Hibernacja gospodarki potrwa co najmniej do wakacji. Przedsiębiorcy tracą nadzieje

„Spodziewamy się, że szczyt zachorowań jest przed nami – w maju, czerwcu. Chcemy do tego czasu ograniczyć liczbę zachorowań” – powiedział Mateusz Morawiecki w Sejmie w poniedziałek. Wniosek jest oczywisty – przywrócenie aktywności gospodarczej firm przed wakacjami jest praktycznie wykluczone. Co trzeci przedsiębiorca uważa, że walka z koronawirusem potrwa do końca roku.

Fot. Krystian Maj/KPRM

Aktualizacja: Jarosław Gowin w poniedziałek w południe ogłosił, że podaje się do dymisji i odchodzi z rządu, ale 18 posłów Porozumienia będzie nadal popierać rząd. Na zwalniane przez siebie stanowisko wicepremiera zarekomendował Jadwigę Emilewicz, obecną minister rozwoju.

Bizblog.pl poleca

„Tworzymy nowe mechanizmy finansowania gospodarki, wzmocnione mechanizmy ochrony zdrowia” – powiedział Mateusz Morawiecki w Sejmie. „To ma przywracać życie gospodarcze, społeczne i publiczne do kształtu nowej normalności. Nie wrócimy do stanu dawnego, ale musimy odszukać nowe punkty równowagi” – wyjaśnił.

Wiele działań musi dopasować się do epidemii. Musimy starać się budować nowy model życia gospodarczego, żeby gospodarka ucierpiała jak najmniej

– ogłosił premier w Sejmie.

Nowa normalność, czyli gospodarka w warunkach żelaznej dyscypliny

„Jeżeli dalej będziemy podchodzili z tak żelazną dyscypliną, jak do tej pory, to jestem przekonany, że będziemy mogli sobie lepiej poradzić z pandemią niż wiele innych krajów” – zaznaczył Morawiecki.

Jak w praktyce ma wyglądać to łączenie wody z ogniem, czyli przywracanie życia gospodarczego w duchu „nowej normalności” i budowanie „nowego model życia gospodarczego” przy jednoczesnym zachowaniu żelaznej dyscypliny? Szef rządu chwilę wcześniej podał taki przykład: „Zakłady szwalnicze przekształciły swoje linie produkcyjne, musimy trwale przebudować struktury produkcji w naszym kraju”.

Premier nie dał żadnych nadziei na choćby częściowe przywrócenie do życia branż, które na wprowadzeniu narodowej kwarantanny ucierpiały najbardziej: turystyki, gastronomii, transportu, produkcji czy szeroko rozumianych usług.

„Nowa normalność” zapewne będzie w praktyce oznaczać długotrwałe utrzymanie obecnego stanu hibernacji gospodarki i bezczynności setek tysięcy firm. Wyjątek będzie dotyczył tylko nielicznych przedsiębiorstw, które będą produkować sprzęt medyczny i środki ochrony na potrzeby walki z pandemią.

Przedsiębiorcy nie widzą światełka w tunelu

Słowa premiera to potwierdzenie słuszności obaw, jakie coraz głośniej artykułują polscy przedsiębiorcy, którzy niemal z dnia na dzień zostali odcięci od przychodów.

Austria jako pierwsza w UE luzuje obostrzenia. Rząd zacznie otwierać sklepy po Wielkanocy

Z najnowszego badania Polskiego Instytutu Ekonomicznego „Sytuacja polskich przedsiębiorstw i rynku pracy po pierwszych tygodniach epidemii” wynika, że tylko co 25. przedsiębiorca spodziewa się, że walka z epidemią koronawirusa potrwa kilka tygodni, za to aż co trzeci uważa, że obecny stan potrwa do końca roku.

Nie wróży to dobrze dla większości polskich biznesów, ponieważ prawie co piąte przedsiębiorstwo w Polsce nie ma żadnych rezerw finansowych, a 30 proc. dysponuje zapasami finansowymi tylko na miesiąc lub dwa.

Wyniki naszych badań pokazują, że obecny kryzys gospodarczy polega na ograniczeniu popytu, jak i podaży, dlatego tak ważny będzie okres przejściowy, w którym będą stopniowo zdejmowane ograniczenia w kontaktach międzyludzkich, by zrestartować gospodarkę

– mówi Piotr Arak, dyrektor Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

Brak perspektyw na zdjęcie ograniczeń w ramach kwarantanny narodowej oznacza, że firmy nie mogą czekać i będą ciąć koszty już teraz.

Obniżka wynagrodzeń i zwolnienia

Z badania PIE wynika, że aż 46 proc. firm deklaruje, że obniży wynagrodzenia, a aż 28 proc. przyznaje, że nieuniknione będą zwolnienia pracowników. Na razie 36 proc. pracodawców planuje utrzymać dotychczasowe stawki płac, ale tylko 4 proc. zamierza zredukować wynagrodzenia wyłącznie dla kadry zarządzającej i managerskiej.

Praca zdalna niestety jest wyjściem z obecnej sytuacji tylko dla części firm. Jak wskazuje Andrzej Kubisiak, zastąpca dyrektora PIE.

W ramach kryzysowego rynku pracy nie tylko utrzymanie zatrudnienia staje się wyzwaniem, ale stała się nim również podaż pracy. Ograniczenia powodujące brak dostępności załogi może przekładać się na trudności z zachowaniem ciągłości funkcjonowania części firm, które nie podlegają obecnie wyłączeniom

– wskazuje Andrzej Kubisiak.
Przedsiębiorcy wściekli. Rząd kazał im zamknąć zakłady, a do kościołów wpuszcza 50 osób