

W mistrzostwach świata w szwajcarskim Buchs bierze udział trzech Polaków. Poza Robertem Karasiem są to Adrian Kostera (rekordzista świata w pięciokrotnym triathlonie) i debiutujący na dystansie dziesięciokrotnego ironmana Robert Lus.

Zawodnicy mają do pokonania 38 km w wodzie, 1800 km na rowerze i 422 km biegiem. Limit czasowy na pokonanie tego dystansu to niespełna 14,5 dnia. W czwartek rano, po czterech dobach rywalizacji, na prowadzeniu ze sporą przewagą nad kolejnymi uczestnikami był Karaś, który zdążył już zakończyć etap jazdy na rowerze i rozpoczął bieg na dystansie równym dziesięciu maratonów. Adrian Kostera wskoczył na podium, Lus zajmował miejsce na początku drugiej dziesiątki.

Start w Ironmanie to droga zabawa

Zwycięstwo w szwajcarskim czempionacie z pewnością zapewni triumfatorowi dużą popularności i ściągnie zainteresowanie reklamodawców oraz sponsorów. Samo z siebie nie jest jednak w żaden sposób opłacalne finansowo.

Na oficjalnej stronie internetowej zawodów czytamy, że swissultra to organizacja non-profit, która opiera się na wolontariacie. Wpisowe od zawodników i pieniądze od sponsorów mają na celu pokrycie kosztów przeprowadzenia zawodów. I być może z tego względu owe startowe wcale nie jest takie małe.

Za wpisanie na listę startową uczestnicy muszą wybulić 3300 franków szwajcarskich, czyli ponad 16 tys. zł. Kwotę tę można było ściąć o 5 proc. w przypadku szybszego zapisania się na zawody i kolejne 5 proc., jeżeli brało się udział w edycji w 2019 r.

Do tego należałoby oczywiście dołożyć pieniądze, które zawodnicy muszą wyłożyć na przygotowania. Tu do gry wchodzą sponsorzy. W przypadku triathlonistów nie tylko mogą oni wspierać etap przygotowań, ale także dodatkowo wynagrodzić swojego zawodnika za zwycięstwo.

Tam się żyje z kontraktów, nie z kwot za wyścigi – przyznał Karaś w rozmowie na kanale Shotowo.

Prywatne firmy nie są jednak skłonne finansować wszystkich, jak leci. Aktualny lider ultra Ironmana wspominał, że sponsorzy zaczęli się do niego odzywać w 2018 r. po pobiciu przez niego rekordu świata i zwycięstwie w potrójnym Ironmanie. Elblążanin zarobił wtedy w rok 600 tys. zł.

Ile zarobią uczestnicy ultra Ironman?

Na tle wpisowego bardzo skromnie wygląda pula nagród, która wynosi raptem 4 tys. euro. Zwycięzca dostanie z niej równo tysiąc euro, czyli 4,7 tys. zł. Wychodzi na to, że nawet przyszły mistrz świata będzie musiał dopłacić do startu ponad 10 tys. zł.

Podobnie wygląda to w przypadku dalszej części stawki. Za drugie miejsce przewidziano wypłatę 600 euro, trzecia lokata nagrodzona zostanie kwotą 400 euro.

Bizblog.pl poleca

Sam Robert Karaś podkreślał jednak, że pieniądze są dla niego sprawą drugorzędną, żeby nie powiedzieć marginalną.

Mi się tak udało w triathlonie, że zarobiłem tyle, że nie muszę się o to martwić. Wielu zawodników nie zarabia z tego nic, tylko dokłada przez całe życie – zauważył polski sportowiec

AKTUALIZACJA:
Robert Karaś został wycofany z zawodów przez lekarzy. Sztab Polaka poinformował, że przyczyną był ból po operacji, którą Karaś przeszedł trzy tygodnie temu.

Przykro nam poinformować o przerwaniu wyścigu Roberta. Po 38km pływania, 1800km na rowerze i 65km biegu lekarze…

Posted by Robert Karaś on Thursday, August 18, 2022

Czytaj także: Po wakacjach nie poznacie polskich miast. Ciemno, zimno i nawet LED-y nie pomogą