Gospodarczy cud w Polsce. Zyski firm miały szorować po dnie, tymczasem rosną

To będzie katastrofa – mówili. Kryzys finansowy z lat 2008-2009 to pikuś – straszyli. To najgorszy czas od II wojny światowej… Tymczasem okazuje się, że w trzecim kwartale zyski firm w Polsce były wyższe niż rok wcześniej. Niewiarygodne. Ale zanim odezwą się ci, którzy krzyczą coś o pandemii, uprzedzam, że to tylko część prawdy.

W trzecim kwartale łączny wynik finansowy netto firm w Polsce wyniósł 35 mld zł i był aż o 13 proc. wyższy niż w analogicznym kwartale 2019 r. Co więcej, zyski firm były nawet powyżej długookresowego trendu, na co zwrócił uwagę Ignacy Morawski, główny ekonomista „Pulsu Biznesu”.

Cud? Trochę. Ale jest kilka „ale”. Po pierwsze w tym zestawieniu znajdują się tylko firmy zatrudniające powyżej 50 osób, a więc nie ma tu małych firm, a to głównie na nich właśnie odbywa się rzeź – turystyka, gastronomia, firmy eventowe zatrudniają zwykle mniej pracowników.

Bizblog.pl poleca

Po drugie, w zestawieniu nie ma firm finansowych, a więc między innymi banków, które przez pandemię mocno obrywają i zapowiadają duże zwolnienia (Santander ma zwolnić 2000, a BNP Paribas – 800 osób). Z danych KNF wynika, że na koniec sierpnia 20 banków zanotowało stratę w łącznej wysokości 1,1 mld zł.

Niektóre firmy tracą, inne zyskują

Ciekawe, że zyski firm niefinansowych zatrudniających powyżej 50 pracowników rosną, mimo że ich przychody spadły w III kwartale.

Co to wszystko oznacza? Jak to rozumieć? Nie, to wcale nie znaczy, że kryzys jest wymysłem polityków/mediów/Billa Gatesa (niepotrzebne skreślić). Ale z pewnością rzeczywiście wizje gospodarczej katastrofy kreślone jeszcze wiosną się nie ziszczą. Pandemia nie zaorała naszej gospodarki. Uderzyła po prostu punktowo. I tego też w zagregowanych danych nie widać, bo to jak ze mną i moim psem (gdybym go miała) – kiedy idziemy na spacer, średnio mamy trzy nogi.

Tak też jest z firmami. Jedne na kryzysie tracą, może nawet właśnie się wykrwawiają, inne wykorzystują szansę. Ciekawe, że chyba powszechnie uważa się, że te, które wykorzystują szanse, jakie daje im pandemia, to perełki, igły w stogu siana. Tymczasem okazuje się, że to spora część gospodarki, na tyle duża, żeby dźwignąć całą resztę w statystykach.

Za czasów PO było gorzej?

To, co jeszcze widać na wykresie pokazującym wyniki finansowe netto przedsiębiorstw niefinansowych w dłuższym horyzoncie, od 2004 r., to że naprawdę źle było podczas kryzysu lat 2008-2009. To ciekawe, bo wiosną analitycy straszyli, że to co nas czeka z powodu koronakryzysu będzie znacznie bardziej dramatyczne. Skoro wtedy byliśmy „zieloną wyspą”, wychodzi na to, że dziś jesteśmy rajem?

Na dane nie można patrzeć wyrywkowo. Z drugiej strony wystarczy choć przytoczyć najświeższą analizę Euler Hermes na podstawie Monitorów Sądowych i Gospodarczych. Wynika z niej, że październik 2020 r. był najgorszym miesiącem od dekady, jeśli chodzi o liczbę niewypłacalności. W tym czasie opublikowano informacje o 144 niewypłacalnościach, a to aż o 75 proc. więcej niż przed rokiem.

Nie, nie jesteśmy gospodarczym rajem. Ale to też na szczęście nie jest rzeź.