Górnicy z PGE grożą strajkiem. Byliśmy na ich manifestacji w Warszawie, chcą bronić węgla do upadłego

Koniec wakacji dla rządu. W górnictwie wrze coraz bardziej. W Katowicach zorganizowano drugą turę rozmów zespołu rządowo-społecznego. W tym samym czasie górnicy z kopalń i elektrowni zależnych od Polskiej Grupy Energetycznej (PGE) zorganizowali w Warszawie manifestację.

Taktyka rządu na razie działa w stosunku do górników zatrudnionych w Polskiej Grupie Górniczej (PGG), to pozostali wydają się na nią odporni. Przykładem są ci zatrudnieni w kopalniach i elektrowniach PGE. Związkowcy z Bogatyni i Bełchatowa w czasie kiedy na Śląsku debatowano o przyszłości górnictwa, górnicy zorganizowali manifestację, która spod siedziby PGE ruszyła też pod Ministerstwo Aktywów Państwowych. 

Żądamy spełnienia obietnic wyborczych polityków Zjednoczonej Prawicy, zabezpieczenia miejsc pracy w naszych regionach, prowadzenia polityki energetycznej na polskim węglu, która tylko w ten sposób da nam bezpieczeństwo energetyczne

– to najczęstsze postulaty wygłaszane podczas tej pikiety.

To żadna polityka, tylko walka o miejsca pracy

Organizatorzy manifestacji przekonują, że ich poczynania „nie są polityczne i nie mają nic wspólnego z żadnymi ugrupowaniami politycznymi” Chcą jedynie w ten sposób przypomnieć decydentom o takich miastach jak Bełchatów, czy Bogatynia, które po likwidacji zakładów górniczych mocno zubożeją i być może upadną. 

Nie chcemy i nie pozwolimy zniszczyć polskiej energetyki na węglu brunatnym

– ostrzegają górnicy z PGE.

Jednocześnie obiecują organizować akcje protestacyjne do skutku, a ostatecznym krokiem, przed którym jednak się nie ugną, będzie strajk. 

Fot. Marcin Szeligowski/Bizblog.pl

Górnicy chcą koncesji na wydobycie węgla

Górnikom z PGE kością w gardle staje przedłużająca się sprawa koncesji na wydobywanie węgla brunatnego ze złoża Złoczew (wydobycie na poziomie do 20 mln ton węgla rocznie). Zatrudnieni w tamtejszych kopalniach nie wiedzą, dlaczego ta sprawa aż tak przeciąga się w czasie. Z kolei w przypadku złoża Turów spodziewano się koncesji na dłuższy okres niż tylko sześć lat. Chociaż mogłoby też całkiem inaczej, bo wiele podmiotów i organizacji namawiało wówczas Ministra Klimatu, żeby jednak tego nie robił.

Przecież węgiel z tego złoża pozwoli funkcjonować naszym elektrownią nawet do 2045 r. i tym samym zagwarantuje miejsca pracy

– tłumaczą nam przedstawiciele Międzyzakładowego Związku Zawodowego Pracowników Ruchu Ciągłego w Elektrowni Turów.

Zwracają przy okazji uwagę, że pożegnanie się z węglem w elektrowniach PGE będzie dramatem dla całego regionu, w którym z węgla ciągle żyje nawet do 60 tys. ludzi.

Górnictwo pod ścianą. Lifting nie pomoże

Sytuacja polskiego górnictwa jest więcej niż zła. Branżą ubiegły rok zamknęła z łączną stratą blisko miliarda złotych. Niestety, produkcja krajowa węgla jest ciągle na tyle droga, że kwitnie import, a spółki energetyczne, skoncentrowane przede wszystkim na wyniku finansowym, szukają tańszego surowca. W efekcie rosną zwały węgla przy kopalniach, które w kwietniu osiągnęły 7,7 mln ton. W następnych miesiącach było nieco lepiej i czerwiec zamknął się wynikiem 7,2 mln ton węgla na zwałach. 

Jest już raczej jasne, że tym razem sprytny zabieg stworzenia nowego podmiotu górniczego, który będzie receptą na całe zło, po prostu nie wypali. Na taki krok zdecydował się przecież jeszcze rząd Platformy Obywatelskiej. Premier Ewie Kopacz zabrakło odwagi i zamiast podjęcia się reformy górnictwa zamieniła jedynie tonącą w długach Kompanie Węglową na PGG. Tyle że teraz to PGG jest zasypana długami i nie ma pojęcia jak z tej spirali wyjść. 

Rząd z kolei, chociaż na początku odważnie sprzeciwiający się neutralności klimatycznej Brukseli już wie, że ta szarża skazana jest na porażkę. UE wszak tylko skręt w zielone przyspiesza, a konstruowany przez Komisję Europejską Nowy Zielony Ład wytacza nowe kierunki rozwoju. Teraz, w dobie odwracania się plecami do węgla najważniejszych instytucji finansowych i banków, jest już jasne, że przed nowym trendem nie mam co uciekać. Lepiej się na niego przygotować. I w ostatnich poczynaniach rządu to jak najbardziej widać. Stąd chociażby kolejne informacje o koncentracji aktywów węglowych z innych spółek skarbu państwa w jednych rękach. Znowu w tym kontekście pojawia się Węglokoks. Ale na konkretne rozstrzygnięcia przyjdzie nam jeszcze trochę poczekać. Na przełomie września i października te węglowe puzzle powinny być już prawie ułożone.

O polskim górnictwie znowu jest głośno. Do Katowic w piątek pojechali przedstawiciele rządu, żeby wziąć udział w drugim spotkaniu zespołu rządowo-społecznego, który ma do końca września wypracować najważniejsze kierunku nadchodzącej wielkimi krokami reformy polskiego górnictwa i całej energetyki. Tyle że kolejne doniesienia z poczynań reprezentantów gabinetu Mateusza Morawieckiego (m.in. podpisanie z USA umowy dotyczącej energii jądrowej) świadczą bardziej o tym, że te rozmowy to taka zasłona dymna, która przede wszystkim ma uspokoić górników i odżegnać ich od planów głośnego wyrażania swojego niezadowolenia w Warszawie.