Hostel jak z bazy kosmicznej. Pamiętajcie o nim, jeśli będziecie w Singapurze

Deficyt przestrzeni wymusza kreatywne rozwiązania. Noc w kosmicznym hotelu w Singapurze to jednak dość osobliwe przeżycie.

Najbardziej znany singapurski hotel?

To Marina Bay Sands, gdzie za noc trzeba zapłacić 2 tys. zł.

W cenie można jednak skorzystać z basenu na szczycie sześciu wież.

Budynki mieszkalne w Singapurze to jednak zwykle wielopiętrowe bloki, które robią należyty użytek z ograniczonej przestrzeni państwa-miasta. Zdecydowana większość z nich to tzw. HDB, czyli mieszkania państwowe, które lokatorzy dostają w leasing na 99 lat.

Rząd reguluje ich wielkość, aby zapobiec powstawaniu trumiennych sypialni, znanych z Hongkongu. Od 1997 przeciętna wielkość 4-pokojowego mieszkania utrzymuje się na poziomie 90 mkw. Prawo reguluje liczbę mieszkańców, a także skład etniczny, aby zapobiec tworzeniu się gett.

Inne regulacje obowiązują jednak dla hosteli. Tu najniższa półka, to pokoje koedukacyjne, składające się z piętrowych łóżek. Singapurczycy próbują jednak eksperymentować z tym modelem, czego przykładem jest:

Spacepod, czyli kosmiczny hostel.

Hostel położony jest w centrum Singapuru, w dzielnicy Chinatown. Dzięki temu do większości atrakcji można dojść piechotą.

Pierwsza reakcja: whoah!

Kosmiczny, futurystyczne design robi ogromne wrażenie.

W środku czeka na nas pościel, ręcznik i mała gaśnica (na wszelki wypadek).

Z góry widzicie wyjścia klimatyzacji, która azjatyckim wzorem zawsze podkręcona jest na maksa. Na szczęście można to regulować.

W środku jest wystarczająco dużo miejsca, aby wysoka osoba mogła z powodzeniem wyprostować nogi bez wystawiania stóp za drzwiczki.

Problemy będą mieli dopiero dwumetrowcy.

Dotykowy panel zawiera praktycznie wszystko, czego moglibyśmy potrzebować: reguluje oświetlenie, klimatyzację i tryb nocny.

Przez wyjście słuchawkowe podłączymy własne słuchawki do oglądania Netfliksa — w niektórych kabinach znajduje się bowiem telewizor podwieszony do sufitu.

Duży plus za gniazdka w różnych standardach i wyjścia USB.

Ze ściany możemy nawet zdjąć stolik na laptopa.

Wygląda ciekawie, ale jak się tam śpi? Bardzo wygodnie, choć osobom cierpiącym na klaustrofobię z pewnością nie polecałbym takiego testu.

Wszystko słychać

Brak przestrzeni momentami daje o sobie znać, ale gorsze są odgłosy innych gości. Kabiny nie są bowiem wyciszone, a drzwiczki, to tylko smukłe kawałki plastiku. Na szczęście na recepcji możemy poczęstować się zatyczkami.

Każdy gość ma własną szafkę, gdzie może zostawić bagaże, a także biurko do wrzucania zdjęć z podróży.

O wiele wygodniej pisało mi się ten tekst w strefie wspólnej.

Z kawą i serwowanymi do śniadania przekąskami.

Hostel celuje w budżetowego podróżnika, ale wcale nie jest tani.

Nocleg w środku tygodnia kosztuje od 125 zł (kabina jednoosobowa) do 215 zł (kabina dwuosobowa). W weekend ceny rosną o 25 proc.

Zatrzymanie się w tym hostelu ma sens, jeśli potraktujemy je w charakterze doświadczenia.