Google wyskakuje z kasy. Australia przyparła giganta do muru

Google boi się regulacji prawnych jak diabeł święconej wody. Gigant zaczął zakulisowe rozmowy z największymi wydawcami w Australii i próbuje przekonać ich, że państwowa interwencja jest kompletnie niepotrzebna.

Australijska firma Seven West Media Ltd stała się pierwszym głównym serwisem informacyjnym w kraju, który zawarł umowę licencyjną z Google – donosi Reuters. Wcześniej spółce udało się osiągnąć porozumienie z wydawcami internetowymi i jednym z lokalnych mediów.

Bizblog.pl poleca

Google pod ścianą

Google stara się w ten sposób dowieść, że prace nad ustawą, która nakaże mu płacić wydawcom za wykorzystywanie treści, są przesadnym ingerowaniem w zasady wolnego rynku. Brzmi to trochę jak wołanie: Hej, spójrzcie! Świetnie dajemy sobie radę sami, wystarczyło usiąść do stołu i porozmawiać.

To jednak nie do końca prawda. Google przyspieszył tempo rozmów dopiero wtedy, gdy premier Australii po spotkaniu z szefem Alphabetu ogłosił, że prace nad ogólnokrajowymi regulacjami będą kontynuowane.

Ba, kilka dni temu minister skarbu Australii Josh Frydenberg zapowiedział, że projekt ustawy zostanie zaprezentowany parlamentowi we wtorek. Google ma więc coraz mniej czasu, by porozumieć się z mediami na Antypodach przed wejściem w życie nowego prawa.

Nakładałoby one na koncern obowiązek dogadywania się z każdym wydawcą. Co więcej, z każdym z nich musiałby dojść do porozumienia. W innym przypadku regulator prowadziłby obie strony sporu do sądu arbitrażowego.

Google mógłby utknąć tam na wieki.

Dlatego techgigant wymyślił to sobie inaczej. Na swoją stronę udało mu się przeciągnąć Seven West Media. Stało się to tuż po fiasku negocjacji z dwoma innymi potentatami: News Corp i Nine Entertainment Co Holdings Ltd.

Przedstawiciele Seven West Media podkreslili jednocześnie, że wciąż są zwolennikami nowej ustawy. Porozumienie nie oznacza więc, że Google’owi udało się dokonać wyłomu.

W przeciwieństwie do Francji

Alphabet dogadał się tam z wydawcami i zapłaci im 63 mln euro w ciągu trzech lat. Pieniądze trafią do 121 krajowych i lokalnych mediów. Branża narzeka jednak, że wzór obliczeń, na podstawie których Google szacuje, ile powinien zapłacić danemu wydawcy, nie jest publiczny.

To w naturalny sposób wspiera największych graczy na rynku. Aby dobrać się do wspólnej skarbonki, każda organizacja musi podpisać indywidualną umowę licencyjną z Google. Pozwoli to wydawcom na czerpanie korzyści z Google News Showcase – narzędzia, które pozwoli mediom zmonetyzować dostęp do treści online.