Górnicy żądają rozmów z premierem. Grożą protestami, jakich dawno w Polsce nie było

Skoro opadł już wyborczy kurz, to górnicy chcą wiedzieć, na czym stoją. Żądają, żeby szef rządu usiadł z nimi przy jednym stole i porozmawiał o katastrofalnej sytuacji Polskiej Grupy Górniczej. Czekają do końca lipca. A potem organizują strajk, i to taki, jakiego obecna władza nie miała okazji doświadczyć na własnej skórze.

Fot. Adam Kliczek, zatrzymujeczas.pl (CC-BY-SA-3.0)

Górnicy z kilku konkurencyjnych central ustalili wspólne stanowisko i razem uderzyli pięścią w stół. Zwiazkowcy zapowiedzieli, że jeśli o sytuacji z branży do końca lipca nie porozmawiają z premierem Mateuszem Morawieckim, to zorganizują strajk w całym regionie.

Bizblog.pl poleca

Górnicy wskazują patologię od wielu miesięcy

Pod pismem do premiera Mateusza Morawieckiego podpisali się przedstawiciele Zarządu Regionu Śląsko-Dąbrowskiej NSZZ „Solidarność”, Związku Zawodowego Górników w Polsce, Porozumienia Związków Zawodowych „Kadra”, WZZ „Sierpień 80” oraz Komisji Krajowej Związku Zawodowego Pracowników Dołowych. Czyli tak naprawdę w górniczej braci związkowej wszyscy najważniejsi. 

Wzywają premiera Morawieckiego do podjęcia jak najszybciej rozmów „w związku z coraz bardziej katastrofalną sytuacją, w której znajduje się Polska Grupa Górnicza oraz całkowitą bezczynnością strony właścicielskiej spółki, czyli Ministerstwa Aktywów Państwowych”. Przy okazji związkowcy akcentują szefowi rządu, że centrale związkowe od wielu miesięcy zwracają uwagę stronie rządowej na patologię. 

Chodzi przede wszystkim o niewywiązywanie się przez spółki energetyczne z umów zawartych z PGG i nieodbieranie zakontraktowanego węgla

– czytamy w liście związkowców górniczych do premiera. 

„Wielokrotnie wnioskowaliśmy też o podjęcie działań na rzecz ograniczenia importu węgla i energii elektrycznej do naszego kraju. Do dnia dzisiejszego nie wiemy, jakie są plany rządu wobec górnictwa i energetyki węglowej w kontekście forsowanej przez Komisję Europejską dekarbonizacji” – piszą związkowcy.

Dają czas do końca miesiąca. Potem strajk

Górnicy jasno i zdecydowanie dają do zrozumienia szefowi rządu, że tym razem nie skończy się na samej korespondencji czy przyjaznej wizycie na Śląsku. W liście do premiera zastrzegają, że jeżeli do takiego spotkania jednak do końca tego miesiąca nie dojdzie, to podejmą działania na rzecz reaktywacji Międzyzakładowego Komitetu Protestacyjno-Strajkowego Regionu Śląsko-Dąbrowskiego i rozpoczną przygotowywania do akcji protestacyjnej. 

Górnicy przypominają jednocześnie premierowi, że ów Komitet jest strukturą zrzeszającą największe centrale związkowe działające nie tylko w górnictwie, ale we wszystkich branżach, w których funkcjonują organizacje związkowe.

Ostatni raz MKPS przeprowadził strajk generalny na Śląsku w 2013 r. i w 2015 r. – w obronie kopalń Kompanii Węglowej. Przypomnijmy, że rok później w 2016 r. Kompania skończyła swój żywot, a nowym otwarciem dla polskiej branży miała być Polska Grupa Górnicza. Teraz, po raptem czterech latach, okazuje się, że jednak niekoniecznie i być może PGG musi znowu zastąpić jakiś inny podmiot. 

Rozmowy z Sasinem nie mają już sensu

Górnicy dają też jasno do zrozumienia, że interesują ich tylko poważne rozmowy z premierem. Na te z Jackiem Sasinem, wicepremierem i jednocześnie szefem Ministerstwa Aktywów Państwowych po prostu nie mają już ani ochoty, ani czasu. 

Pan minister od miesięcy nieustannie wprowadza w błąd stronę społeczną i opinię publiczną. Jego wiarygodność w oczach pracowników kopalń jest zerowa, a cierpliwość załóg górniczych już się wyczerpała

– piszą związkowcy.

Przypomnijmy, że to nie kto inny jak właśnie Jacek Sasin w tym roku obiecywał, że spółki Skarbu Państwa nie będą już więcej importować węgla. Z rosnącymi zaś nieustannie zapasami surowca miał poradzić sobie doskonale centralny magazyn węgla. Tymczasem po jego zapełnieniu po brzegi nic się nie zmieniło. Polskie kopalnie ciągle więcej produkują, niż sprzedają. W efekcie przykopalniane zwały mają już blisko 8 mln ton.

Zapaść górnictwa

Cierpliwość górniczych związków zawodowych okazała się nie być z gumy. I trudno się dziwić. Wszak sytuacja w polskim górnictwie przypomina jazdę rollercoasterem, ale wyłącznie w dół. Nikogo też już nie wzruszają opowieści o planach zreformowania całej branży i na nowo postawienia jej na nogi.

Ministerstwo Aktywów nie pierwszy raz obiecuje przedstawienie takiego drogowskazu dla górnictwa na następne lata. I na tych obietnicach jak na razie się kończy. A powołanego w maju pełnomocnika rządu ds. górnictwa nawet nikt na oczy nie widział. 

Być może jednak nie tylko w tym resorcie, ale i w całym rządzie sprawy górnictwa i przyszłości sektora chociażby w ujęciu Zielonego Ładu UE za chwilę staną się najważniejszym z priorytetów.