Im bardziej Elon Musk chce przejąć Twittera, tym bardziej przeszkadza mu Tesla

Elon Musk, którego przedstawiać nie trzeba, jak wiadomo kupuje Twittera. A przynajmniej tak twierdzi i tak ustalił z obecnymi władzami tej spółki. Znana jest też cena, jaką ma zapłacić, kiedy będzie starać się skupić wszystkie akcje Twittera z rynku, gdyż jak twierdzi wycofanie go z giełdy jest warunkiem koniecznym do tego, aby Twitter się rozwijał.

Elon Musk ogłosił swoją ofertę przejęcia wszystkich akcji spółki po 54,20 dol. za każda sztukę 14 kwietnia. Zarząd Twittera zgodził się na tę ofertę 25 kwietnia. Co ciekawe, notowania giełdowe wspomnianych akcji wcale nie zbliżają się do proponowanego przez Muska poziomu i pozostają ostatnio tuż poniżej 50 dol. czyli kosztują o jakieś 8 proc. mniej niż w przyszłych transakcjach, gdy będzie je odkupywać Elon Musk.

To bardzo dziwne, ponieważ tak właściwie wydawać by się mogło, że jest to deal bez ryzyka. Kupujesz akcje po 49,80 dol wiedząc, że wkrótce ktoś inny je odkupi po 54,20 dol. Zysk nie jest może kosmiczny, ale za to bezpieczny, co na giełdzie jest rzadkością. To dlatego kursy akcji spółek, na które ktoś ogłasza właśnie wezwanie, w celu przejęcia w całości natychmiast, w ciągu kilku minut rosną do poziomu ceny wskazanej w tym wezwaniu, po czym zostają w pobliżu, zwykle około 1 -2 proc. poniżej (dlatego, że na finalizację transakcji zwykle trzeba trochę poczekać, więc ta minimalna różnica reprezentuje wartość pieniądza w czasie).

Rynek nie wierzy w Elona Muska?

Jeśli rynek podejrzewa, że o daną spółkę zacznie walczyć więcej niż jeden inwestor, wtedy cena może wzrosnąć nawet wyżej, powyżej poziomu z wezwania, bo inwestorzy liczą na to, że w ramach wojny o spółkę, walczący będą się wzajemnie przebijać kolejnymi coraz wyższymi ofertami.

Bizblog.pl poleca

Jednak w przypadku Muska i Twittera mamy sytuację odwrotną i wygląda to dziwnie. Tak jakby rynek nie do końca wierzył w to, że Musk faktycznie Twittera przejmie. Pojawiło się też już parę artykułów w mediach właśnie o tym, że do przejęcia może nie dojść. Wymienia się w tym kontekście parę przyczyn, które wyglądają interesująco.

Zaczynając od tej najmniej uzasadnionej (ale niewykluczone, że prawdziwej) o tym, że Elon Musk jest generalnie człowiekiem ekstrawaganckim, często niepoważnym i impulsywnym, więc może po prostu się rozmyślić, a potem powiedzieć wszystkim, że to były tylko takie żarty. Byłoby to niepoważne traktowanie rynku i inwestorów, ale Musk traktował ich w ten sposób już wcześniej wielokrotnie, manipulując nimi za pomocą tweetów i sprowadzając sobie tym samym na głowę postępowania wyjaśniające amerykańskiej SEC, czyli ich odpowiednika naszego KNF. Znacznie poważniejszy jest jednak cały zespół innych przyczyn, który można streścić jednym słowem: Tesla.

Mówiąc w skrócie przejęcie Twittera może oznaczać spadek notowań Tesli, a więc także i wartości majątku Muska. Już to się stało. Akcje Tesli od wojennego dołka z 24 lutego do 4 kwietnia urosły o 65 proc. i wtedy pojawił się komunikat o tym, że Musk ma 9 proc. akcji Twittera. Wtedy jeszcze nie było wiadomo co się wydarzy później, ale inwestorzy uznali, że lepiej być ostrożnym i od tamtej pory akcje Tesli poleciały w dół o blisko 30 proc. w tym tylko 26 kwietnia o ponad 12 proc.

Data nie jest przypadkowa – była to reakcja na ogłoszoną dzień wcześniej wieczorem zgodę Twittera na przejęcie przez Muska. Czyli zależność notowań akcji Tesli od tego co się dzieje na linii Elon Musk – Twitter jest w ostatnim miesiącu dość jasna. Jest także jednoznaczna – im bardziej prawdopodobne przejęcie Twittera, tym bardziej Tesla leci w dół.

Tesla zachowuje się w ten sposób z dwóch powodów. Po pierwsze istnieje obawa, że Musk dbając o wolność słowa na Twitterze (mówi o tym dość często) narazi się państwom, które tej wolności nie lubią. Czyli przede wszystkim Chinom. Jakiekolwiek spięcie z chińskim rządem może oznaczać kłopoty na kluczowym dla Tesli rynku, które mogą oznaczać mniejsze przychody, mniejsze zyski, wolniejsze tempo rozwoju, a także mocniejszych konkurentów, jeśli oni nie zostaną potraktowani przez Pekin tak samo źle, jak Tesla. A nie powinni zostać tak potraktowani, bo ich właściciele nie zarządzają i nie zamierzają zarządzać żadnymi serwisami społecznościowymi promującymi wolność słowa.

Po drugie istnieje obawa, która już się częściowo zrealizowała, dotycząca tego, że Musk będzie sprzedawać akcje Tesli, aby zebrać pieniądze na zakup Twittera. Faktycznie, kilkanaście dni temu okazało się, że Musk sprzedał akcje za 8,5 mld dolarów w tydzień – to dość spora podaż. Czyli spadek notowań producenta aut wynikał nie tylko z obaw o to, że Elon będzie sprzedawać, ale także z tego, że to się wtedy faktycznie działo.

Wszystkie te znaki zapytania i potencjalne problemy z Teslą i jej wartością mogą, zdaniem niektórych analityków, w końcu doprowadzić Muska do przekonania, że przejmowanie Twittera tak naprawdę nie ma biznesowego sensu. Wizja promowania wolności słowa z pewnością wygląda romantycznie i szlachetnie, ale per saldo może jednak Muska kosztować więcej niż oczekiwał.

Właściciel Tesli zbiera Twittera

Dziś nie wiemy, co w tej sprawie Elon Musk postanowi i czy faktycznie się wycofa, czy jednak nie. Jednak niezależnie od tego, co się stanie w tej sprawie, niesamowite dla mnie jest w tej sprawie coś innego. Moim zdaniem przykład Elona Muska – najbogatszego człowieka świata według wszystkich rankingów – zbierającego kasę na Twittera, pokazuje jak bardzo te rankingi nie mają sensu.

Majątek Muska wg Bloomberg Billionaire Index to 268 miliardów dolarów. Przejęcie Twittera ma kosztować nieco ponad 40 miliardów dolarów. Jakieś 15 proc. majątku Muska. Na pierwszy rzut oka widać, że go na to stać bez żadnego problemu. Tyle, że ta wartość z rankingu to w ogromnej większości wartość należących do miliardera akcji Tesli. Kluczowe jest to, że ta wartość wynosi aż tyle dlatego, że Musk ich nie sprzedaje.

W czasie wspomnianego tygodnia, kiedy Elon sprzedał akcje za 8,5 mld dolarów, wartość rynkowa Tesli spadła o 140 mld dolarów, czyli wycena pakietu pozostającego w rękach Muska zmalała o około 10 mld dolarów. Przed tą transakcją Musk miał około 16 proc. akcji Tesli wartych wtedy 166,6 mld dolarów. Po transakcji zostało mu około 15,2 proc. akcji wartych na koniec kwietnia 137 mld dolarów plus 8,5 mld gotówki ze wspomnianej sprzedaży. Czyli razem 145,5 mld USD.

Czyli upłynnieniu części majątku wartej 8,5 mld dolarów towarzyszy spadek wartości całego majątku o 21 mld dolarów. Czyli to nie ma sensu, a rankingi, w których majątek miliarderów ulokowany w akcjach wycenia się tak samo jak gotówkę pokazują sytuację, która w sytuacjach podbramkowych okazuje się do pewnego stopnia fikcyjna. Sytuacja, w której najbogatszy człowiek na planecie od miesiąca kombinuje jak przejąć spółkę wartą niby tylko 15 proc. jego majątku i nadal nie jest w stanie tego zrobić, jest na to doskonałym przykładem.

Rafał Hirsch – dziennikarz ekonomiczny, nagradzany między innymi przez NBP (Najlepszy dziennikarz ekonomiczny 2008) i Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych (Heros Rynku Kapitałowego 2012). Współtwórca m.in. TVN CNBC i next.gazeta.pl. Obecnie współpracownik Business Insidera i Tok FM.