Tropikalna wyspa błaga linie lotnicze, by nie zwoziły jej turystów. Tłok jak przed pandemią

Nie wszyscy cieszą się z odmrażania sektora turystycznego. Jedna z największych hawajskich wysp ma na przykład dość przyjezdnych, którzy korzystając z wakacji, zaludnili miejscowe plaże. Burmistrz przyznaje wprawdzie, że nie może niczego zakazać, ale prosi przewoźników, by zachowali resztki rozsądku.

To sytuacja raczej niespotykana w światowej turystyce. Jasne, Wenecja od czasu do czasu narzekała, że podróżnicy ją zadeptują, a rzymianie warczeli na wszechobecny tłok. Nowozelandczycy rzucili nawet niedawno, że można byłoby ściąć liczbę lotów, bo troska o klimat i środowisko każe ograniczać beztroskie jeżdżenie po świecie. Z drugą co do wielkości wyspą Hawajów – Maui – jest jednak trochę inaczej.

Turyści zalali Hawaje

Burmistrz Maui Michael Victorino narzeka, że wyspa nie jest przygotowana na przyjmowanie takiej liczby turystów, jaka zaczęła zjeżdżać się na nią po zniesieniu pierwszych restrykcji.

Bizblog.pl poleca

Według danych Hawajskiego Urzędu Turystyki tylko w maju na Maui przybyło 215 tys. osób. Po załamaniu wywołanym wybuchem pandemii nie ma śladu. Dla porównania przed pandemią, w maju 2019 r. na wyspę przyleciało 252 tys. turystów.

Mimo tego Victorino nie popada w euforię. Władze nie planują całkowitego odmrożenia branży turystycznej, dopóki zaszczepionych nie zostanie 70 proc. mieszkańców. W tej chwili wskaźnik jest poniżej 60 proc. Z tego względu pojemność restauracji została ograniczona do połowy (ostatnio zwiększona do 75 proc.), w zaostrzonym reżimie sanitarnym działają też hotele.

W rozmowie z Hawaian News burmistrz twierdził też, że przeludnienie na plażach zaczyna negatywnie wpływać na jakość życia mieszkańców Maui.

Mieszkańcom hrabstwa Maui zabrakło czasu na przygotowanie się na nagły, duży napływ turystyki, pomimo obowiązywania ograniczeń

– zauważył rzecznik Brian Perry

Przyjezdni radzą sobie na własną rękę. Brakuje samochodów na wynajem? Dlaczego by nie wypożyczyć furgonetki? Dla mieszkańców taki popyt jest jednak dość kłopotliwy, bo ogranicza zdolności transportowe miejscowych przedsiębiorstw.

Podobnie jak zwyczaj turystów polegający na zatrzymywaniu się samochodem na środku drogi biegnącej wzdłuż wybrzeża, by popstrykać sobie nieco fotek. Brzmi świetnie, ale liczba amatorów fotografii stała się tak duża, że Hawajczycy zaczęli się bać, czy w sytuacjach zagrożenia nie zablokują oni trasy karetkom lub straży pożarnej.

Apel do linii lotniczych

By ratować sytuację, Michael Victorino posunął się do kontrowersyjnego ruchu. Zebrał przedstawicieli linii lotniczych i obsługę lotniska w Kahului i zaczął cierpliwie tłumaczyć, że wzmożony ruch w porcie nie jest na rękę lokalnej społeczności.

Rozmawiałem z różnymi liniami lotniczymi i… prosimy o przerwę, jeśli można użyć takiego terminu

-rzucił w trakcie konferencji prasowej

Hawajski burmistrz przyznaje, że nie ma mocy, by czegokolwiek zakazać. Nie chciał również zdradzić nazw przewoźników, z którymi podjął negocjacje. Wydaje się jednak, że jego walka z góry skazana jest na niepowodzenie. Alaska Airlines zapewniła tylko, że jest gotowa rozmawiać. Rzecznik Hawaiian Airlines dodał, że jego firma rozumie sytuację, ale….

…turystyka jest przecież motorem napędowym hawajskiej gospodarki. No i tak sobie pogadali.