Górnicy coraz bardziej wściekli na rząd. Mówią bez ogródek, że umową społeczną dali zrobić się w konia

W górniczych związkach zawodowych coraz bardziej wrze. Punktem kulminacyjnym była deklaracja polskiego rządu podczas COP26 w sprawie odejścia od węgla już w latach 30. Związkowcy są coraz bardziej przekonani, że podpisana z nimi umowa społeczna to tylko sprytny wybieg.

Już pal licho, że znowu na Szczycie Klimatycznym ONZ w Glasgow Polskę uhonorowano anytynagrodą Skamieliny Dnia. Zdecydowanie ważniejsze jest to, że podczas COP26, polski rząd bardzo mocno nadwyrężył zaufanie górniczych związkowców, którzy zaczynają coraz bardziej bać się o swoją umowę społeczną.

Przypomnijmy: w tym dokumencie, który ma być fundamentem polskiej transformacji energetycznej, nie tylko jest mowa o indeksacji wynagrodzeń górniczych, czy jednorazowych odprawach, a nawet pomocy publicznej dla branży liczonej na nawet 3 mld zł rocznie. Głównym elementem jest harmonogram zamykania poszczególnych kopalni, który kończy się datą 2049 r. Tylko że w trakcie COP26 przedstawiciele polskiego rządu mieli złożyć deklarację dotyczącą odejścia od węgla znacznie szybciej – już w latach 30. Te czasowe dysproporcje wyprowadziły z równowagi górników. 

Do dzisiaj bije się w pusty łeb, że byłem tak głupi, że siadałem do tego stołu z rządem 

– tak ustalenia dotyczące umowy społecznej komentuje Bogusław Ziętek, szef Sierpnia 80.

Ziętek uważa, że w czasie negocjacji z rządem trzeba było tłumaczyć w ogóle znacznie energetyki i węgla. A oni tylko kiwali łbami i mówili, że wszystko naprawią – relacjonuje przewodniczący Sierpnia 80.

Solidarność wzywa premiera do pokazania podpisów

Niepokoju w związku z rozbieżnościami czasowymi między deklaracją na COP26 a umową społeczną z górnikami nie ukrywa też Bogusław Hutek, szef „Solidarności” w Polskiej Grupie Górniczej. Z Krajowego Sekretariatu Górnictwa i Energetyki NSZZ „Solidarność” wyszło już w tej sprawie pismo do premiera Morawieckiego. Związkowcy chcą konkretnie wiedzieć, pod czym podpisał się polski rząd i czy Polska jest w końcu w grupie krajów rozwiniętych czy rozwijających (pierwsze mają żegnać węgiel w latach 30., drugie – w latach 40.). Interesuje ich też, kto konkretnie złożył podpisy w imieniu Polski pod tą deklaracją.

Bizblog.pl poleca

Czekamy na dokument. Jak się okaże, że jednak mamy żegnać węgiel w latach 30. to umowa społeczna z górnikami wali w łeb. I zaczyna się wojna. Wychodzimy na ulicę i mówmy ludziom, jak jest naprawdę – mówi Hutek w rozmowie z Bizblog.pl. 

Z kolei Bogdan Tkocz, przewodniczący NSZZ „Solidarność” w Tauron Serwis nie potrafi zrozumieć związkowych liderów, którzy w trakcie negocjacji z rządem wierzyli w każde słowo.

Od początku mówiliśmy, że to zwykłe mydlenie oczu 

– uważa Tkocz.

Górnicy: negocjacje z KE, a w rządzie wakat

Zamieszanie związane ze Szczytem Klimatycznym w Glasgow wydarzyło się w najgorszym z możliwych momentów. Bo właśnie teraz górnicy mają coraz więcej do zarzucenia rządowi. Przez ponad miesiąc hulał wiatr na stanowisku rządowego pełnomocnika ds. górnictwa i transformacji energetycznej. To efekt przejścia Artura Sobonia z Ministerstwa Aktywów Państwowych do resortu rozwoju i technologii. Rząd, w dobie negocjacji z Komisją Europejską w sprawie umowy społecznej (w niej zgoda Brukseli jest obligatoryjna), niezbyt szczególnie kwapił się do zapełnienia tego wakatu. Związkowcy w końcu napisali list w tej sprawie do MAP.

Wreszcie poszła w obieg informacja, że następcą Sobonia w rządzie, odpowiedzialnym za górnictwo ma być były poseł z Gliwic Piotr Pyzik. To człowiek, który do tej pory z górnictwem nie miał niewiele wspólnego. Atuty zaś ponoć ma dwa. Po pierwsze ma dobre notowania u samego prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego, a po drugie jest ze Śląska. Ale to związkowcom może nie wystarczać. Im też kandydatura Pyzika nie do końca pasuje, chociaż przyznają, że zawsze to lepiej niż przedłużający się wakat. Ale obiecują patrzeć bardzo uważnie na poczynania nowego pełnomocnika ds. górnictwa.

Ekogroszek zostanie? Po co denerwować górników

I jest obecnie jeszcze jeden mocno sporny temat między górnikami a rządem. Chodzi o ekogroszek. Przed rekonstrukcją rządu Ministerstwo Klimatu i Środowiska przygotowało projekt regulacji w sprawie nowych norm jakości węgla. Ekogroszek miał stać się „groszkiem III”, już bez „eko”. W stanie roboczym jego wilgotność nie mogłaby być wyższa niż 11 proc. Z olei zawartość popiołu miałaby się zmieścić w przedziale od 2 do 7 proc., a wartość opałowa (w stanie suchym) powinna być powyżej poziomu 28 MJ/kg. Z kolei poziom siarki w ekogroszku miał spaść z 1,7 do 1,2 proc.

Takie plany spotkały się jednak z bardzo nerwową reakcją górników. Bogusław Hutek przypomina o nakładach inwestycyjnych związanych z produkcją ekogroszku w PGG wartych ok. 150 mln zł. Jest też kwestia wymienianych w ramach rządowego programu „Czyste Powietrze” kotłów, właśnie na ekogroszek.

Czym będą w nich palić po tych proponowanych zmianach? 

– zastanawia się Hutek.

Bardzo możliwe, że ostatecznie do żadnych zmian nie dojdzie. W resorcie aktywów państwowych reakcja górników na wyrzucenie ekogroszku nakazała zrobić krok w tył. Ministerstwo pod kierownictwem Jacka Sasina teraz dystansuje się do zaproponowanych zmian i wyraża żal, że nikt wcześniej nie rozmawiał o nich ze związkowcami. W MAP zdają sobie sprawę, że dodatkowe drażnienie teraz górników może szybko okazać się fatalne w skutkach.