Dziesiątki miliardów złotych od polskich podatników dla górników. Największa taka pomoc od lat

Szybkie tempo rozprzestrzeniania się koronawirusa w Polsce spowodowało, że politycy i społeczeństwo na moment zapomnieli o najpoważniejszym od lat kryzysie w branży górniczej. Jednak już za moment znów da on o sobie znać. Polski podatnik będzie musiał wesprzeć górników największymi kwotami od lat.   

Wrześniowy konsensus

We wrześniu górnicze związki zawodowe i rząd wypracowały wspólną wizję uregulowania zaostrzającej się sytuacji w górnictwie. Zobowiązano się m.in. do:

  • opracowania w grudniu umowy społecznej określającej przyszłe funkcjonowanie spółek górniczych,
  • określono rok 2049 r. jako datę graniczną zamknięcia ostatniej kopalni w Polsce,
  • uzgodniono harmonogram zamykania kopalń – do 2028 r. miałaby zostać zamknięta tylko jedna z nich,
  • rząd zobowiązał się także do zapewnienia pomocy publicznej dla funkcjonujących kopalń, a nierentowne zakłady miałyby być łączone z rentownymi.

Od samego początku zręby wypracowywanego porozumienia budziły liczne znaki zapytania. Pierwszym była zgoda Komisji Europejskiej na tak znaczną pomoc dla branży, a drugim bardzo odległa data pożegnania Polski z węglem niemal zrównująca się z unijnym celem osiągnięcia neutralności klimatycznej oznaczającej przecież głęboką dekarbonizację (2050 r.).

Czas na „sprawdzam”

Mamy listopad, grudzień już za pasem, warto więc powrócić do wrześniowego konsensusu i zastanowić się co dalej?

Przede wszystkim zgodnie z informacjami uzyskanymi przez WysokieNapięcie.pl opracowany przez Polską Grupę Górniczą biznesplan zakłada, że spółka potrzebuje rocznie około 2 mld zł dopłat, które umożliwiłyby realizację planu zarysowanego przez rząd i związkowców. Oczywiście kwota ta zmniejszałaby się wraz z zamykaniem kolejnych kopalń, ale to bardzo odległa perspektywa i de facto cała nadchodząca dekada wymagałaby wsparcia na zbliżonym poziomie. Jak łatwo wyliczyć kwota tylko w tym zakresie czasowym robi wrażenie (mówimy o co najmniej kilkunastu miliardach zł). Jednak w rzeczywistości to zaledwie wierzchołek góry lodowej.

Bizblog.pl poleca

W negocjacjach z Komisją Europejską rząd musiałby sięgnąć po zapis zawarty w Traktatach Europejskich, który mówi o możliwości przekazania wsparcia państwowego w celu „zaradzenia poważnym zaburzeniom w gospodarce państwa członkowskiego”. To obecnie jedyny sposób by taka pomoc była legalna.

Wspomniana strategia jest jednak obarczona bardzo dużym ryzykiem, ponieważ Polska wielokrotnie w ostatnich latach udowadniała, że nie ma najmniejszych problemów ze zwiększaniem importu węgla m.in. z Rosji. Jeżeli brukselscy urzędnicy wypomną to rządowi i pozostaną nieugięci, to wypracowany z górniczymi związkowcami konsensus po prostu spali na panewce. Taki scenariusz wydaje się prawdopodobny także dlatego, że Polska znów wkracza na wojenną ścieżką z UE, grożąc zablokowaniem wspólnego budżetu, jeśli wypłata środków europejskich będzie uzależniona od praworządności.

Załóżmy jednak, że Komisja Europejska okaże się ugodowa i łaskawym okiem spojrzy na prośby władz w Warszawie. W takim scenariuszu nie będzie to pomoc bezwarunkowa, ale klasyczne „ucieranie konsensusu” tak dobrze znane wszystkim pracownikom eurokorpusu urzędniczego. Przede wszystkim można spodziewać się, że harmonogram przewidziany w porozumieniu rządu i związków górniczych będzie musiał zostać zmieniony, a przewidziane w nim terminy zamykania kopalń urealnione. Prawdopodobne wydaje się także zabezpieczenie przez Komisję Europejską rynkowej konkurencji w przypadku wpompowywania w Polską Grupę Górniczą 2 mld zł rocznie.

Kolejne miliardy od polskiego podatnika

Na terenie kraju jest wiele spółek górniczych, które przeżywają problemy i gdy zauważą, że do branżowego lidera płyną rządowe pieniądze, będą domagać się podobnego wsparcia. Jastrzębska Spółka Węglowa, Tauron Wydobycie, Bogdanka czy Silesia to miejsca, w które z całą pewnością Bruksela nakaże wpompować dodatkowe pieniądze polskiego podatnika. Statystyczny Polak zasila też pośrednio poprzez daniny ponoszone na rzecz państwa także Spółkę Restrukturyzacji Kopalń, która zajmuje się zamykaniem zakładów górniczych, choć akurat nie tych z PGG (w latach 2017-2023 wyda na to kilkanaście mld zł).

Gdyby zliczyć całościowo te kwoty to okażą się astronomiczne i sięgną z pewnością kilkudziesięciu mld zł do końca tej dekady, a przecież wydobycie węgla w Polsce ma być kontynuowane jeszcze długo po 2030 r. Te kwoty powinny dać wszystkim do myślenia – myślę, że można je o wiele lepiej spożytkować…