Rząd z górnikami o żadnym planie nie rozmawia, bo go nie ma. Na razie kłótnie są o import węgla

Podczas wtorkowego spotkania rządu z górnikami konkretów było tyle, co kot napłakał. Goście ze Śląska najwięcej pretensji mieli o nieograniczony import węgla i za całe zło obwiniali spółkę PGE Paliwa. Tak przebieg rozmów przedstawiają jego uczestnicy, do których relacji udało nam się nieoficjalnie uzyskać.

Nieoficjalnie udało nam się dowiedzieć, że pierwsze obrady zespołu rządowo-związkowego wcale nie przebiegały w miłej atmosferze, a pretensji było znacznie więcej, niż mogło się to wydawać po pierwszych, lakonicznych komunikatach. Kolejne spotkanie zaplanowano na 18 sierpnia, tym razem w Katowicach.

Bizblog.pl poleca

Nasze źródła twierdzą, że tak naprawdę resort aktywów państwowych nie przedstawił żadnego alternatywnego planu, bo go po prostu nie ma. Spotkanie raczej poświęcone było na wyczucie górniczych nastrojów i ocenienie związkowej cierpliwości.

Jeden plan resort Jacka Sasina już przygotował, ale było to raczej dzieło zarządu Polskiej Grupy Górniczej, największej spółki węglowej w Europie, zatrudniającej ok. 41 tys. pracowników. Państwowy PGG ma coraz większe kłopoty z płaceniem VAT-u i ZUS-u, a z wypłatami dla górników już we wrześniu może być spory kłopot.

Plan, który miał światło dzienne ujrzeć w drugiej połowie lipca, zakładał m.in. likwidację dwóch kopalń, zatrudniających łącznie 7,7 tys. górników. Na trzy lata miała być też zawieszona wypłata czternastych pensji, a wynagrodzenie górników miało być w 30 proc. zależne od efektywności pracy. Koszty tych wszystkich rozwiązań oszacowano na 5 mld zł, z czego lwia część, bo aż 1,5 mld zł przeznaczona byłaby na wszelkie odprawy socjalne (jednorazowe odprawy, urlopy przedemerytalne). Wyliczenia miały trwać miesiącami.

Gdy jednak wicepremier Sasin ze strachu przed gniewem górników cały plan schował do kieszeni, to w zamian nie mógł niczego innego pokazać. I nadal nie może.

Import węgla – jedna spółka na celowniku związkowców

Związkowcy od dawna nie ukrywają, że dla nich największą kulą u nogi polskiego górnictwa jest import węgla do Polski. Trudno też im się dziwić. Wszak tylko w 2018 r. z zagranicy sprowadziliśmy aż 19,2 mln ton „czarnego złota”, z czego 13 mln ton z Rosji. Tylko od stycznia do września 2019 r. import wyniósł 12,3 mln ton. Z Rosji w tym czasie kupiliśmy 8 mln ton. Tymczasem na przykopalnianych zwałach już dawno przekroczono 7 mln ton. 

Podczas spotkania rządowo-związkowego zespołu, jak dowiadujemy się nieoficjalnie, górnicy nie zostawili suchej nitki na spółce PGE Paliwa, która ich zdaniem za każdym prawie razem stoi za sprowadzanym węglem z Rosji, czy Kolumbii. Goście ze Śląska w emocjonalnych słowach mieli oskarżać PGE Paliwa o specjalne działania zmierzające do uzyskiwania od Rosjan węgla z maksymalnymi dopłatami, tak, żeby rachunek ekonomiczny jeszcze lepiej się zgadzał. Szkoda tylko, jak uważają górnicy, że głównie kosztem polskich kopalń. 

PGE Paliwa na sprzedaż i po kłopocie?

Pewnie całkiem przypadkowo wraz z podjęciem rozmów z górnikami zarząd Polskiej Grupy Energetycznej poinformował, że rozpoczął proces negocjacji z podmiotami zainteresowanymi zakupem spółki PGE Paliwa. Taka decyzja, zdaniem PGE, jest „spójna z oczekiwaniami Ministerstwa Aktywów Państwowych wobec spółek sektora energetycznego z udziałem Skarbu Państwa”. 

Chociaż na razie nikt nie zdradza, z jakimi przy tej okazji podmiotami PGE rozmawia, to można przypuszczać, że cała operacja związana jest z zapowiadaną wielokrotnie przez przedstawicieli różnego szczebla MAP konsolidacją energetyczną. Ta ma mieć na celu przede wszystkim zebranie coraz cięższych dla Nowego Zielonego Ładu UE aktywów węglowych w jednych rękach. Bo wtedy podobno mniej będą drażnić Brukselę.

Czy to jednak w znaczący stopniu wpłynie na dławiący polskie kopalnie import? Nic takiego na to nie wskazuje. Ograniczenie sprowadzonego z zagranicy węgla nie będzie wcale łatwym rozwiązaniem. Na razie wewnętrzne próby, takie jak nakazywanie spółkom energetycznym zakup od krajowych producentów, czy zorganizowanie centralnego magazynu węgla – nie przynoszą żadnego rezultatu. Chcąc regulować import bardziej z zewnątrz, trzeba pochylić się nad międzynarodowymi regułami handlu, co może okazać się wyjątkowo trudnym zadaniem. 

Import węgla spędza sen z powiem polskim górnikom.

Związkowcy swoje niezadowolenie wyrażą na ulicy

Wbrew pozorom kwestia nadmiernego – zdaniem górników – importu węgla może stać się jednym z głównych elementów rozmów na linii rząd – związki zawodowe. O tym, jak poważnie druga strona traktuje tę kwestię, najlepiej świadczy ostatni list związkowców z „Sierpnia 80” do premiera Mateusza Morawieckiego. 

Obcy węgiel wali morzem i koleją do Polski, wypierając nasz rodzimy. Energia elektryczna leci przesyłem do Polski, godząc w polskie kopalnie i elektrownie. To niespójna polityka, skoro rosyjski gaz jest zły, ale już rosyjski węgiel dobry

– czytamy w liście do szefa rządu.

Dodają, że przez taką importową politykę polskiego rządu „Śląsk umiera w biały dzień”, region demonizowany w czasie pandemii znowu jest w ten sposób gnębiony. Zdaniem związkowców „Sierpień 80” „pisane na kolanie plany dla górnictwa przez osoby, które co najwyżej mogły być na wycieczce w kopalni soli w Wieliczce lub na „Guido” skazują Śląsk na katastrofę społeczną. Związkowcy m.in. z „Sierpnia 80” wyraz swojemu niezadowoleniu dadzą podczas manifestacji organizowanej w Warszawie 28 sierpnia, jak sami mówią, będzie to „największa od wybuchu pandemii koronawirusa demonstracja”.