Dzisiaj drenaż pracowników i zwolnienia setek tysięcy Polaków. A jutro gigantyczny problem

260 tys. ludzi – tyle w czasie pandemii straciło pracę w najbardziej dotkniętych lockdownem branżach gastronomicznej i hotelarskiej. Większości udało się przebranżowić. Ale jak to wszystko się skończy, już nie wrócą, a branżę czeka zażarta wojna o pracowników i spadek jakości usług.

Czas na krótką, uroczą i przede wszystkim, moim zdaniem, optymistyczną historię, która pokazuje, co się dzieje w branży HoReCa.

Znajomy był niedawno w markecie budowlanym. Poprosił pracownika marketu o radę, a ten odpowiedział mu z wyraźnym francuskim akcentem. Wywiązała się miła pogawędka, bo to jednak niecodzienne, żeby Francuz pracował w polskim markecie budowlanym.

Okazało się, że mężczyzna jest właścicielem winiarni w jednej z modnych dzielnic Warszawy. Ale przyszedł kryzys, interes przestał się kręcić. Skrócił godziny otwarcia, żona sama radzi sobie z jej prowadzeniem, a on poszedł do pracy do marketu. I strasznie się z tej pracy cieszy. Może spokojnie opłacić rachunki, ale też po prostu nie siedzi całymi dniami w domu. I to wszystko  opowiada z wielkim uśmiechem na twarzy.

Bizblog.pl poleca

Dlaczego to optymistyczne? Bo po pierwsze pokazuje, że zgodnie z tym, co pokazują dane, pandemia nie zdemolowała rynku pracy, praca w Polsce jest, nie zawsze tam, gdzie byśmy chcieli, ale naprawdę mogło być gorzej.

Po drugie, to nieprawda, że markety nie zatrudnią kogoś, tylko dlatego, że ma za wysokie kompetencje czy doświadczenie i to oczywiste, że za kilka miesięcy i tak im ucieknie, więc wolą zainwestować w kogoś na lata. Sytuacja jest trudna, a rynek pracy, o dziwo, dość elastyczny. Pracownicy nie są bez wyjścia.

Po trzecie wcale nie trzeba się przyklejać na zawsze do swojej pozycji czy roli społecznej. Optymizm tego Francuza był bezcenny. On ma plan, by za kilka miesięcy wrócić do swojego świata, do swojej winiarni, ale to oczywiste, to jego własny biznes.

Pytanie, ilu z tych, którzy w ostatnich miesiącach musieli się przebranżowić, już nie wróci? I do tego właśnie zmierzam.

Drenaż kadr w hotelach i restauracjach

HoReCa, a więc gastronomia i hotelarstwo w ciągu niemal 14 miesięcy pandemii cofnęły się o kilka lat, jak wynika z raportu Grupy Progres. Branża przechodzi istny personalny drenaż.

Izba Gospodarcza Gastronomii Polskiej szacuje, że w 2020 r. upadło 7-8 tys. restauracji, a prace straciło 130 tys. osób. Z kolei Izba Gospodarcza Hotelarstwa Polskiego twierdzi, że w branży noclegowej pracę straciło kolejne 100 tys. osób, a za chwilę może ją stracić jeszcze 16 tys.

Ci ludzie nie wylądowali na zasiłkach, według Grupy Progres przebranżowili się, znajdując zatrudnienie głównie w branży produkcyjnej, logistycznej, handlowej, ale też usługowej.

I słusznie, bo kryzys w ich macierzystych branżach potrwa jeszcze długo po odmrożeniu gospodarki. Raport Grupy Progres wskazuje, że kondycja finansowa restauracji czy hoteli jeszcze długo będzie nadwyrężona i koniec lockdownu nie będzie oznaczał początku rekrutacji w tych branżach, raczej dalszą optymalizację zatrudnienia. A odbudowa niektórym hotelom i restauracjom zajmie nawet kilka lat.

A to może oznaczać, że ludzie, którzy z branży HoReCa odeszli, zniknęli nie na chwilę, a na zawsze i już do niej nie wrócą.

Za chwilę wojna o pracowników i spadek jakości usług

To z kolei oznacza, że jak już wszystko rozkręci się na dobre, branża może mieć poważny problem ze znalezieniem wykwalifikowanych pracowników. Będzie musiała po prostu szukać nowych i wdrażać ich zupełnie od początku.

Rynek pracy w branży HoReCa po zakończeniu pandemii stanie się skomplikowany. Rekrutacje okażą się wyzwaniem dla przedsiębiorców, ponieważ – z jednej strony – wymuszą na nich walkę o najlepszych kandydatów, a z drugiej mocne pilnowanie kosztów

– uważa Rafał Krzycki, wiceprzewodniczący Izby Gospodarczej Gastronomii Polskiej.

Być może, część z nich postawi na jednego dobrego lidera, który weźmie na siebie budowanie zespołu od początku i z zupełnie niewykwalifikowanych pracowników. W każdej wersji – w perspektywie długiego czasu – po ustaniu epidemii ryzykiem jest spadek jakości usług i niestety trzeba się z tym liczyć

– dodaje Krzycki.

Ale i tak nie ma co narzekać. Chyba jednak powinniśmy się cieszyć, że dotąd na rynku pracy nie było rzezi.

Jak wynika z niedawnych danych Eurostatu, Polska w 2020 r. zaliczyła wręcz wzrost poziomu zatrudnienia o 0,8 p.p r/r i to jako jeden z dwóch krajów w Europie. W tym samym czasie średnio w całej UE poziom zatrudnienia spadł o 0,7 p.p r/r.