Influencerzy otrzymali potężny cios. Wejdzie ustawa i biznes budowany latami diabli wezmą

To nie będzie żadna tajemnica, jeżeli napiszę, że influencerzy żyją z nastolatków. Wielu z nich celuje właśnie w tę konkretną grupę docelową. To na bazie najmłodszych odbiorców powstała na przykład potęga Ekipy. A teraz wyobraźcie sobie, że ktoś postanowi dzieciakom zakazać tiktoków i instagramów. Coś takiego dzieje się właśnie we Francji i może wywrócić rynek influencerski do górny nogami.

Grupa nastolatków to wymarzony target influencerów. Lata temu mówiło się, że dzieciaki wychowane w czasach reklam wylewających się zza każdego rogu będą całkowicie niewrażliwe i sceptyczne wobec takich bodźców. Okazało się, że nie do końca.

Influencerzy stali się dla marketerów nową żyłą złota. Budując więź z odbiorcami i siląc się na autentyczność, sprawili, że tysiące młodych (i nie tylko) Polaków uznała, że to, co poleca ich idol, musi być dobre. No bo jak może nie być, ulubiony twórca nie oszukał by przecież swoich fanów. Prawda?

Młody odbiorca stał się w ten sposób fantastycznym celem manipulacji. Influencerzy zaczęli polecać wszystko jak leci – od chińskiego szajsu, który rozlatuje się po wyjęciu z pudełka po szemrane inwestycje. Ale to nie wszystko. Nastolatkowie dzięki milionom klików i wyświetleń sprawili, że członkowie Ekipy czy TeamX stali się megagwiazdami. Takimi, które z racji rozpoznawalności mogą patrzeć na reklamodawców z góry i dyktować im warunki.

Potężny wpływ influencerów dostrzeżono dopiero niedawno. W Chinach partia zabroniła im reklamować produkty medyczne czy wypowiadać się na tematy prawne. W Europie ustawodawcy działają z większą wstrzemięźliwością. W Polsce wpływowiczami zainteresował się tylko UOKiK i to głównie w kontekście nieoznaczania reklam. Jedynym krajem, który traktuje ten temat poważnie jest Francja. Nad Sekwaną regulacje zaczynają się jednak od drugiej strony.

Od większej kontroli nad mediami społecznościowymi

Zgromadzenie Narodowe przegłosowało właśnie ustawę, które wprowadza ograniczenia wiekowe w dostępie do social mediów. Platformy mają oczywiście jakąś tam wewnętrzną politykę odnośnie wieku odbiorców, ale jej egzekucja jest czysto iluzoryczna. Jeden z francuskich posłów wyciągnął dane, według których aż 63 proc. dzieci poniżej 13. roku życia miało konto na co najmniej jednym portalu społecznościowym.

Bizblog.pl poleca

To się zmieni. Jak? Big techy będą musiały wprowadzić nowe narzędzia weryfikujące wiek, a potem uzyskać państwowy certyfikat. Ten ostatni będzie wydawany przez regulatora działającego w obszarze komunikacji audiowizualnej.

Przepisy wyglądają następująco:

  • masz poniżej 13 lat? nie skorzystasz z Instagrama czy TikToka
  • masz poniżej 15 lat? na korzystanie z social mediów musisz mieć zgodę rodziców

W przypadku złamania przepisów przez platformy, grozić im będą potężne kary. Ustawa mówi o 1 proc. globalnych rocznych obrotów.

Na samych influencerów też przyjdzie pora

Minister gospodarki Bruno Le Maire zapewniał w tym tygodniu, że rząd szuka optymalnych sposobów, by zapewnić użytkownikom lepszą ochronę.

Influencerzy muszą podlegać tym samym zasadom, które mają zastosowanie do tradycyjnych mediów

– mówił szef resortu gospodarki

Wśród pomysłów na walkę z dzikim zachodem, jak Le Maire określa influencer marketing, jest m.in. wprowadzenie prawnej definicji influencera, wprowadzenie zakazu reklamy niektórych produktów i stworzenie czegoś w rodzaju certyfikatu wiarygodności dla twórców.

Nad Sekwaną wartość branży influencerskiej wyceniania jest na kilkaset milionów euro. Tymczasem według ministra gospodarki aż 60 proc. kont prześwietlanych przez francuski rząd naruszało w jakiś sposób obowiązujące prawo. Łączna liczba influencerów w tym kraju szacowana jest na 150 tys.

Nad podobnymi regulacjami powinny zacząć pracować także inne kraje w Europie. Nawet muszą, jeżeli nie chcą, by influencerzy nie promowali finansowych scamów i nie sprzedawali produktów leczniczych niewiadomego pochodzenia. Nałożenie kagańca na social media też by się przydało.

O tym, jak bardzo negatywnie wpływa na ludzki mózg stałe przyklejenie się do internetu opowiadała Magda Bigaj, prezeska Instytutu Cyfrowego Obywatelstwa.