Rząd przygotowuje się do zamykania kopalń. Nowelizacja ustawy górniczej leży na stole

Rząd zamierza do końca grudnia przyjąć nowelizację ustawy górniczej z 2018 r. Tak wynika z harmonogramu prac rządu Mateusza Morawieckiego. Zamykanie kopalń ma być droższe i wydłużone w czasie.

W lutym 2018 r. Komisja Europejska zgodziła się, żeby budżet państwa płacił jeszcze przez pięć lat za restrukturyzację górnictwa w Polsce. Dotyczyły to jednak majątku przekazywanego przed 2018 r. do Spółki Restrukturyzacji Kopalń (SRK). Górny limit pomocy publicznej określono zaś na poziomie 7 mld zł. Teraz już wiadomo, że zabraknie i pieniędzy i czasu, dlatego rząd chce jeszcze do końca roku przepisy zmienić. 

Bizblog.pl poleca

Znowelizowane regulacje wydłużają też o pięć lat – do 2023 r. – okres, w którym można przekazywać przeznaczone do likwidacji kopalnie do SRK. To oznacza, że za proces dalej w tym czasie płaciłby budżet państwa. Ten, za pośrednictwem SRK, miałby również przejmować od zakładów wydobywczych inne zobowiązania, jak chociażby finansowanie świadczeń górników z likwidowanych kopalń. 

Górnictwo w Polsce z dodatkowym czasem i pieniędzmi

Zgodnie z przygotowanymi przez Ministerstwo Aktywów Państwowych przepisami publiczne pieniądze byłyby przekazywane na rzecz restrukturyzacji górnictwa jeszcze do końca 2027 r. I nie ma w tym żadnego przypadku. Wtedy wszak kończy się okres, w którym państwo mogło pomagać w zamykaniu kopalń – zgodnie z decyzją Rady Europejskiej z 2010 r. A że sytuacja rynkowa węgla się tylko pogarsza – to nie ma już więcej czasu do stracenia. I pieniędzy też. Zwiększono więc w projekcie wysokości limitu środków przeznaczonych na finansowanie procesu restrukturyzacji, rozpoczętego w 2015 r. do kwoty 14 mld zł z 7 mld zł.

„Sytuacja rynku surowców energetycznych, mniejsze zapotrzebowanie na produkowaną z węgla energię elektryczną, polityka klimatyczna Unii Europejskiej, jak również globalna recesja gospodarcza spowodowana pandemią koronawirusa spowodowały, że dalsze stabilne funkcjonowanie branży górniczej zostało zagrożone” – czytamy w komunikacie resortu aktywów państwowych

Restrukturyzacja to jedyna recepta dla Górnego Śląska

Resort zwraca też uwagę na historyczny, wywołany pandemią koronawirusa, spadek na zapotrzebowanie na energię elektryczną, które „wróciło” do czasów II wojny światowej. Polska gospodarka w tym czasie obniżyła zużycie energii o 10-12 proc. Kolejne spółki energetyczne wnioskowały o renegocjacje wcześniejszych umów i zdecydowanie mniejsze dostawy zamawianego surowca. To w oczywisty sposób odbiło się na przychodach i ogólnej sytuacji finansowej największej spółki węglowej w UE – Polskiej Grupy Górniczej 

MAP przekonuje, że jedyną odpowiedzią na te wszystkie wyzwania jest dobrze przygotowana restrukturyzacja. Zaniechanie tego procesu – twierdzi resort – będzie oznaczać bardzo poważne reperkusje gospodarczo-społeczne na Górnym Śląsku. Do tego dochodzi jeszcze bezpieczeństwo energetyczne kraju. A ponieważ „dalsze stabilne funkcjonowanie branży górniczej zostało zagrożone”, to trzeba temu przeciwdziałać i stąd przygotowywana nowelizacja przepisów. 

Zawsze będzie można zwalić na Brukselę

Jak bardzo polskie górnictwo jest teraz pod kreską? Po pół roku strata PGG przekroczyła pół miliarda złotych. Po trzech kwartałach z kolei JSW S.A. jest na minusie przekraczającym okrągły miliardy złotych. Zgodnie z danymi za wrzesień wydobycie węgla było na poziomie 4,4 mln ton, a sprzedaż 4,47 mln ton. W tym czasie zapasy na przykopalnianych zwałach osiągnęły poziom 7,81 mln ton węgla. 

Na podstawie podpisanego pod koniec września porozumienia rządu z górnikami ostatnia kopalnia w Polsce ma być zamykana w 2049 r. Do tego czasu odchodzenie od węgla ma nas kosztować nawet kilkadziesiąt miliardów złotych. Na start 2 mld zł co roku. Co ciekawe, w tym dokumencie zapisano, że likwidacją kopalń miałaby się nie zajmować SRK a sama PGG. Porozumienie wejdzie w życie, o ile zgodę na nie udzieli Komisja Europejska, z którą polski rząd właśnie się kłóci o powiązanie wypłaty funduszy z praworządnością. 

To jest umowa rodem z alternatywnej rzeczywistości, gruntownie oderwana od uwarunkowań unijnych i realiów ekonomicznych, i przez to niemożliwa do spełnienia

– mówi Izabela Zygmunt, ekspertka ds. klimatu w Polskiej Zielonej Sieci.