Greta Thunberg: Chcę, żebyście panikowali! No i wykrakała, strach przed globalnym ociepleniem to już prawdziwa epidemia

Tropikalne upały, dotkliwe susze, powodzie i trąby powietrzne. Tonące wyspy, zdychające zwierzęta, brak jedzenia na półkach. Nastrój apokalipsy. Straszenie konsekwencjami zmiany klimatu miało zmobilizować ludzi do działania. Ale coraz częściej słyszymy, że zamiast zakasać rękawy do roboty, kulimy się w sobie i skarżymy na stany lękowe.

Fot. Anders Hellberg/commons.wikimedia.org/CC BY-SA 4.0

Nie chcę waszej nadziei. Chcę, żebyście panikowali – mówiła z kamienna miną Greta Thunberg, opowiadając w Davos o konsekwencjach zmian klimatu.

Cała jej wypowiedź była najeżona celnymi metaforami i hiperbolami. Nie wiem, czy wypowiadając te słowa, Greta wiedziała o tym, że ta panika faktycznie ma miejsce. I jak ta panika, paraliżuje, zamiast skłaniać do refleksji i współdziałania.

Coraz bardziej się boimy

Światowe media coraz częściej pochylają się nad problemem „ekolęku” (z ang. – eco-anxiety). Określenie zostało ukute ponad 10 lat temu. Wówczas odnosiło się głównie do grupki naukowców i analityków, którzy zajmowali się zmianami klimatu. Wraz z wchodzeniem tematu globalnego ocieplenia do mainstreamu, zjawisko zaczęło się jednak rozszerzać.

W 2017 r. Amerykańskie Towarzystwo Psychologiczne (APA) opublikowało raport podkreślający wpływ zmian klimatu na psychikę człowieka. Czytamy tam, że „stopniowe, długoterminowe zmiany klimatu mogą ujawnić wiele różnych emocji, w tym strach, gniew, poczucie bezsilności lub wyczerpania”.

Przesada? Przypomnijmy sobie chociażby głośny wywiad prof. Szymona Malinowskiego z Polskiej Akademii Nauk. W rozmowie z „Gazetą Wyborczą” naukowiec miał łzy w oczach, przekonując czytelników, że niebawem wszyscy wyginiemy, a dla jego potencjalnych wnuków nie ma żadnej przyszłości.

W Szwecji szerzy się flygskam, czyli wstyd przed lataniem. Jedna z felietonistek „The Guardian” pisała, że budzi się w nocy i zastanawia, nad zrobieniem zapasów na czarną godzinę. Katastrofa klimatyczna budzi w niej daleko mocniejsze uczucia niż brexit, o którym trąbi cała Wielka Brytania. Jej córka namawia ją do budowy schronu. Najlepiej gdzieś w Nowej Zelandii, idąc w ten sposób tropem miliarderów z Doliny Krzemowej.

Globalne ocieplenie na antydepresantach

Psychologowie alarmują, że silne emocje związane ze zmianami klimatu coraz częściej wymykają się spod kontroli. Przedstawiciele The Climate Psychology Alliance (CPA) powiedzieli „The Daily Telegraph“, że dzieci skarżące się na lęk ekologiczny otrzymują nawet leki psychiatryczne.

Eskalacja nastąpiła podobno w te wakacje. Trudno się temu dziwić. W Polsce już w czerwcu mieliśmy więcej tropikalnych nocy niż przez ostatnich kilka lat, a w niektórych miejscowościach zaczęło brakować wody.

W wielu krajach Europy ludzie po raz pierwszy zaczęli sobie uświadamiać, że globalne ocieplenie nie jest wizją przyszłości, abstrakcją jak załogowe loty na Marsa. Konsekwencje zmian klimatu czujemy tu i teraz. A z każdym rokiem może być coraz gorzej.

Kierownik CPA (i nauczycielka zarazem) Caroline Hickman opowiadała, że jej podopieczni mają wątpliwości, czy opłaca się uczyć do egzaminów i iść na studia.

Powiedz im, że niektóre gatunki wymierają, a niektórzy ludzie są ranni, ale nie mów, że wszyscy umrzemy, bo to nieprawda – radzi rodzicom.

Nie do śmiechu jest ich rówieśnikom z Australii. Badania pokazały, że 90 proc. dzieci martwi się zmianami klimatu, a aż 70 proc. myśli o ich konsekwencjach dzień w dzień. W Polsce Młodzieżowy Strajk Klimatyczny, który odbędzie się 20 września, ma zmobilizować uczestników z 60 miast.

Psycholodzy zastrzegają, by nie traktować ekolęku jako choroby psychicznej, bo jego podstawy są całkowicie racjonalne. Problem w tym, że troska o klimat zamiast skłaniać do wspólnego działania, wywołuje poczucie beznadziei. A raport APA mówi nawet o ryzyku nadwyrężenia relacji społecznych, wzroście agresji i przestępczości. A to nie jest fundament, na którym można zbudować takie cuda cywilizacji jak bezemisyjna gospodarka.

Po latach domagania się uwagi i straszenia przerysowaniami, aktywiści powinni zmienić strategię. Fakty dotyczącego zmian klimatu dotarły już do wszystkich, do których miały dotrzeć. Dla reszty nie ma nadziei – będzie obstawać przy swoim, w negacjonistycznym fanatyzmie plasując się gdzieś między płaskoziemcami a antyszczepionkowcami. Teraz przyszedł czas na wskazywanie rozwiązań, bo samą troską i zamartwianiem się, jak świat światem, jeszcze nikt nikomu nie pomógł.