Skórka, awatar czy parcela. NFT to jak Epuls sprzed lat

NFT stają się dla młodego pokolenia sposobem na wyrażenie siebie i zanurzenie w cyfrowym świecie. Dzięki temu młodzi czują się zdecydowanie bliżej ulubionych postaci, kreując własną tożsamość online. Jeszcze 15 lat temu była to prezentacja tworzona w HTML-u na Epulsie – portalu, gdzie wysyłając esemesy premium odblokowywaliśmy nowe funkcje i dokładaliśmy odznaki do profilu. Im wyższy miał puls, tym większym szacunkiem wśród rówieśników cieszył się jego posiadacz.

NFT, niepodrabialne, unikalne tokeny, odcisnęły się na internecie 2021 roku. Wybijali je malarze i graficy, a reklamy tokenów widywaliśmy na koszulkach sportowców i na Time Square. Moda na tworzenie własnych kolekcji nie mija i zapewne zostanie z nami na długie lata. Już teraz mówi się, że NFT będą podstawą ekonomii w metawersach, nad którymi pracują największe firmy świata: Meta, Epic Games, Niantic, Nvidia czy Microsoft. Do tego grona dołączyć chce również polskie SmartVerum, tworzące cyfrowy ekosystem dla fanów sztuki.

Mark Zuckerberg chce być pionierem „meta-internetu”, ale prawdziwe zdecentralizowana sieć nie może być zaszufladkowana. Miejsca starczy dla każdego, kto chce łączyć ludzi

– mówi Bartek Bilicki, szef SmartVerum, która tworzy cyfrowe galerie sztuki.

Spotify dla dzieł sztuki

SmartVerum chce wprowadzić model ekonomii współdzielonej do świata sztuki. Nazywa go Art as a Service (sztuka jako usługa) i przekonuje, że pozwoli na zarobek np. w ramach czasowego udostępnienia obrazu czy rzeźby – ma to działać podobnie jak wypożyczenie filmu w formule pay per view. Obniży to próg wejścia dla konsumenta, a artyści będą mogli zarabiać nie tylko na sprzedaży swojego dzieła, ale również na społeczności.

Bizblog.pl poleca

Na pewno wyjdzie taniej niż bilet do galerii, do której trzeba jeszcze dojechać lub dolecieć i zapłacić za nocleg. Nie zawsze potrzebujemy wszystkich eksponatów, żeby zaspokoić nasze potrzeby obcowania z wielką sztuką. Dzięki naszej usłudze będzie można zamówić dostęp do kilku dzieł, tylko jednego, a nawet do zaledwie fragmentu

– opisuje Bartosz Bilicki. 

Tokeny mogą jednak również towarzyszyć wydarzeniom ze świata rzeczywistego. Przykładowo – w ramach okolicznościowej wystawy prac Vincenta Van Gogha można stworzyć limitowaną serię NFT, będących cyfrowym dowodem obecności na takiej wystawie.

To sposób na wyróżnienie się z tłumu. Galerie będą mogły wybić token w zamian za bilet. Podobnie jak okolicznościowe monety, bilety, plakaty czy znaczki w realnym świecie – również te obiekty kolekcjonerskie będą miały swoją wartość

– dodaje Bilicki.

NFT wychodzą daleko poza świat sztuki

Tokeny mogą być również narzędziem fundraisingu, filantropii czy rozliczania praw własności w muzyce i nauce. Mogą być fundamentem koncepcji digital twins (cyfrowego bliźniaka) w metawersach albo służyć spekulacji czy zarabianiu na graniu.

O ich popularności doskonale świadczą wyniki największej platformy NFT – OpenSea. W ciągu ostatnich miesięcy cieszyła się ona rekordami popularności, przebijając granicę 300 mln dol. dziennego wolumenu transakcji. Najwięcej uwagi przyciągały znudzone małpy z Bored Ape Yacht Club. W kwestii popularności niewiele miejsca ustępowały im parcele sprzedawane w ramach metawersum The Sandbox. Swoją posiadłość zbudował tam m.in. Snoop Dogg. Działki w Snoopversum, rozchodziły się nawet po 500 tys. dol.

Metawersa tworzą własne ekonomie

Cyfrowe światy potrzebują własnych systemów wymiany wartości, a NFT wydają się być do tego stworzone. Wewnętrzne ekonomie nie są przy tym niczym nowym. Najbardziej znanym systemem tego typu od lat był Second Life, gdzie tokenem wartości pozostają Linden-dolary (L$). Ich kurs przez lata kształtowany był przez popyt i podaż, a nie zewnętrzną interwencję studia. Ba, te „wirtualne dolary” okazały się stabilniejsze niż większość narodowych walut. Ich kurs w stosunku do dolara amerykańskiego w latach 2008 – 2017 kształtował się na poziomie od 240 do 270 L$.

Świat Second Life’a ma już jednak czasy świetności za sobą. Przypadają one na pierwszą dekadę XXI wieku. Jeszcze w 2009 roku przedmioty w świecie gry stanowiły 25 proc. wartości całego rynku dóbr wirtualnych w Stanach Zjednoczonych. Wyceniano je wówczas na 567 mln dol. Tymczasem wartość rynku NFT na koniec 2020 roku osiągnęła 372 mld dol.

Second Life i tak cieszyło się większym wzięciem, niż multum gier online sprzed lat. Gospodarka Eve Online osiągnęła wartość 18 mln dol., goniąc World of Warcraft, którego złoto okazało się lepiej przechowywać wartość, niż… waluta Wenezueli. Farmienie golda w Warcrafcie wiązało się z mozolnym ubijaniem przeciwników, jednak pozwalało na wyposażenie postaci w siejący zniszczenie ekwipunek. Im więcej czasu spędzaliśmy w grze, tym potężniejszą postacią dysponowaliśmy, co przekładało się na łatwiejszą eksterminację przeciwników i szybsze zdobywanie wynagrodzenia. Statystyki postaci i posiadanych przedmiotów, to tylko jedna strona medalu. Drugą jest wygląd – skiny, czyli skórki dla awatarów, broni czy zbroi.

Wyróżnij się albo giń

W strzelankach zwykle jedyną częścią ciała naszej postaci, jaką widzimy na ekranie są jej dłonie dzierżące strzelbę, nóż lub ładunek wybuchowy. Naturalnie – gracze chcieli się więc wyróżnić – modyfikując wygląd broni, np. dodając naklejki na rękojeści lub rufie. Każdej broni towarzyszyć może również unikalna historia. I tak, że karabin snajperski z którym drużyna Cloud9 wygrywała majora (turniej najwyższej klasy w CS:GO) w 2018 roku został sprzedany za 61 tys. dol.

Gracze mogą wystawiać swoje skiny na platformach, takich jak polski Skinwallet, gdzie w zeszłym roku sprzedało się blisko 400 tys. cyfrowych przedmiotów. To o połowę więcej, niż rok wcześniej, a Kornel Szwaja, prezes zarządu firmy, zaznacza, że rosnący rynek dóbr cyfrowych nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. Zwłaszcza, że nową energię tchnęły w niego NFT.

Według danych DappRadar transakcje na rynku NFT osiągnęły w 2021 r. wartość blisko 25 mld dol. – komentuje Szwaja, który w połowie lutego wypuścił na rynek 8 tys. własnych tokenów. W celu ich promocji Skinwallet już teraz współpracuje z e-sportowymi celebrytami i organizacjami. – Chcemy oddać CyberVersum (tak nazywa się projekt-przyp.red.) w ręce użytkowników. Zaprosimy ich do udziału w konkursach i budowaniu świata. W zamian otrzymają unikalne przedmioty do wykorzystania w uniwersach, takich jak The Sandbox

– dodaje przedsiębiorca w rozmowie z Bizblogiem.

Póki co nie będzie to zapewne posiadłość w sąsiedztwie Snoop Dogga, ale tokeny z postaciami z CyberVersum mogą okazać się ciekawą inwestycją. Różnią się one tym od skinów z CS:GO tym, że kwestia ich własności zapisana jest w blockchainie. Twórca może pośrednio wpływać na ich wartość (np. wyłączając serwery z grą), ale nie może zawłaszczyć sobie naszego tokenu.

Jego cena wywoławcza podczas sprzedaży prywatnej, skierowanej do osób znajdujących się na whiteliście, ustanowiona została na 0,035 etheru, czyli blisko 100 dol. W przyszłości może oczywiście spaść lub wzrosnąć – zależnie od popularności, jaką cieszył się będzie świat kreowany przez autorów wynajętych przez Skinwallet.

Kursem NFT rządzi bowiem moda. To ona winduje cenę „polskich miśków”. Wrzucenie ich w miejsce zdjęcia profilowego jest nie tylko manifestem wsparcia, ale również okazją na wyróżnienie się z tłumu i znalezienie osób z podobnymi zainteresowaniami. Gracze są zaś w stanie zapłacić duże pieniądze za bycie oryginalnymi. Na długo zanim świat krypto zwariował na punkcie „znudzonych małp”, hitem stały się „krypto-kotki”.

Koci inwestorzy

W październiku 2017 roku kanadyjskie studio Dapper Labbs, połączyło dwa internetowe fenomeny – koty i kryptowaluty, co z miejsca przyciągnęło uwagę entuzjastów tokenizacji. Już w kilka dni po premierze ich gra, Cryptktties zarobiła 1,3 mln dol. W grudniu pierwszy kot (koten?) sprzedany został za 110 tys. dol. Ale dlaczego ktokolwiek chciał go kupić?

– Ludzie chcą mieć koty – mówił NYT Mack Flavelle, twórca Cryptktties. – Myśleliśmy, że powoli będą zdobywały popularność, ale stało się to w mgnieniu oka

– dodaje.

W Cryptokitties odgrywamy rolę kocich hodowców. Rozmnażamy czworonogi celując w uzyskanie połączenia najbardziej pożądanych cech. Każdy kot charakteryzuje się innym kształtem pyszczka lub oczu czy kolorem futra. Bazując na liczbie unikalnych kombinacji powstać może 4 mln kotków. Każdy z nich po przyjściu na świat otrzymuje unikalny numer i staje się tokenem, który możemy sprzedawać.

Najbardziej wartościowe są kotki z pierwszej generacji, a więc te najstarsze, ale cenią się również takie, które wyglądają ciekawie.

Jedni kupują kotki, bo im się podobają. Inni przewidują wzrost ich popularności, a jeszcze inni chcą żyć w wirtualnych światach albo zacząć uczestniczyć w ich kreowaniu

– dodawał Flavelle.

NFT stają się dla młodego pokolenia sposobem na wyrażenie siebie i zanurzenie w cyfrowym świecie. Dzięki temu młodzi czują się zdecydowanie bliżej ulubionych postaci, kreując własną tożsamość online. Jeszcze 15 lat temu była to prezentacja tworzona w HTML-u na Epulsie – portalu, gdzie wysyłając esemesy premium odblokowywaliśmy nowe funkcje i dokładaliśmy odznaki do profilu. Im wyższy miał puls, tym większym szacunkiem wśród rówieśników cieszył się jego posiadacz.

W ten sam sposób tokeny stają się kreatywnym przedłużeniem naszej obecności w sieci, dając namiastkę posiadania w wyimaginowanowym świecie. Ale tak naprawdę przecież to wszystko jest opowieścią. Wartość, wspólnota i prestiż są umowne. Nie jest to ani moja, ani nowa teza, a jedynie pożyczona od Harariego. Czy powołując się na tezy z jego książki coś mu zabrałem? Nie! Wręcz przeciwnie – promuję   jego myśli wśród moich odbiorców.

Widzicie tu analogię z kopiowaniem NFT?