Kichnięcie pozostaje w miejscu. Tak Główny Instytut Górnictwa zbagatelizował zagrożenie

Dopiero na początku maja Polska Grupa Górnicza zorganizowała przesiewowe badania górników na obecność koronawirusa. Wcześniej państwowa spółka cały czas zasłaniała się zamówioną w Głównym Instytucie Górnictwa opinią, która wykluczyła zagrożenie epidemią. I teraz mamy tego konsekwencje.

We wtorek padł dobowy rekord zakażonych koronawirusem w Polsce – 595. Na ten wynik zapracowało przede wszystkim województwo śląskie, gdzie wykryto aż 492 nowe przypadki Covid-19. Aż 416 z nich to górnicy z pięciu kopalń: Jankowice w Rybniku, Murcki–Staszic w Katowicach, Pniówek w Pawłowicach, Sośnica w Gliwicach oraz Bobrek w Bytomiu.

Cała Polska zadaje sobie teraz pytanie: skąd tak nagły wzrost zakażeń i dlaczego właśnie w kopalniach? Aby na nie odpowiedzieć, musimy nieco cofnąć się w czasie.

Bizblog.pl poleca

Załogi są bezpieczne

Dysponujemy opinią Głównego Instytutu Górnictwa, która wskazuje, że warunki dołowe, czyli temperatura i przewietrzanie wszystkich wyrobisk sprawiają, że to środowisko nie pozwala na przenoszenie się wirusa i w związku z tym załogi zjeżdżające na dół są bezpieczne

– przekonywał w marcu Adam Gawęda, ówczesny pełnomocnik rządu ds. górnictwa.

Kulisy pojawienia się tej kontrowersyjnej, ale przede wszystkim niezgodnej z prawdą opinii GIG dokładnie opisuje wieloletni dziennikarz i były dyrektor TVP Katowice Tomasz Szymborski.

Wszystko zaczęło się 17 marca, kiedy zorganizowano specjalną telekonferencję. Wzięli w niej udział najważniejsi ludzie polskiego górnictwa: szef PGG, prezes GIG, prezes Wyższego Urzędu Górniczego, przedstawiciele JSW, Węglokoksu Kraj, Tauronu Wydobycie, Lubelskiego Węgla „Bogdanka”, a także reprezentanci służb sanitarnych.

Kichnięcie pozostaje w miejscu

I właśnie tam Adam Gawęda pochwalił się opinią GIG – zamówioną przez JSW. Znalazły się w niej wręcz kuriozalne zapisy.

Jeżeli w atmosferze kopalnianej ktoś „kichnie”, to ten aerozol nie jest rozprzestrzeniany na całą przestrzeń (kubaturę) wyrobisk podziemnych, tylko ten aerozol pozostaje w miejscu „kichnięcia” lub w jego najbliższym otoczeniu

– przekonywali górniczy eksperci.

Swoje trzy grosze wtrącił też sam prezes GIG prof. Stanisław Prusek, który pisał: „istotny wniosek opinii GIG stwierdza, iż nie zachodzi konieczność dezynfekcji całego rejonu kopalni, w którym przebywała osoba, co do której istnieje podejrzenie zarażenia koronawirusem”.

Do przedstawicieli górniczej branży poszedł jednoznaczny sygnał: jesteście bezpieczni.

Raczej koncert życzeń niż bezpieczeństwo

Dzisiaj jest już jasne, że eksperci GIG po prostu się mylili. Tyle że ta pomyłka jest bardzo kosztowna. Liczba zakażonych Covid-19 górników rośnie lawinowo, a Śląsk porównywany jest coraz częściej do włoskiej Lombardii. Trudno nie odnosić wrażenia, że tego wszystkiego można było uniknąć, gdyby górnictwo w czasie pandemii od początku traktować jak resztę kraju. 

Zdecydowano jednak inaczej. I trudno tutaj doszukiwać się przypadku. Wszak taka, a nie inna opinia GIG trafiła do rąk ludzi, którzy z górnictwem są związani od dziesięcioleci i doskonale zdają sobie sprawę z charakteru pracy pod ziemią. Musieli wiedzieć, że groźny na powierzchni wirus jest niebezpieczny też na dole w kopalni. Mimo to zamówiona przez JSW ekspertyza GIG stała się dla wszystkich wygodną tarczą. Do czasu.

Zastanawiać może fakt, co powodowało tymi wszystkimi ludźmi. Strach sprzed ekonomicznym krachem PGG? Ekspert górniczy Jerzy Markowski stawia sprawę jasno: przecież można we wszystkich kopalniach największej węglowej spółki w Europie wstrzymać pracę. I energii nad Wisłą z tego powodu nie zabraknie. Bo na przykopalnianych zwałach jest już ponad 7,5 mln ton węgla. Jest więc czym palić. 

Sprawa jest poważna, nawet bardzo. Przez opieszałości epidemiologiczne w kopalniach województwo śląskie jest teraz tykającą bombą. Mówi się o zamknięciu regionu od reszty kraju. Skutki gospodarcze dla całego kraju mogą być bardzo bolesne. Tym bardziej samej opinii GIG, jak i im autorom powinni bliżej przyjrzeć się śledczy.