Kryzys w gospodarce odpadami. Podwyżki są nieuniknione

Gminy mają coraz większe problemy ze śmieciami. Firmy nie palą się do przetwarzania odpadów i w efekcie przetargi bez ofert stały się normą. Jeśli nic się nie zmieni, zginiemy pod hałdami nieczystości!

Rok temu eksperci z klastra gospodarki odpadowej i recyklingu skierowali do ministra środowiska list, ostrzegając, że sytuacja w naszym kraju pogarsza się z miesiąca na miesiąc. Aby zapobiec nadchodzącemu kryzysowi, postulowali odciążyć gminy, wprowadzając zasadę, że „płaci ten, kto zanieczyszcza”. Wtedy koszty recyklingu ponosiłyby firmy, które wprowadzają na rynek najwięcej odpadów.

Tomasz Uciński, prezes zarządu Krajowej Izby Gospodarki Odpadami, w rozmowie, którą przeprowadził z nim portalsamorządowy.pl, przekonuje, że sytuacja wcale się nie poprawiła. Ba, możemy mówić o kryzysie.

Koszty recyklingu. Powinno być miliard, jest 50 mln zł

Według Dariusza Matlaka, prezesa Zarządu Polskiej Izby Gospodarki Odpadami, zapis o odpowiedzialności finansowej firm wytwarzających odpady jest zawarty w naszych rodzimych przepisach prawa i w unijnych dyrektywach. Reguła “kto zanieczyszcza, ten płaci” wynika z art. 275 Prawa ochrony środowiska, który stanowi, że do ponoszenia opłat za korzystanie ze środowiska zobowiązane są te podmioty, które z niego korzystają. 

A jak to wygląda w praktyce?

Z szacunków Izby wynika, że firmy najbardziej zanieczyszczające środowisko powinny ponosić koszty selektywnego zbierania i przetwarzania odpadów w wysokości ok. 1 mld zł w skali roku. Tymczasem do organizacji odzysku oraz urzędów marszałkowskich wpływa z tego tytułu niespełna 50 mln zł – podaje Dariusz Matlak.

Butelkomat w Krakowie to jaskółka nadchodzących zmian

W opinii ekspertów wprowadzenie odpowiedzialności finansowej producentów odpadów to priorytet. Podobnie jak obowiązek ekoprojektowania, czyli tworzenia opakowań przyjaznych dla recyklera. Niestety, na razie nic w tym względzie się nie zmienia. Śmieci jest coraz więcej, a podmiotów zajmujących się przetwarzaniem odpadów jak na lekarstwo. Samorządowcy alarmują, że jeśli nic się nie zmieni, to ich budżety nie wytrzymają takich obciążeń jak obecne.

Dlatego w cenie są wszelkie innowacyjne rozwiązania, które pojawiają się na rynku i dzięki którym chociaż w małym stopniu śmieci wokół nas będzie mniej. Przykładem może być słynny krakowski butelkomat, który postawiono w tamtejszym Urzędzie Miasta. Jego zasada działania jest prosta: wrzucamy plastikową butelkę (musi być opatrzona kodem kreskowym) i w zamian dostajemy 10 gr.

Gospodarka odpadami to kłopot globalny.

Myli się ten, kto uzna, że gospodarka odpadami wskazuje ekologiczne zacofanie Polski. Z problemem niedostatecznego poziomu recyklingu i braku chętnych do prowadzenia tego procesu boryka się cały świat.

Dobrym przykładem są amerykańskie miasta, które w imię oszczędności zaczynają z rezygnować z recyklingu. Koszty przetwarzania odpadów są dla nich po prostu za duże. Niestety z racji obowiązujących przepisów i regulacji unijnych gminy w Polsce nie mogą tego zrobić. Eksperci wskazują, że problem może rozwiązać wprowadzenie rządowych dopłat dla firm zajmujących się gospodarką odpadami albo wprowadzenie drastycznych podwyżek na wywóz śmieci. I wszystko wskazuje, że niestety nie ma przed tym ucieczki.

Oczywiście wszystko wiąże się z kosztami. Dzisiaj jest tak, że opakowania z surowca pierwotnego są tańsze od tych z recyklingu. Nie można jednak zapominać o ekologii. Jeśli chcemy działać z myślą o przyszłości, realizować filozofię circular economy, to pewne koszty będziemy musieli ponieść – uważa Tomasz Uciński.