Greta wzbudza popłoch w branży lotniczej. Nastolatka nacięła się na ostrą ripostę

Można się śmiać, że Greta Thunberg to dzieło sztabu PR-owców i że poza objeżdżaniem świata z serią odczytów niczego ważnego w życiu nie dokonała. Prawda jest jednak taka, że siła jej słów już bije w interesy branży lotniczej. A ta reaguje dość nerwowo.

Według dyrektora generalnego Międzynarodowego Zrzeszenia Przewoźników Powietrznych (IATA), Alexandre de Juniaca zamiana samolotów na pociągi nie jest ekologiczna, bo te drugie też emitują ślad węglowy.

Zwłaszcza jeśli energia elektryczna pochodzi z elektrowni napędzanych węglem. Nawet jeśli jest to energia atomowa, jak we Francji, konstrukcja i wszystko wokół zostawia ślad węglowy – pieklił się Francuz.

Bizblog.pl poleca:

Czy de Juniac ma w tej krytyce choć trochę racji? Oczywiście, że tak. Sęk w tym, że tylko trochę. Z kalkulatora śladu węglowego przygotowanego przez serwis post-turysta.pl wynika, że jeden pasażer emituje w trakcie podróży średnio 115 (na krótkim dystansie) i 160 gramów (na długim) CO2 na kilometr. W przypadku pociągu to liche 15 gramów. Wychodzi więc na to, że przemieszczając się ciuchcią, możemy pokonać 8-10 razy większą odległość, a nasz wpływ na zmianę klimatu pozostanie taki sam, jak w trakcie podróży samolotem.

Krytyka przedstawicieli linii lotniczych wynika tak naprawdę z zupełnie innych przyczyn. Podczas gdy na całym świecie ruch pasażerski notuje mniejsze lub większe wzrosty, w Szwecji obserwujemy dokładnie odwrotną tendencję. Już w 2018 r. wzrost wyniósł ledwie 1 proc., a biorąc pod uwagę okres od marca 2018 do marca 2019, okaże się nawet, że mamy do czynienia z 4-proc. spadkiem. Młodzieżówka socjaldemokratów apeluje nawet o całkowity zakaz latania w Szwecji na trasach w obrębie kraju.

Przewoźnicy boją się wstydu

Flygskam, czyli wstyd przed lataniem, rozlewa się powoli na resztę Europy. Brytyjska Komisja ds. Zmian Klimatu zakłada, że zredukowanie emisji CO2 do zera będzie wymagać znaczącego ograniczenia liczby lotów samolotem. Te linie, które nadal będą oferować przeloty, będą musiały natomiast dodawać do ceny biletu koszt usunięcia wyprodukowanego przez siebie dwutlenku węgla z atmosfery. O ile za 20 czy 30 lat w ogóle będziemy dysponować technologią, która umożliwi ściąganie gazów cieplarnianych, bo na razie dzieli nas od tego naprawdę dużo pracy.

Coraz częściej mówi się także o wprowadzeniu specjalnego podatku lotniczego na terenie Unii Europejskiej. Obecne wzrosty są mocno stymulowane przez działalność tanich przewoźników, a ich popularność jest mocno uzależniona od wahań cen. Dość powiedzieć, że koszt biletu lotniczego to dzisiaj jeden z podstawowych wyznaczników kierunków podróży turystycznych.

Szef Emirates docenia Thunberg

Inna sprawa, że środowisko lotnicze nie jest też w krytykowaniu Grety i jej pomysłów jednomyślne.  

Nie robimy sobie przysługi, wpychając miliardy ton dwutlenku węgla do atmosfery. Musimy coś z tym zrobić – rzucił niedawno prezes Emirates Tim Clark.

Szef przewoźnika z Dubaju pochwalił Thunberg za podkreślanie wagi problemu, przed jakim stoi nasza cywilizacja. Dodał też, że ruchy proekologiczne mobilizują linie lotnicze do zmniejszania negatywnego wpływu na środowisko.

W podobnym duchu działa też holenderska linia KLM, która namawia swoich klientów do… porzucania samolotów na rzecz pociągów. Chodzi tu oczywiście wyłącznie o podróże krótkodystansowe. Jednocześnie Ryanair co chwilę chwali się nowymi rekordami (w pozytywnym sensie) jeśli chodzi o ilość dwutlenku węgla emitowanego w przeliczeniu na jednego pasażera.

Jakkolwiek linie lotnicze nie stawiałyby się jednak przeciwko nowym trendom, pewne decyzje podejmowane są odgórnie. Parlament Niemiec przegłosował przed świętami nowy podatek ekologiczny. Pasażerowie lecący z Niemiec do innych krajów UE zapłacą od 1 kwietnia dodatkowo 5,53 euro, a poza UE – 13,03 euro. W tym samym czasie VAT na bilety na pociągi dalekobieżne spadnie z 19 do 7 proc.

I w tym momencie promocja, jaką Greta zrobiła niemieckim liniom kolejowym, nabiera zupełnie innego wymiaru….