Polska odwraca się od węgla. Głównie od tego z naszych kopalń, bo import trzyma się mocno

Polska Grupa Górnicza niemal na pewno nie sprzeda zakontraktowanych na ten rok 7 mln ton węgla dla polskich elektrowni. W państwowej spółce może niedługo zabraknąć pieniądze na opłaty ZUS i pensje. Tymczasem import dużo tańszego zagranicznego węgla trwa w najlepsze.

Po wiosennym załamaniu import węgla coraz bardziej przyspiesza. W pierwszym półroczu sprowadziliśmy w sumie ok. 5,3 mln ton węgla z zagranicy. W 2019 r. sprowadziliśmy 16,7 mln ton tego surowca i na razie nic nie stoi na przeszkodzie, żeby w tym roku nie powtórzyć tego wyniku.

Bizblog.pl poleca

„Proceder ten uzasadniany jest kłamliwą argumentacją, że węgiel importowany jest tańszy od krajowego. Na te kłamstwa nie reagują urzędnicy Pańskiego rządu. Jak wynika z analiz przeprowadzonych przez doktora Dawida Piekarza z Instytutu Staszica, średnio od 2010 r. do końca 2019 r. ceny polskiego węgla dla energetyki były niższe o około 42 zł za tonę od cen węgla obcego pochodzenia” – pisał w sierpniu do premiera Mateusza Morawieckiego Bogusław Ziętek, przewodniczący Komisji Krajowej WZZ „Sierpień 80”. 

Import węgla goni wydobycie

Trudno takiej opinii się dziwić. W całym 2015 r. zaimportowaliśmy w sumie 4,7 mln ton węgla, czyli mniej niż przez ostatnie półrocze. W 2016 r. było to już 8,27 mln ton, a rok później już 13,2 mln ton. Na razie rekord ostatnich lat padł w roku 2018, kiedy do Polski trafiło w sumie 19,6 mln ton węgla z zagranicy.

W odwrotnym kierunku podąża wydobycie węgla. W 2016 r. wyprodukowaliśmy 73,1 mln ton „czarnego złota”. Potem było już tylko mniej: 66,3 mln ton w 2017 r.; 62,5 mln ton w 2018 r. i 58,4 mln ton rok temu.

Jak jest teraz? Tendencja spadkowa jest zachowana: od stycznia do czerwca wydobyliśmy w sumie 26,46 mln ton naszego podstawowego surowca energetycznego. Porównując w tym okresie dane z importu (5,3 mln ton), wychodzi, że zagraniczny węgiel stanowi ok. 20. proc. tego wydobywanego. 

Obietnice nie wytrzymują zderzenia z rzeczywistością

Warto przypomnieć, że spędzający sen z powiek górnikom import miał być w tym roku ostatecznie ograniczony. Taki jednoznaczny sygnał wysłał sam rząd. Przecież na początku lutego Jacek Sasin, minister aktywów państwowych, zapowiedział, że państwowe spółki więcej „czarnego złota” poza granicami Polski już nie kupią. 

Mogę to zagwarantować. Spółki Skarbu Państwa nie będą więcej importować węgla

– stwierdził na antenie RMF FM Sasin.

Ta walka z importem węgla do Polski ma już swoją tradycję. W 2015 r., kiedy upadała Kompania Węglowa, posłowie PiS opowiadali się za zdecydowanymi działaniami. W czasie parlamentarnej kampanii wyborczej wyliczali, że 80 proc. dostaw opału dla jednostek finansowanych z budżetu realizowany jest przez dostawców importowanego surowca. Podobnie miała zachować się już wtedy połowa sieci ciepłowniczych. Dlatego posłowie PiS proponowali regulacje, wedle których dany dostawca mógłby być wykluczony z przetargu – o ile udział towarów z UE zgłoszonych do zamówienia publicznego nie przekraczałby 50 proc. 

Przeciwnicy takich rozwiązań argumentowali, że to w żaden sposób nie wyhamuje szczególnie bolesnego dla polskich władz importu węgla z Rosji. Wszak wystarczy, że rosyjskie firmy najpierw sprzedadzą swoje „czarne złoto” dowolnemu krajowi należącemu do UE, który potem sprzeda go nam. Jednym efektem osiągniętym w ten sposób będzie wyższa cena węgla. Pięć lat temu hasła wzywające do walki wszelkimi sposobami z rosyjskim węglem trafiały na podatny grunt. Po przejęciu władzy PiS do tych propozycji już nie wrócił.

Import węgla kością niezgody

Jeżeli premier Mateusz Morawiecki przyjedzie w ciągu tygodnia do Katowic, czego żądają od niego górnicy, to pewnie nie pierwszy raz usłyszy, że obok Unii Europejskiej największym grabarzem polskiego górnictwa jest import. Szef rząd pewnie znowu obieca, że będziemy mniej kupowali węgla za granicą. I znowu nie dotrzyma słowa.

Zespół rządowo-społeczny miał do końca września opracować główne kierunki reformy górnictwa i całej energetyki nad Wisłą, ale wiadomo już, że tego terminu nie da się dochować. Strona górnicza największy żal do rządu ma o — nadmierny ich zdaniem — import węgla do Polski. Przekonują, że to skutecznie blokuje sprzedaż „czarnego złota” Made in Poland i zatyka kopalnie, wpływając negatywnie na ich wynik finansowy.