Greta Thunberg świata nie zbawi. Co innego polski atom…

Prawicowe media, schlebiając swoim odbiorcom, którzy z lubością negują wpływ człowieka na zmiany klimatu (a pewnie także skuteczność szczepionek) coraz ostrzej atakują działalność młodej Szwedki Grety Thunberg. Czy słusznie?

W polskim dyskursie publicznym dotyczącym energetyki i klimatu dominuje podejście wybiórcze, a nie całościowe. Można o tym zjawisku powiedzieć wiele, ale ja chciałbym się skupić na jednym przykładzie, który szczególnie mnie rozbawił.

Otóż istnieje pokaźna liczba komentatorów, którzy wyśmiewają protest Grety Thunberg, młodej Szwedki walczącej ze zmianami klimatu, a jednocześnie twierdzą, że Polska powinna zbudować elektrownię atomową, bo tylko ta technologia może powstrzymać globalne ocieplenie. W takiej optyce dostrzegam potężną niekonsekwencję.

Bizblog.pl poleca:

Klimatyczny spisek lewackich ekoterrorystów

Krytyka protestu 16-letniej Grety opiera się na przeświadczeniu, że nie ma on większego sensu, ponieważ żaden z kluczowych emitentów gazów cieplarnianych na ziemi zbytnio się nim nie przejmie. Wskazuje się także na nieszczerość jej intencji i sprowadza do poziomu pijarowego produktu jej rodziców, a czasem także organizacji oraz koncernów promujących odnawialne źródła energii. Według mnie takie przedstawianie sprawy, szczególnie w prawicowych mediach, to schlebianie niskim instynktom ich odbiorców, którzy wierzą w klimatyczny spisek i negują udowodniony przez naukowców wpływ człowieka na zmiany klimatu.

Kompletnie pomija się wagę sprawy i potrzebę symboli, które w dobie wszechogarniającego szumu informacyjnego odrobinę porządkują rzeczywistość. Jestem przekonany, że Greta, nie jako młoda dziewczyna, nie jako córka rodziców-aktywistów, ale właśnie jako symbol zrobiła dla popularyzacji kwestii klimatycznych więcej niż niejedno naukowe opracowanie, a nawet film dokumentalny.

Czy większa świadomość przełoży się na naciski na decydentów i realne działania polityczne? Z dużą dozą prawdopodobieństwa tak. Moda na bycie eko tam, gdzie się rozprzestrzenia, dotyczy na początku przede wszystkim zamożnych i popularnych, których młodzi ludzie chcą naśladować.

Green life to zjawisko przybierające na sile z wielu powodów: zastępowalności pokoleń, która jest podstawowym motorem zmian; bogacenia się społeczeństw mogących dzięki temu ponieść koszty transformacji ekologicznej; mody definiującej wzorce kultury masowej; interesów koncernów idących w ślad za tymi zmianami; migracji do miast, gdzie zanieczyszczenia są najbardziej uciążliwe etc.

Nadprzyrodzona moc polskiego atomu

Jeszcze zabawniejsze od zmasowanej krytyki Grety z powodu jej rzekomej niemocy w odniesieniu do polityki światowych emitentów gazów cieplarnianych jest zestawianie jej postaci z promowaniem energetyki jądrowej w Polsce. To tak jakby nasz niewielki, kurczący się demograficznie kraj liczył się w globalnej układance. Te same media i komentatorzy, którzy szydzą z młodej szwedki są przekonani, że atom nad Wisłą ma jakąś nadprzyrodzoną wręcz moc sprawczą.

Tymczasem Greta i jej działalność edukacyjna na globalną skalę jest już faktem. W tym samym momencie polski program jądrowy przypomina kota Schrödingera – trochę jest (na papierze), a trochę go nie ma.

O tym, że szanse na powstanie pierwszej elektrowni atomowej w naszym kraju są nikłe, świadczy najlepiej to, że premier RP nie wydał w sprawie sfinalizowania jej budowy jednoznacznego oświadczenia i spycha tę kwestię na okres powyborczy albo żeby być precyzyjnym – do greckich kalend.

Zestawianie obu narracji – Grety i atomu – jest moim zdaniem niepoważne i odsuwa na bok dyskusję o kwestiach, które są naprawdę ważne:

Jaka będzie całościowa korzyść z budowy elektrowni jądrowej w Polsce dla naszej gospodarki? Transfer technologii atomowej, stworzenie całościowego ciągu produkcyjnego z myślą o jego wykorzystaniu i późniejszym eksporcie – są niemożliwe (w przeciwieństwie np. do turbin wiatrowych czy fotowoltaiki). Skorzystać na realizacji siłowni jądrowej może co najwyżej kilka pogrążonych dziś w głębokim kryzysie firm budowlanych, które zaoferują najbardziej podstawowe produkty – beton, kotły, siłę roboczą etc. No chyba, że za polską firmę potraktujemy amerykańskie GE… To proszę państwa w ujęciu holistycznym nie ma po prostu racji bytu. Nie buduje gospodarki wiedzy i innowacji, skazuje idące w dziesiątki miliardy zł nakłady na utrzymywanie status quo – Polski jako wielkiej montowni. Czy właśnie tego chcemy?

Bizblog.pl poleca tego autora:

Czy PKO BP sfinansuje polski atom?

Kolejne pytanie, które należy zadać to atrakcyjność cen energii z elektrowni atomowej względem innych źródeł. Nowoczesne turbiny wiatrowe zaoferowały w aukcji ogłoszonej przez polskie Ministerstwo Energii prąd za około 200 zł za KW/h. Cena energii z elektrowni atomowej będzie o 150-200 zł droższa. To są szacunki bazujące na danych z rynku brytyjskiego różniące się kosztami pracy, co nie zmienia faktu, że finalnie różnica będzie spora. Tym bardziej, że cena prądu z odnawialnych źródeł energii wciąż spada, a zwiększenie ich generacji jest możliwe dzięki pomocy międzynarodowych instytucji finansowych, prywatnych inwestorów. I tu należy zadać proste pytanie – który bank sfinansuje dziś elektrownię atomową? Być może PKO BP…

Wracając do meritum – czy Polskę stać na niekonkurencyjną cenę energii? Już dziś widać, czym to skutkuje. Rząd został zmuszony do wprowadzenia rekompensat finansowych dla przemysłu energochłonnego, aby ten nie uciekł wraz z miejscami pracy za granicę.

Oczywiście w odpowiedzi na moją argumentację za moment odezwą się przeciwnicy OZE, sięgając po rytualne hasła: „wiatr nie zawsze wieje, a słońce nie zawsze świecie”. Najwyraźniej małą oni niewielką wiedzę o zarządzaniu współczesnymi systemami energetycznymi, meteorologii etc.

Być może trafi do nich argument, że przynajmniej przez kolejne 20, a może 30 lat, będziemy posiadać sporo elektrowni węglowych, świat w tym czasie nie będzie technologicznie stał w miejscu, a polski przemysł, już dziś kierując się rachunkiem ekonomicznym, postawił na gazówki, które w przyszłości łatwo będzie zmodernizować pod kątem energetyki wodorowej.

Przyszłość branży energetycznej to nie państwowe molochy i megaprojekty, ale autogeneracja i prosumenckość, budowa źródeł energii przez prywatne firmy i zwykłych Kowalskich.

Do tych trendów trzeba dostosować walkę ze zmianami klimatu, a nie prowadzić ją w kontrze. No właśnie – w kontrze do czego? Zdrowego rozsądku?

Piotr Maciążek: publicysta specjalizujący się w tematyce sektora energetycznego. W 2018 r. nominowany do najważniejszych nagród dziennikarskich (Grand Press, Mediatory) za stworzenie fikcyjnego eksperta Piotra Niewiechowicza, który pozyskał wrażliwe informacje o projekcie Baltic Pipe z otoczenia ministra Piotra Naimskiego. Autor książki „Stawka większa niż gaz” (Arbitror 2018 r.), współautor książki Młoda myśl wschodnia (Kolegium Europy Wschodniej 2014 r.). Obecnie pracuje nad kolejnym tytułem – tym razem dotyczącym polskich służb specjalnych.