Rząd czai się, bo musi zamknąć kopalnie. Tylko nie ma pojęcia, jak o tym powiedzieć górnikom

Po drugim spotkaniu zespołu rządowo-społecznego jest już raczej pewne, że z końcem września żadnego planu nie zobaczymy. Na razie obie strony wydają się bardziej oddalać niż przybliżać do wspólnego stanowiska. Górnicy o zamykaniu kopalń nie chcą słyszeć i oczekują ustawy, która zablokuje import węgla.

Cytat nr 1: „Trudne otoczenie biznesowe stawia przed podmiotami z rynku energii i surowców coraz większe wymagania. W takich warunkach szansę rozwoju będą miały wyłącznie silne koncerny paliwowo-energetyczne, integrujące wszystkie elementy łańcucha wartości. W energetyce tworzą go branże wydobycia paliw, wytwarzania oraz obrotu energią”.

Cytat nr 2: „Polska Grupa Górnicza jest w bardzo trudnej sytuacji finansowej. Na to się składa wiele rzeczy. Wydobycie jest drogie, złoża są położne bardzo głęboko. Potrzebny jest program naprawczy dla polskiego górnictwa. Będziemy rozmawiać do momentu osiągnięcia odpowiednich decyzji. Wiemy, że musimy uratować te firmy. Szukamy rozwiązań”.

Bizblog.pl poleca

Co różni te dwie wypowiedzi? Dokładnie 5 lat. Pierwszy cytat to słowa z września 2015 r.  Andrzeja Czerwińskiego, ówczesnego ministra Skarbu Państwa, wypowiedziane w przededniu zamknięcia Kompanii Węglowej, z której 15 kopalń w ostatnim roku funkcjonowania straty przynosiło aż 12. Druga pochodzi z 30 sierpnia 2020 r., z wywiadu wicepremiera i szefa resortu aktywów państwowych Jacka Sasina w Radiu Maryja. Jak na dłoni widać, że tak jak odwagi zabrakło premier Ewie Kopacz i skończyło się na prowizorce, która raptem wystarczyła na 5 lat, tak strachem przepełnieni są reprezentanci dzisiejszego rządu. Coraz głośniejsze utyskiwania Jacka Sasina na kondycję finansową PGG mogą oznaczać tylko jedno: od zamykania kopalń nie można dłużej uciekać, trzeba tylko jakoś obłaskawić górników.

Twarde nie dla zamykania kopalń

Podczas kończących się wakacji letnich rządzący mieli okazję sprawdzić, jakie wrażenie na Śląsku przyniesie plan likwidujący dwie kopalnie. Zanim dokument opuścił teczkę wicepremiera Jacka Sasina, zrobiła się awantura na sto fajerek. Krytyka na Ministerstwo Aktywów Państwowych spadła nawet ze strony śląskich parlamentarzystów Zjednoczonej Prawicy, którzy wpisując się w wewnętrzne, związane z rekonstrukcją rządu, gryzienie po kostkach, bardzo głośno i wyraźnie takim planom się sprzeciwili. Na tyle głośno, że z centrali na Nowogrodzkiej miał do Katowic i okolic pójść sygnał, żeby przy przedstawieniu w przyszłości rządowego planu na górnictwo lokalni przedstawiciele władzy postawili na większą wstrzemięźliwość słowną. 

I może paru posłów i senatorów w ten sposób faktycznie da się uciszyć. Ale górników już raczej nie. Dali temu wyraz po drugim spotkaniu z rządem, zorganizowanym tym razem w Katowicach. Dla nich za mało jest konkretów, a spotkania z reprezentantami gabinetu Mateusza Morawieckiego coraz bardziej przypominają „niekończącą się opowieść”. Jednocześnie górnicy przestrzegają, że jaki znowu ktoś z Warszawy przyjedzie, żeby mówić o zamykaniu kopalń i zabieraniu „czternasteki”, to nie będzie miał do kogo mówić.

My do takich rozmów nie siadamy

– zapowiada Dominik Kolorz, lider śląsko-dąbrowskiej Solidarności.

Ustawą w import węgla

Uczestniczący w rozmowach z rządem związkowcy już nie wierzą, że uda się, jak pierwotnie zakładano, do końca września wypracować główne kierunki dla polskiego górnictwa i energetyki. Być może załatwiona zostanie jedynie kwestia importu węgla, który zdaniem górników blokuje finansowo polskie kopalni. 

Państwowe spółki zamiast zająć się wydobyciem i spalaniem węgla, zajmują się importem, tak węgla, jak i energii, którą handlują. Są jak w amoku  

– alarmują związkowcy z Komisji Krajowej WZZ „Sierpień 80”.

Wypracowaną przez zespół rządowo-społeczny receptą ma być zmiana ustawy o obrocie energią. Nowe rozwiązania mają stworzyć sytuację, że na giełdzie będzie można handlować częścią dostępnej energii, a nie całością, jak obecnie. Nowelizacja zgodnie z obietnicami przedstawicieli rządu ma iść szybką ścieżką legislacyjną. W ocenie związkowców dzięki tym regulacjom wreszcie uda się ograniczyć zabójczy dla polskich kopalń import. 

Spółki energetyczne na celowniku

W pierwszej kolejności górnicy domagają się takich rozwiązań, które nakłonią spółki energetyczne do kupowania polskiego węgla i produkowania energii ze źródeł konwencjonalnych. Na razie nie udało się dojść w tej sprawie do porozumienia. I tak naprawdę może być o nie ciężko. Minister Jacek Sasin już raz zapuścił się w tamte rejony i nic nie wskórał. 

Mogę to zagwarantować. Spółki Skarbu Państwa nie będą więcej importować węgla

– obiecywał Jacek Sasin na początku lutego.

Ale za tymi słowami nie poszły czyny. W kolejnych miesiącach import dalej kwitł, czego efektem były powiększające się przykopalniane zwały węgla. W grudniu 2019 r. zalegało na nich ok. 5,2 mln ton, w styczniu 2020 r. już 6,3 mln ton, w lutym prawie 7,1 mln ton, w marcu blisko 7,6 mln ton, a w kwietniu 7,8 mln ton. 

Trudny debiut nowego pełnomocnika

W międzyczasie w rządzie doszło do ważnej dla górników zmianie. W ekipie Mateusza Morawieckiego nie ma już Jonasza Drabka, pełnomocnika rządu ds. restrukturyzacji górnictwa. Pełniącemu te obowiązki od kwietnia ani razu nie udało się spotkać ze związkami górniczymi. Nie ma co też szukać wywiadów prasowych, w których Jonasz Drabek prezentuje swoją wizję. 

Teraz jego miejsce zajął Artur Soboń, wiceszef Ministerstwa Aktywów Państwowych, a od teraz także pełnomocnik ds. transformacji energetycznej i górnictwa. I to on ma być głównym rozgrywającym podczas rozmów z górnikami. Z pewnością będzie to niełatwe zadanie. Soboń w trakcie dotychczasowej kariery zawodowej nie miał żadnego związku z tą branżą. Jest absolwentem historii na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, a zaczynał od pracy w świdnickim magistracie, gdzie piastował funkcje od rzecznika prasowego przez naczelnika wydziału strategii po sekretarza miasta. Do Sejmu z ramienia PiS bez powodzenia startował już w 2005 r. Ale wtedy brak mandatu poselskiego musiał mu wynagrodzić mandat radnego powiatu świdnickiego. W następnych wyborach samorządowych trafił do sejmiku lubelskiego. Wreszcie w 2015 r. spełnia swój polityczny cel i dostaje się na Wiejską.