Instagram staje się TikTokiem, bo jesteście zbyt leniwi, żeby wrzucać zdjęcia

Tak, to przytyk w stronę wszystkich użytkowników mediów społecznościowych. Zacznijcie się starać i dzielić swoim życiem w internecie, albo Mark Zuckerberg zabierze wam zabawki. I ztiktokuje wszystko, co ma pod ręką. A ma dużo.

Szefowi Facebooka, a właściwie Mety, TikTok jest solą w oku od samego początku. Zuckerberg chciał go najpierw kupić, potem skopiować 1:1. Nie udało się. Wydaje się za to, że mimo dość boomerskiego wieku (sędziwe 38 lat) Zuckerberg dość dobrze ocenił potencjał nowej platformy.

Kilka miesięcy temu znów przeczytałem, że chińska aplikacja TikTok bije rekordy liczby pobrań. Mimo przeszło miliarda użytkowników na karku zostawiła w 2021 r. Instagram, Facebooka i WhatsAppa daleko w tyle. Ale nawet nie to pewnie dzisiaj martwi Zuckerberga. Gorszą wiadomością jest to, że…

Na TikToku ludzie po prostu lubią siedzieć

W innych apkach za to już niekoniecznie. Żeby nie być gołosłownym przytoczmy wyniki badań ze stycznia. Fejs wspomagany zapewne częściowo komunikatorem przyciągał użytkowników na 17 minut dziennie. TikTok na 16 minut. A dalej nędza i czarna rozpacz. Następny w kolejności Instagram nie dał rady dobić nawet do 5 minut.

No i teraz mamy awanturę, bo szef tego ostatniego stwierdził, że skoro TikTok radzi sobie tak dobrze, a jego firma nie za bardzo, to trzeba pójść drogą wyznaczoną przez bardziej rozchwytywanego kolegę, czyli zdjęcia zastępować nagraniami wideo. I że ma w nosie, że ludziom się to nie podoba, bo będzie tak, jak on powiedział.

Fani Instagrama mocno to przeżywają, bo serwis nie dość, że odchodzi od fotografii, to od pewnego czasu wyraźnie promuje materiały pochodzące spoza listy obserwowanych. A przecież Instagram, tak samo jak Facebook, to klasyczne medium społecznościowe, bazujące na podglądaniu, co dzieje się u znajomych. Platforma przeplata tymczasem foty kolegów i koleżanek zdjęciami zupełnych anonimów, mając nadzieje, że obce osoby wciągną nas głębiej między niezliczone ilości hashtagów i sprawią, że zapomnimy o bożym świecie. Ale to pyknie.

Bizblog.pl poleca

Bo Instagram to nie TikTok

Ciekawą obserwacją na ten temat podzielił się na LinkedIn Łukasz Kępiński, założyciel agencji Tears of Joy. Pozwolę sobie zacytować kawałek:

TikTok? Skoro jesteśmy tam dla treści a nie znajomych, to dobry materiał autorstwa jakiejś marki, nie będzie tak denerwować jak na Instagramie, gdzie będzie zaburzał przeglądanie postów naszych bliskich. Dla Zuckerberga to duży problem. Bo ile takich treści pojawia się dziennie? Kilka, kilkanaście? W związku z tym czas spędzony na tej platformie będzie dużo krótszy niż na TikToku, gdzie liczbę obejrzanych treści praktycznie ogranicza nam doba. I zgadnijcie, na którym feedzie będzie można umieścić więcej reklam?

Bardziej w punkt się nie dało. Co niestety skłania do smutnej konstatacji, że jako twórcy kontentu dla big-techów daliśmy solidarnie ciała. Produkujemy za mało. Panu Zuckerbergowi brakuje przez to miejsca na wciskanie reklam i traci pieniążki. A że każdy woli być bogatszy niż biedniejszy, to teraz miejsce zdjęć znajomych zajmie treść produkowana przez profesjonalnych atencjuszy, wspomagana silnikiem algorytmów.

To też zresztą nie wypali, ale o tym ciiii, niech sami się przekonają. Nastolatkowie siedzą na TikToku dlatego, że Instagram odstraszył ich swoją cukierkową wizją rzeczywistości, w której wszystkich stać na urlop pod palmami. A dzieło Chińczyków okazało się… jakby to powiedzieć… bardziej przystępne. Przyznać się, że wakacje spędza się w mieszkaniu to w tym serwisie żaden obciach.

Przy czym na takie przemyślenia już chyba za późno. Instagram wykonał zwrot przez rufę i płynie już w nowym kierunku. Nie podoba mi się, że chce upodobnić się do TikToka, bo po każdej wizycie w tym serwisie mam wrażenie, że moje IQ spada o jeden punkt.

Ale trudno. Też miałem w tym swój udział. Nikt nie zabraniał mi przecież obsesyjnego relacjonowania swojego życia w sieci. Także tak. Weźcie się w końcu do pracy, bo Meta się zdenerwuje i naprawdę wylądujemy w TikToku dla dorosłych.