Polskie górnictwo na finansowym dnie. Wydobycie i sprzedaż węgla lecą na łeb i szyję

Polskie górnictwo jest na ostrym zakręcie, z którego raczej nie ma szans wyjść na prostą – pokazują dane Ministerstwa Aktywów Państwowych oraz Agencji Rozwoju Przemysłu. Jedyna nadzieja w Brukseli.

Takich strat jak za 11 miesięcy 2020 r. polskie górnictwo nie miało nigdy. Miliardy złotych na minusie przypominają sytuację sprzed lat, kiedy powołana do życia Kompania Węglowa przejęła na początek wcześniejsze długi wobec ZUS-u, samorządów i kooperantów w wysokości 3,9 mld zł. Ten twór miał być lekarstwem an całe zło w polskim górnictwie, ale pary starczyło tylko na kilka lat. Gdy spółka upadła, reaktywowano ją jako Polską Grupę Górniczą, ale teraz sytuacja się powtarza i to ze zdwojoną siłą. 

Bizblog.pl poleca

Jak podał resort aktywów państwowych, od stycznia do listopada ubiegłego roku polskie górnictwo wygenerowało 3 mld 843,2 mln zł straty netto. Rok temu to było raptem 69 mln zł. Pocieszającym faktem (tak naprawdę jedynym) pozostają dane dotyczące importu. Przez pierwsze dziesięć miesięcy 2020 r. sprowadziliśmy do Polski z zagranicy ponad 10,3 mln ton węgla, czyli o blisko 3,4 mld ton mniej niż w porównywalnym okresie rok wcześniej.

Patrząc na poszczególne miesiące, tak różowo w tej kwestii jednak wcale nie jest. Na przykład analizując import we wrześniu, w ostatnich latach dużej różnicy wcale nie widać. W 9. miesiącu 2018 r. import był na poziomie 1,62 mln t; w 2019 r. – 1,31 mln t, a we wrześniu 2020 r. – 1,39 mln t. 

Górnictwo z gorszym wydobyciem i sprzedażą

Podane przez Agencję Rozwoju Przemysłu dane dotyczące wydobycia i sprzedaży węgla nie są wcale lepsze. Przede wszystkim w 2020 r. w Polsce znowu więcej węgla wydobyto, niż go sprzedano, co w oczywisty sposób kolejny raz zasiliło przykopalniane zwały. W minionych 12 miesiącach krajowe wydobycie węgla kamiennego wyniosło ok. 54,4 mln ton. W tym czasie sprzedano ok. 53 mln t węgla.

Jeżeli chodzi o wydobycie, podtrzymana jest tendencja spadkowa utrzymywana od kilku lat. W 2016 r. wydobycie węgla było na poziomie 70,37 mln t, a sprzedaż – 73,12 mln t. W 2017 r. odpowiednio 65,48 mln t i 66,3 mln t. W 2018 r. produkcja przewyższa sprzedaż i wynosi 63,38 mln t do 62,53 mln t. Rok później to 61,62 i 58,44 mln t.

W tym czasie zaczęły też systematycznie rosnąć przykopalniane zwały. Na koniec grudnia było tam w sumie 6,2 mln t węgla. Chociaż w lipcu i sierpniu ten licznik zbliżał się już niebezpiecznie do 8 mln t. Jeszcze w grudniu 2017 r. przy kopalniach było raptem 1,68 mln t, rok później już 2,36 mln t, a w 2019 r. – 5,24 mln t. Coraz mocniej zaciskającą się na polskim górnictwie pętla finansowa wyhamowała też inwestycje. Od stycznia do listopada 2020 r. przeznaczono na nie przeszło 2,5 mld zł, czyli o ponad 740 mln zł mniej niż w tym samym okresie w 2019 r. 

Komisja Europejska pozwoli zasypywać tę dziurę?

W przyszłym tygodniu rusza kolejna tura negocjacji między górnikami a rządem. Zdaniem ekspertów po tym, jak rząd przyjął „Politykę Energetyczną Polski do 2040 r.”, rozmowy mogą być już znacznie trudniejsze. Ich szczęśliwy finał zaś to nie tylko ustalenie harmonogramu zamykania polskich kopalni (we wrześniu 2020 r. wyznaczono datę graniczną na 2049 r.), ale przede wszystkim możliwość wnioskowania do Komisji Europejskiej o pokrywanie z publicznych pieniędzy coraz większych strat polskiego górnictwa. 

Bez tej brukselskiej zgody na państwowy zastrzyk gotówki branża będzie miała bardzo ciężko wyjść na prostą. Jak donosi „Parkiet” w Polskiej Grupie Górniczej, która ubiegły rok miała skończyć na dwumiliardowym minusie, środki na wypłatę górnikom pensji zabezpieczone mają być tylko do marca. Spółka cały czas czeka na decyzję Polskiego Funduszu Rozwoju w sprawie wnioskowanego wsparcia w wysokości 1,75 mld zł w ramach tarczy antykryzysowej. Z kolei przedstawiciele PFR od początku utrzymywali, że pozytywna decyzja w tej sprawie zależeć będzie w głównej mierze od zaprezentowanego planu naprawczego PGG.