Wierzą w istnienie Reptilian, ale globalne ocieplenie to dla nich skończone brednie

Żyjemy w czasach upadku autorytetów. Wierzymy znajomym z fejsa, ale mamy problem z zaakceptowaniem konsensusu naukowego dotyczącego wpływu człowieka na zmiany klimatu. Źle ukierunkowany system edukacyjny? Męczący szum informacyjny i intensywne życie? A może celowe kampanie dezinformacyjne i profesjonalny lobbing? Naprawdę nie wiem, dlaczego ludziom łatwiej jest wierzyć w istnienie Reptilian czy nieskuteczność szczepionek niż w to, że masowe spalanie kopalin powoli demoluje życie na naszej planecie?

Postawione pytania domagają się odpowiedzi, których udzielenie pewnie posłużyłoby za solidne opracowanie socjologiczne – a do takiego nie aspiruję. Tutaj chciałbym jedynie krótko i klarownie odnieść się do kwestii wpływu człowieka na ocieplanie się naszego klimatu. Mam nadzieję, że poświęcicie mi odrobinę swojego czasu…

Zacząć należy od tego, że świat naukowy nie jest podzielony w kwestii wpływu człowieka na globalne ocieplenie. 97% badań naukowych przeprowadzonych na świecie potwierdza, że to my jesteśmy winni rosnącej średniej temperaturze na naszej planecie. Istotne w tym parametrze jest również to, że konsensus dotyczący antropogenicznego charakteru ocieplanie się klimatu zawsze oscylował wokół 90 proc., ale od 1991 r. wciąż rósł i dziś wynosi już ponad 97 %. Pozostałe 3 % to w zasadzie granica błędu statystycznego w pomiarach. W tym kontekście pojawiające się w wypowiedziach publicznych czy publicystyce sformułowania o tym, że istnieje rzesza naukowców, którzy mają inne zdanie na opisywany temat jest po prostu kłamstwem.

Oczywiście znajdą się czytelnicy, którzy stwierdzą: a co, jeśli nauka się myli i wypracuje nowe stanowisko w sprawie? Myślę, że odpowiedź może być tu analogiczna do tej, której udziela słynny zakład Pascala dotyczący istnienia Boga? Francuski myśliciel stwierdził wprost: lepiej wierzyć w Stwórcę, bo gdyby jednak nie okazał się ludzkim wymysłem to za taki akt by nas sowicie nagrodził. Niewiara w takim przypadku spotkałaby się natomiast z karą.

Na tym wywodzie mógłbym w zasadzie skończyć niniejszy tekst, ale chciałbym się odnieść jeszcze do kilku najpopularniejszych internetowych mitów dotyczących antropogenicznego charakteru ocieplania się klimatu.

Zobacz także

Warszawa gorąca jak Budapeszt

Chyba najbardziej zabawny z nich to stwierdzenie: klimat się ociepla, a w Warszawie spadł śnieg w lipcu. Osoby, które posługują się takim sformułowaniem nie zdają sobie zupełnie sprawy z istoty zjawiska, które komentują.

Po pierwsze mowa przecież o GLOBALNYM ociepleniu mierzonym w średniej temperaturze dla wszystkich regionów świata, a nie jedynie losowo wybranym obszarze.

Po drugie opady śniegu w lipcu w Warszawie nie zaburzają wzrostu średniej dla prowadzonych pomiarów. Średnioroczna temperatura w Warszawie w ostatnim półwieczu wzrosła z 7,5 do 9,5 stopni Celsjusza i przypomina dziś dawne pomiary z Budapesztu.

Po trzecie – nasilające się anomalie pogodowe są symptomem globalnego ocieplenia. Wzrost temperatury prowadzi do spowolnienia i rozciągnięcia prądów powietrznych oddzielających strefy klimatyczne, przez co np. tropikalne powietrze wdziera się coraz częściej i głębiej w rejony arktyczne i na odwrót – zimne prądy w strefy tropikalne.

Mała epoka lodowcowa nad Bałtykiem i zielona Grenlandia

Kolejne zabawne stwierdzenia “negacjonistów klimatycznych” to powoływanie się na małą epokę lodowcową z XVII wieku (gdy saniami można było przejechać Bałtyk do Szwecji) bądź zieloną Grenlandię sprzed XII wieku. Miałoby to w ich mniemaniu tłumaczyć naturalne wahania klimatu, których nie uwzględniają obecne pomiary meteorologiczne prowadzone od XVIII wieku. Tymczasem wystarczy sięgnąć do opracowań naukowych by obalić takie stwierdzenia.

Po pierwsze, świadectw dotyczących stężenia gazów cieplarnianych w atmosferze w poszczególnych okresach istnienia naszej planety dostarcza geologia. Wskazuje ona, że temperatura na globie wzrastałaby, gdyby nie naturalny proces wietrzenia tzw. Krzemianów. Redukowanie emisji zachodzi tu jednak przez setki mln lat. Tymczasem dzięki spalaniu kopalin przez człowieka koncentracja emisji CO2 w atmosferze jest dziś największa od 800 tys. lat. Korelacja pomiędzy nastaniem epoki przemysłowej w dziejach ludzkości a pozostałymi okresami geologicznymi ziemi jest druzgocąca. A mówimy tu przecież o zaledwie około 200 latach!

Zresztą nie musimy się już dziś posiłkować jedynie geologią w kwestii ustalenia antropogenicznego charakteru globalnego ocieplenia. Z pomocą przychodzą nam także zdjęcia satelitarne. Naukowcy są zgodni, że najważniejsze pokrywy lodowcowe naszej planty znikają w zastraszającym tempie – od Arktyki po Antarktydę.

Po drugie, rzeczywiście klimat jest zmienny. Bywa, że zmienia się szybko, ale na krótko. To znane przez naukowców zjawiska tzw. małych optimów klimatycznych. Nie wpływają one jednak na długoterminowy trend klimatyczny, który jednoznacznie wskazuje na szybki wzrost średniej temperatury globalnej.

Kolejny i chyba najzabawniejszy mit “negacjonistów klimatycznych”, który chciałbym krótko omówić to twierdzenie, że wybuchy wulkanów emitują więcej CO2 niż działalność człowieka. To oczywiście nieprawda (szkoda, że powtarzana w Polsce również przez ministra energii Krzysztofa Tchórzewskiego). Wulkany wydzielają około 0,3 mld ton CO2 na rok, co stanowi około 1 % ludzkich emisji w analogicznym okresie.

Lasy pożerające CO2, czyli niespełnione marzenia Szyszki

A skoro przywołałem już jednego z czołowych polskich polityków to chyba na koniec warto się jeszcze odnieść do teorii szerzonych przez byłego ministra środowiska rządu PiS, Jana Szyszkę, który promował naturalną absorbcję emisji gazów cieplarnianych przez lasy. Miało to oczywiście uzasadniać dalsze funkcjonowanie węgla w krajowej energetyce. Tyle tylko, że na świecie nadal toczą się dyskusje na temat tego, ile CO2 mogą pochłaniać lasy i w jakim okresie. Wiadomo za to, że powinno ich być dużo (a Polska ma już dziś 30% współczynnik lesistości), a najlepszą absorbcją charakteryzują się młode drzewa. Coś tam więc Panu ministrowi świtało, ale jakby nie do końca.

I to chyba dobre podsumowanie stanowiska większości “klimatycznych negacjonistów”. Nie chcą oni zauważać konsensusu naukowego wokół wpływu człowieka na globalne ocieplenie słusznie doszukując się w walce z emisją CO2 czynnika biznesowego. Niesłuszne jest tu jednak ścisłe wiązanie jednej kwestii z drugą.

To, że kolejne globalne porozumienia zmierzające do ograniczenia emisji CO2 nie działały i służyły głównie promowaniu poszczególnych segmentów gospodarek niektórych krajów (np. branży wiatrakowej w Niemczech) nijak się ma do tego, że średnia temperatura na ziemi szybko rośnie.

Warto mieć w tym kontekście na uwadze to, że gdy w latach 90 – tych badania jednoznacznie wskazywały na antropogeniczny charakter globalnego ocieplenia największymi pieniędzmi dysponował biznes paliwowy i energetyczny konsumujący kopaliny. Mimo ich lobbingu naukowcy okazali się niezależni w swoich badaniach.

Najlepsze co dziś możemy zrobić to zaufać im w sprawie klimatu tak jak szczepionek.

Piotr Maciążek: publicysta specjalizujący się w tematyce sektora energetycznego. W 2018 r. nominowany do najważniejszych nagród dziennikarskich (Grand Press, Mediatory) za stworzenie fikcyjnego eksperta Piotra Niewiechowicza, który pozyskał wrażliwe informacje o projekcie Baltic Pipe z otoczenia ministra Piotra Naimskiego. Autor książki „Stawka większa niż gaz” (Arbitror 2018 r.), współautor książki Młoda myśl wschodnia (Kolegium Europy Wschodniej 2014 r.). Obecnie pracuje nad kolejnym tytułem – tym razem dotyczącym polskich służb specjalnych.