Za zamykanie kopalń i zwalnianie górników zapłacimy krocie. A rząd i tak nie chce epatować kwotami

Do końca kwietnia mają trwać konsultacje w sprawie projektu nowelizacji ustawy o funkcjonowaniu górnictwa kamiennego. Nowe regulacje wyliczają koszt restrukturyzacji branży i ograniczania w niej zatrudnienia w ciągu kilku lat. I jedno jest pewne: tanio nie będzie, choć na pewno drożej niż zakłada rząd.

3 mld 843,2 mln zł straty netto – to wynik polskiego górnictwa za okres od stycznia do listopada 2020 r. Tylko Polska Grupa Górnicza miała w zeszłym roku stracić jakieś 2 mld zł.

Zaraz po tym, jak te dane ujrzały światło dzienne, podniósł się raban, że nie ma sensu dokładać więcej do tej studni bez dna. Ale rząd od miesięcy robi wszystko, co może, żeby górników nie denerwować. Stąd niemający podobno żadnych szans powodzenia w Brukseli harmonogram zamykania kopalni do 2049 r. Ale to nie wszystko.

Wraz z ustalaniem ostatecznego kształtu umowy społecznej do międzyresortowych konsultacji trafił projekt nowelizacji ustawy o funkcjonowaniu górnictwa węgla kamiennego. W nowych regulacjach wyceniono, ile w latach 2021-2027 kosztować nas będzie restrukturyzacja górnictwa, czyli zamykanie kopalni i zwalnianie górników. Tylko w tym roku to 578 mln zł. W 2022 r ma to być już 2 mld 316 mln zł.

Bizblog.pl poleca

Górnictwo: prawie 10 mld zł na restrukturyzację

Wprowadzenie zmian w ustawie jest niezbędne w celu umożliwienia dalszego nabywania kopalń przez Spółkę Restrukturyzacji Kopalń S.A. i przeprowadzenia ich likwidacji, jak również prowadzenia w nich restrukturyzacji zatrudnienia. Intencją zmian w zakresie terminów przekazywania zbędnego majątku produkcyjnego oraz pracowników jest zapewnienie sektorowi bezpiecznego środowiska regulacyjnego w okresie istotnych i szybkich zmian

– czytamy w uzasadnieniu nowelizacji.

Chodzi zatem o to, żeby rząd w najbliższych latach nie musiał martwić się o pieniądze, które przy okazji likwidacji kopalni i zwalnianych górników, też okazują się być bardzo potrzebne. 

Te koszty na lata 2021-2027 wyliczono na 9 mld 657 mln zł. Z tej puli mają być m.in. opłacane urlopy górnicze (1 mld 181,4 mln zł), a także jednorazowe odprawy w wysokości 120 tys. zł (przeznaczone dla tych, którzy w kopalni przepracowali co najmniej rok; łączny ich koszt wylicza się na 150,9 mln zł).

Na renty wyrównawcze przeznaczono się 26,2 mln zł. Przez czym autorzy nowelizacji zaznaczają, że do tych wyliczeń wzięli tegoroczne ceny – wprost sugerując, że za niedługo może się okazać, że restrukturyzacja polskiego górnictwa kosztuje znacznie więcej niż te niecałe 10 mld zł.

Rząd gra va banque. A co jeśli Bruksela powie „nie”?

Nowelizacja ma wejść w życie w lipcu, a częściowo od 2022 r. Kluczowe jednak będą negocjacje parafowanej między rządem a górnikami umowy społecznej w Komisji Europejskiej. Polska będzie chciała nie tylko obronić harmonogram zakładający zamykanie ostatniej kopalni w 2049 r., ale też nakłonić Brukselę, by ta pozwoliła, żeby z pieniędzy publicznych dotować wydobywanie węgla kwotą nawet 2 mld zł rocznie. Rok w rok. 

Zdaniem wielu ekspertów to mission impossible. Patryk Białas ze Stowarzyszenia BoMiasto, ekspert Koalicji Klimatycznej, zwraca uwagę, że już teraz wydobycie węgla z wielu kopalni w Polsce przestaje być konkurencyjne wobec węgla importowanego. Jak przekonuje: w 2019 r. średni koszt wydobycia w polskich kopalniach wyniósł 346 zł za tonę, a tymczasem cena węgla w porcie ARA w Rotterdamie wyniosła 194 zł za tonę.

Rząd, zamiast przygotować górnikom miękkie lądowanie, zafundował im skok w przepaść

– uważa Białas.

Bez zgody zaś KE na takie a nie inne finansowanie zwijania górnictwa w Polsce – te niecałe 10 mld zł, wyliczanych jako koszt restrukturyzacji w latach 2021-2027, może okazać się ledwie kroplą w morzu potrzeb. Czy w takim razie mamy jakiś plan awaryjny? „

Strony podejmą w dobrej wierze rozmowy, w celu wypracowania możliwych scenariuszy, z uwzględnieniem stanowiska KE

– tylko taką informację może znaleźć w uzasadnieniu umowy społecznej.