W kopalniach PGG zaczyna wrzeć, strajk i blokady torów coraz bliżej. Górnicy grają ostro o podwyżki

Rząd zdołał wywołać konflikty na niemal wszystkich możliwych frontach, ale liczył na to, że przynajmniej z górnikami będzie miał spokój. Temu miała służyć umowa społeczna, która ma pozwolić na dotowanie tej branży z budżetu państwa. Wydawało się, że pozostała tylko zgoda Brukseli, ale nagle wybuchła na nowo awantura z górnikami. Tym razem o rekompensatę za pracę w dni wolne oraz o podwyżkę górniczych wynagrodzeń. Do strajku na kopalniach i blokad torów jest coraz bliżej.

To nie tak miało wyglądać. Rok temu górnicy z rządem ustalali harmonogram zamykania kopalni, indeksację wynagrodzeń na następne lata, jednorazowe odprawy w wysokości 120 tys. zł, a przede wszystkim pomoc publiczną dla branży, bez której górnictwo w Polsce sobie zwyczajnie nie poradzi. Musi pomóc budżet kraju i to konkretnie: łożąc nawet 3 mld zł co roku. W maju 2021 r. umowa społeczna już była gotowa i można było podpisywać dokument. Obie strony umówiły się, że zielone światło musi jeszcze dać Komisja Europejska. W grudniu 2021 r. miał zakończyć się proces pronotyfikacji tej umowy. Możliwe, że jeszcze w styczniu 2022 r. Polska wyśle też wniosek notyfikacyjny. 

Sielankowy nastrój psują jednak żądania górników z PGG, którzy mają już po dziurki w nosie pracę za darmo w dni wolne i chcą też podwyżek średniego wynagrodzenia z ponad 7 800 do 8 200 zł brutto. PGG z miliardowymi stratami jest jednak powoli biedna jak mysz kościelna. Wypłata comiesięcznej pensji ponad 38-tysięcznej załodze to wydatek rzędu 300 mln zł. A za chwilę trzeba będzie wydać tyle samo na wypłatę czternastek, co dzieje się zawsze w pierwszej połowie lutego. Ani kroku nie chce też ustąpić Ministerstwo Aktywów Państwowych. W odpowiedzi górnicy organizują w kopalniach referendum strajkowe.

Górnicy: albo porozumienie albo strajk

Na razie rozmowy o spełnieniu górniczych postulatów. Górnicy chcą też od rządu jednoznacznej informacji o losach umowy społecznej i procesu jej notyfikacji – nie przyniosły żadnych rezultatów. Negocjacje mają być kontynuowane w środę (12.01).

Bizblog.pl poleca

Mamy nadzieję, że ktoś wreszcie poszedł po rozum do głowy, przemyśli to, co teraz się dzieje, i że w środę dojdziemy do porozumienia. Tylko rozmowy nie mogą wyglądać w ten sposób, że jedna strona chce rozmawiać, a druga bez argumentów mówi „nie” – przekonuje Rafał Jedwabny, szef „Sierpnia 80” w PGG.

Wiadomo, że rozbieżności dotyczą m.in. kosztów spełnienia górniczych postulatów. Zarząd PGG uważa, że to wydatek rzędu 130-140 mln zł. Górnicy liczą jednak inaczej i wychodzi im znacznie mniej, bo ok. 70 mln zł. Na razie brak porozumienia skończył się blokadą transportu węgla do elektrowni przez 48 godzin. Na wtorek (11.01) zaplanowano masówki w kopalniach PGG, podczas których pójdzie do górników informacja o referendum strajkowym. Te ma odbyć się w ciągu dwóch dni: 12 i 13 stycznia. Niezależnie od jego wyników – w razie dalszego braku porozumienia z zarządem PGG i rządem – górnicy planują rozpocząć 17 stycznia bezterminową tym razem blokadę wysyłki węgla do elektrowni.

Protest górników przeszkadza w notyfikacji

Tomasz Rogala, prezes PGG, uważa, że teraz najważniejszą sprawą dla polskiego górnictwa jest przekonanie Komisji Europejskiej do przedstawionego planu dla całego sektora. Protesty zaś górników akurat w tym czasie w niczym nie pomagają. 

Działania protestacyjne czy strajkowe w sytuacji, kiedy – mówiąc prostym językiem – musimy zyskać zgodę na subwencjonowanie działalności ze środków publicznych, nie pomaga temu procesowi – przekonuje Rogala.

Z nieoficjalnych informacji wynika, że związkowcy nawet zgodzili się na mniejsze podwyżki (do 8 100 zł, a nie 8 200 zł brutto), ale wtedy miał nagle wtrącić się Jacek Sasin, szef Ministerstwa Aktywów Państwowych, który miał dać górnikom do wyboru: albo podwyżka pensji, albo wypłata rekompensaty. I właśnie wtedy związkowcy mieli zerwać rozmowy.