Gigantyczne straty górnictwa w Polsce. Do każdej tony węgla dopłacamy już 60 zł

Sytuacja polskiego górnictwa jest tragiczna. Przychody mniejsze o ponad 3,5 mld zł, a strata na sprzedaży wynosi już 2,2 mld zł. Gęstnieje też atmosfera wokół umowy społecznej, która miała światło dzienne ujrzeć 15 grudnia. Wiadomo już, że nie ujrzy, bo pojawiają się kolejne rozbieżności.

Po tym, jak Ministerstwo Aktywów Państwowych przedstawiło wyniki finansowe polskiego górnictwa powiedzieć, że jest źle, to jakby nic nie powiedzieć. Po trzech kwartałach 2020 r. nasz przemysł wydobywczy jest w opłakanym stanie. W tym czasie wydobyto aż o 6,2 mln ton mniej węgla niż w tym samym okresie rok temu.

Bizblog.pl poleca

Zmalał także import. Po trzech kwartałach kupiliśmy za granicą niecałe 9 mln ton „czarnego złota” w porównaniu z 12,3 mln t w ciągu 9 pierwszych miesięcy 2019 r. A do tego wszystkiego nie ma już żadnych szans na podpisanie – zgodnie z porozumieniem rządu z górnikami z końca września – umowy społecznej do 15 grudnia.

W tym dniu w Śląskim Urzędzie Wojewódzkim w Katowicach dojdzie do spotkania górników z reprezentacją rządową. Omawiane mają być też dotychczasowe ustalenia zespołów roboczych, a także perspektywa zgody Komisji Europejskiej na taki układ górniczy w Polsce. Osobną sprawą będzie włączenie się do rozmów i do późniejszych ustaleń samych energetyków, którzy od miesięcy o to proszą.

Górnictwo: prawie 60 zł straty na każdej tonie węgla

Nie ma się co dziwić, że Bogusław Ziętek, szef „Sierpnia 80”, przewiduje bardzo ciężkie dla całej branży tygodnie. Na tyle, że w styczniu górnicy mają być już pod ścianą. Przede wszystkim z powodów ekonomicznych. Bo z informacji MAP wynika, że polskie górnictwo jeszcze chyba nigdy wcześniej nie było aż tak głęboką studnią bez dna.

Z resortowych informacji wynika bowiem, że każda tona węgla przy sprzedaży daje stratę rzędu 59,49 zł. To ponad 22 proc. ceny węgla, która za tonę w październik wyniosła średnio 262,06 zł. Tymczasem wyprodukowanie jednej tony węgla okazało się po trzech kwartałach 2020 r. droższe o ponad 9 proc. niż rok wcześniej. Z kolei koszty sprzedawanego „czarnego złota” wzrosły o 11 proc.

Produkcja węgla w Polsce w pierwszych 9 miesiącach 2020 r. zmalała o przeszło 6 mln t. Sprzedaż z kolei była mniejsza o ponad 6,2 mln t. Tym samym przychody branży węglowej spadły z przeszło 23,1 do 19,6 mld zł. To też ma swoje przełożenie na nakłady inwestycyjne. Rok temu wynosiły 2,5 mld zł, a teraz ponad 2,1 mld zł. Rośnie za to suma pomocy publicznej przekazywanej na rzecz górnictwa. Po trzech kwartałach 2019 r. było to 514,6 mln zł, a teraz jest 591,5 mln zł.

Umowa społeczna? Na razie dalej niż bliżej

Podpisane pod koniec września porozumienie z górnikami zakłada, że najpóźniej do 15 grudnia powstanie umowa społeczna, na którą będzie musiała zgodzić się jeszcze Komisja Europejska. Jednak zanim Bruksela zajmie się polskim górnictwem, dobrze byłoby uporządkować własne podwórko i dojść do jakichś wniosków. Na razie jednak z tym jest ciężko. I tak jak już wcześniej zapowiadali związkowcy (chociaż Artur Soboń, rządowy pełnomocnik ds. restrukturyzacji górnictwa zaklinał rzeczywistość, jak się tylko da) nie ma szans na dochowanie terminu 15 grudnia.

Powodów jest co najmniej kilka. Po pierwsze, co też już było akcentowane tygodnie temu, w harmonogramie zakładającym zamknięcie ostatniej kopalni w 2049 r. mowa jest o zakładach wydobywczych PGG i Węglokoksu. A co z tymi od Tauron Wydobycie i Bogdanki? Do tego dochodzi jeszcze sprawa samych energetyków, których ustalenia dotyczące funkcjonowania energetycznych bloków węglowych w ogóle nie idą w parze z planem górnictwa. Przecież już we wrześniu w tej sprawie pisali do premiera Mateusza Morawieckiego reprezentanci OPZZ, „Solidarność” i Forum Związków Zawodowych.

Władza niepotrzebnie dzieli. Dialog z jedną stroną społeczną z Górnego Śląska zakończył się podpisaniem porozumienia, a w naszym przypadku brak jakichkolwiek rozmów. Tak nie może być

– przekonujeArtur Wilk, rzecznik prasowy Komitetu Protestacyjno-Strajkowego w Tauron Polska Energia S.A.

Ze zgodą Brukseli też może być różnie

Pierwotny plan zakłada, że KE zgodzi się na ratowanie co roku PGG kwotą co najmniej 2 mld zł. Potem wsparcie ma by nieco mniejsze, ale i tak do granicznego 2049 r. zbierze się całkiem pokaźna sumka. Jest co najmniej kilka powodów, dla których Bruksela może nie dać zgody na takie rozwiązanie. I wcale nie są one związane wyłącznie z polityką i kłótnią o powiązanie wypłat z unijnych funduszy z praworządnością. Większym problemem może okazać się to, że harmonogramu dekarbonizacji kraju nad Wisłą nijak ma się do planów UE w tym zakresie.

Plan restrukturyzacji jest nie tylko niespójny z polityką klimatyczną UE i stosunkowo mało ambitny, jeśli chodzi o zamknięcie aktywów węglowych, będzie oznaczał wielomiliardowe straty dla państwa

– zauważaPaweł Czyzak, ekonomista z Instratu.

Jak wynika z nowego raportu organizacji charytatywnej prawa ochrony środowiska ClientEarth i think-tanku Instrat tymczasowy plan rządu polskiego dotyczący restrukturyzacji aktywów węglowych będzie po prostu nieskuteczny. Wdrożenie go w takiej postaci jak teraz ma oznaczać, że kraj nad Wisłą dalej produkowałby ponad pięć razy więcej energii z węgla, niż zakłada to nowa polityka klimatyczna UE.

Finansowo też się to średnio kalkuluje. ClientEarth i Instrat wyliczają, że Polska Grupa Energetyczna mogłaby zyskać nawet 31 mld zł z tytułu pozbycia się aktywów węglowych, ale z kolei budżet centralny, po przejęciu węglowego zadłużenia PGE, straciłby 26,5 mld zł. Wojciech Kukuła, prawnik z ClientEarth, przekonuje, że za te pieniądze można byłoby z powodzeniem tworzyć nowe miejsca pracy przy odnawialnych źródłach energii. Zwraca też uwagę na to, że to energetyczne zamieszanie będzie miało z pewnością wpływ na ceny energii w Polsce – już teraz najwyższe w UE.