Google, Apple i Microsoft wynoszą się z Chin. Koronawirus przemeblowuje światowy biznes

Kryzys związany z wybuchem epidemii koronawirusa uświadomił amerykańskim koncernom produkującym w Chinach, jak szybko mogą stracić kontrolę nad sytuacją. Zamykanie fabryk, granic i ograniczanie dostaw może mocno odbić się na ich zdolnościach produkcyjnych. Giganci już podjęli działania, by podobna historia nie spotkała ich w przyszłości.

Fot: YouTube/Al Jazeera English

Wietnam to nowe Chiny – tak można chyba podsumować ostatnie ruchy korporacji technologicznych. Kraj położony na końcu Półwyspu Indochińskiego zaczyna kusić kolejnych inwestorów. Pod koniec ubiegłego roku swój zakład produkcyjny przeniósł tam Samsung i dzisiaj 60 proc. smartfonów koreańskiego producenta pochodzi właśnie z Wietnamu.

Bizblog.pl poleca

W przypadku Samsunga powody przenosin były mocno związane z utratą rynku w Chinach. Nowa fala migracji ma już inny charakter. Amerykańskie firmy najpierw zmroziła wieść o rozpętaniu przez Donalda Trumpa wojny handlowej, a potem, na dokładkę, okazało się, że przez koronawirusa muszą pozamykać fabryki i zwolnić pracowników do domów.

Koncerny opuszczają Chiny

Wygląda na to, że dla Apple, Microsoftu i Google to już zbyt wiele. Nikkei Asian Review informował, że te dwie ostatnie spółki przenoszą się do innych części Azji. Nowy smartfon od Google – Pixel 4a – ma być produkowany już w Wietnamie. W Tajlandii powstaje za to linia produkcyjna, na której powstawać będą produkty należące do kategorii: inteligentny dom.

Microsoft przenosi w tym czasie do Wietnamu produkcję notebooków i komputerów stacjonarnych. CNBC dowiedziało się, że w ten sam region wybiera się Apple ze swoimi słuchawkami AirPods. Tim Cook miał poprosić poddostawców o przeniesienie do Wietnamu 15-30 proc. mocy produkcyjnych.

Analitycy: To chwilę potrwa

Serwis podaje, że z Chin wychodzi w tej chwili ok. 40 proc. gotowych produktów (mowa o ogólnoświatowej produkcji) i 60 proc. komponentów. Analitycy zwracają uwagę, że tych procentów nie da się zmienić w mgnieniu oka. Delikatna dywersyfikacja dostaw jest możliwa nawet w ciągu kilku miesięcy, ale zbudowanie w nowym kraju całego, samowystarczalnego ekosystemu to bardzo długotrwały proces.

Z takim problemem spotkał się właśnie wspomniany Samsung. Koreańczycy wynieśli się wprawdzie z Chin, ale wciąż są uzależnieni od produkowanych w Państwie Środka komponentów. A to oznacza, że kryzys w rodzaju wybuchu epidemii koronawirusa wciąż nie jest im do końca obojętny.

Do tego dochodzi jeszcze kwestia siły roboczej. Jakkolwiek cynicznie by to nie zabrzmiało, w Chinach korporacje mają pod tym względem jak u pana Boga za piecem.

Niedawno ukazał się raport, według którego rząd chiński wysyłał Ujgurów z prowincji Sinciang do fabryk rozsianych na terenie reszty kraju. W latach 2017-2019 przymusowo wytransferowano w ten sposób 80 tys. osób. Koncerny z jednej strony odcinają się od takich quasi niewolniczych praktyk, z drugiej po cichu chętnie korzystają z ich owoców. Do czasu.

Jak widać, nawet te „benefity” ze strony rządu przestają rekompensować firmom rosnące uzależnienie od Chin. Tym bardziej że, przynajmniej jeśli chodzi o spółki technologiczne, na miejscu dzielą i rządzą dzisiaj miejscowi gracze w rodzaju Oppo, Huawei czy Xiaomi.