Polki na propsie. Głodne sukcesów, bez kompleksów, istne wulkany energii. Cel? Rewolucja w IT

Geek Girls Carrots to fundacja i społeczność kobiet w IT, które chcą dzielić się wiedzą i umiejętnościami. Pomagają sobie w znajdowaniu pracy i podnoszeniu umiejętności, a jednocześnie motywować do podejmowania nowych wyzwań. Od nieco ponad roku fundacji szefuje Małgorzata Ratajska-Grandin, uhonorowana wcześniej tytułem Innovators under 35. Otrzymała go w czasie pracy nad własnym startupem Yagram Health. Dziś jej startupem Karotki – jak zwykło nazywać się Geek Girls Carrots. Z prezes GGC Bizblog.pl rozmawia o roli kobiet w IT, dyskryminacji, startupach i nowych inicjatywach Karotek.

GGC powstało przed siedmiu laty. Przez ten czas jej przedstawicielki zorganizowały 700 eventów w 34 miastach na czterech kontynentach. Dziś najważniejszą serią wydarzeń wydaje się Hacking Carrots, które koncentrują się na wyzwaniach wyznaczonych przez ONZ. Chodzi o cele zrównoważonego rozwoju, takie jak wzrost gospodarczy, inkluzywność i ochrona środowiska. W czerwcu w Warszawie odbył się hackaton, w którego czasie uczestnicy rywalizowali o 25 tys. zł na realizację swojego projektu.

Małgorzata Ratajska-Grandin, prezes GGC.

Karotki zostawiłem na koniec wywiadu. Rozmowę z Małgorzatą Ratajską zaczynam od sytuacji kobiet w IT w Polsce i na świecie.

Karol Kopańko, Spider’s Web: Czytając pani CV, uderzyła mnie duża liczba wyróżnień i wygranych konkursów na pograniczu biznesu i IT. To oczywiście świetnie wpisuje się w historię opowiadaną przez Karotki. Dlatego chciałbym Panią zapytać o osobiste doświadczenia związane z przebijaniem się przez świat IT zdominowany przez mężczyzn. Sam pracując w IT, nie widzę, aby kobiety były traktowane inaczej.

Małgorzata Ratajska-Grandin, prezeska Geek Girls Carrot: Fakty są nieubłagane. Tylko 28 proc. startupów ma wśród założycieli wspólniczkę. A tylko połowa z nich jest zarządzana przez kobiety. Jeśli chodzi o sektor, VC te dane są jeszcze gorsze. W Europie kobiety stanowią zaledwie 5 proc. wśród partnerów zarządzających funduszami, a w USA ok. 9 proc.

Osobiście nie miałam styczności z jawnymi przejawami dyskryminacji, o których mogłabym opowiedzieć. Natomiast trudno mi ukryć fakt, że wielokrotnie spotkałam się z sytuacjami, w których miałam wrażenie, że nie pasuję do towarzystwa. Moment, kiedy wchodzisz na galę dla przedsiębiorców i ⅘ sali to panowie w garniturach, a na palcach jednej ręki można policzyć młode kobiety, nie należy do najbardziej naturalnych. Niestety, jest to normą na wydarzeniach dla przedsiębiorców.

Bizblog.pl poleca:

Druga sprawa to komunikacja. Partnerzy komercyjni przyzwyczajeni są do rozmów i negocjacji z mężczyznami, a sposób wypowiedzi kobiet odbierają zbyt często jako słabość lub brak pewności. I tu ponownie wielokrotnie spotkałam się z sytuacjami, gdzie najefektywniejszymi spotkaniami biznesowymi były te, na które chodziłam ze wspólnikiem, Belgiem w średnim wieku, który był niejako gwarantem, że nasze przedsięwzięcie zostanie potraktowanie poważnie. Całe spotkanie mogłam prowadzić sama, wystarczyło, by się ze mną pojawił.

Właśnie, prowadziła Pani w Belgii startup Yagram Health, ale na LinkedInie widzę, że to już zakończony rozdział.

Jak to często w startupach bywa — po dużej dawce skrajnych emocji przyszedł okres stagnacji. Firma działała, generowała przychody, ale niewystarczające, aby pokryć koszty w dłuższej perspektywie. Naszymi klientami były szpitale, proces negocjacji z takimi jednostkami jest długi i wymaga, aby struktura firmy była stabilna. My jej nie mieliśmy. W pewnym momencie należało spojrzeć prawdzie w oczy i podjąć trudną decyzję o przerwaniu przygody. Cztery lata prowadzenia firmy to jeden z najciekawszych okresów w moim życiu. Takiej wiedzy o rynku, rozmowach z klientami, procesie negocjacji, zarządzaniu finansami, umowach i samej sobie, które zdobyłam, nie dałyby mi żadne studia MBA.

Czy Polska bardzo różni się od Belgii pod kątem obecności kobiet w IT?

Na początku małe wprowadzenie. Na przełomie października i listopada 2018 r. brałam udział w prestiżowym programie organizowanym przez Departament Stanu o nazwie Hidden no more, skierowanym do kobiet liderek, działających na rzecz kobiet i dziewczynek w obszarze STEM. Inspiracją do programu był film Hidden no more, stąd ta nazwa. Razem z 49 innymi kobietami, nie tylko z Europy, ale też z innych kontynentów, przez 3 tygodnie spotykaliśmy się z przedstawicielami świata nauki, startupów i organizacji pozarządowych, aby dyskutować na temat miejsca i roli kobiet w STEM. Konkluzja z mojego wyjazdu jest taka, że Europa na tle innych kontynentów jest liderem, a różnice między poszczególnymi krajami, w tym Polską, są niewielkie. Ale nawet w tak wysoko uświadomionych krajach, jak Islandia, pojawiają się przejawy dyskryminacji.

Wiele osób narzeka na doradztwo zawodowe, które niewiele ma wspólnego z praktyką.

Zdecydowanie, mamy przestarzały i niewydajny system przy wyborze kierunków specjalizacji czy studiów i nie promujemy wzorców do naśladowania. To wspólne wyzwanie dla wszystkich.

Z drugiej strony istnieje wiele lokalnych, doskonałych projektów, z którymi się spotkałam podczas swojego wyjazdu. To krótkie programy edukacyjne organizowane przez uczelnie wyższe i skierowane do uczennic w wieku 12-15 lat, pobudzające ich zainteresowanie kierunkami ścisłymi i zdobywaniem wiedzy, które mają potencjał do wyskalowania, aby na stałe wpisać się w program nauczania i zmienić proporcję na kierunkach inżynierskich. Patrząc na globalne zainteresowanie problematyką wzmacniania dziewczyn i kobiet, myślę, że zmierzamy w dobrym kierunku.

Zespół Geek Girls Carrots.

Jednak wydaje mi się, że z roku na rok stajemy się coraz bardziej zamkniętym i homogenicznym społeczeństwem.

Nie zgodzę się z panem. Jeśli miałabym generalizować, to powiedziałbym, że z roku na rok stajemy się społeczeństwem coraz bardziej spolaryzowanym. Co do kwestii zróżnicowania zespołów to wszystko zależy od perspektywy i skali.

Posłużę się przykładem. Wyobraźmy sobie zespół, złożony jedynie z młodych chłopaków o różnych specjalizacjach, ale bardzo podobnym życiorysie, wszyscy ukończyli kierunek techniczny na politechnice. Nigdy nie mieszkali poza krajem, a zaraz po studiach podjęli staż w dużej firmie konsultingowej, awansując w firmowej hierarchii. Dzisiaj zespół ten ma opracować koncepcje nowych usług bankowych, skierowanych do seniorów lub sektora zdrowia. Jaki jest potencjał innowacyjności, znajomość potrzeb użytkowników wśród zespołu o bardzo podobnych profilach? Niski.

Bizblog.pl poleca tego autora:

Czy wasze doświadczenie pokazuje, że zróżnicowane zespoły generują lepsze produkty?

Zdecydowanie. Struktura zespołu, a dokładniej brak w niej różnorodności, odzwierciedla się w bardziej konserwatywnych decyzjach technologicznych, jakie będzie podejmował ten zespół we współpracy z biznesem, jak i słabszej komunikacji z klientem oraz mniejszej efektywności w rozwiązywaniu problemów. Doświadczenia poszczególnych członków mają ogromny wpływ na funkcjonowanie i efektywność zespołu jako całości, a szerzej firmy. Mówiąc o promocji różnorodności, mówimy też o otwarciu się pracodawców na nietypowe ścieżki kariery, np. osoby, które się przebranżowiły i mają już za sobą kilka lat pracy w innym sektorze. To jest równie cenne.

Jedna z inicjatyw Karotek – Carrots Academy.

A czy jest coś – właśnie w tym globalnym wymiarze – czego brakuje polskim przedsiębiorcom?

Aby zmienić status quo, trzeba mieć odwagę myśleć inaczej, niesztampowo. Nie bać się zaangażować w sprawy społeczne czy publiczne. W Polsce pokutuje przekonanie, że sprawy publiczne to domena polityki, a ta jest brudna. W Belgii społeczeństwo jest aktywnie zaangażowane w życie lokalne i różne struktury społeczne, a przez to bardziej świadome wyzwań o charakterze globalnym.

Jeśli miałabym coś radzić polskim aspirującym przedsiębiorcom lub innowatorom to: nie bójcie się zaangażować w sprawy społeczne, nie unikajcie życia politycznego, możecie mieć na nie realny wpływ.

Chyba właśnie podobny plan realizujecie w Karotkach. Kiedyś GGC kojarzyłem głównie z aktywizacją kobiet w IT. Co dziś jest głównym celem organizacji?

Dzisiaj nie tyle chodzi o aktywizację, co o kształtowanie kobiet-liderek, świadomie wybierających ścieżki kariery i tempo, w jakim chcą się rozwijać, ekspertek IT pewnie nawigujących w świecie nowych technologii, ale też świadomych wyzwań społecznych i środowiskowych, z którymi tworzone przez nich produkty mają się zmierzyć.

GGC to jedna z największych i najbardziej znanych organizacji tego typu. Jak funkcjonujecie? Właśnie wewnętrzna organizacja stała się przedmiotem krytyki GGC przed trzema laty.

Jeśli chodzi o strukturę GGC, społeczność organizuje się w ośrodkach lokalnych kierowanych przez organizatorki – wolontariuszki, z którymi podpisywane są umowy o wolontariacie. Dziewczyny i chłopaki angażujące się w działania GGC otrzymują możliwość działania pod egidą Karotek, wsparcie merytoryczne, wiedzę na temat organizacji eventów, narzędzia do pracy i kontakty. W zamian dzielą się swoim czasem, energią i zaangażowaniem na rzecz społeczności. Część projektów, ze względu na skalę oraz naturę działań inicjowana jest przez centralę, ale dużo miejsca pozostaje na inicjatywy oddolne, realizację własnej wizji działania organizacji w regionie.

Jak to działa na poziomie centralnym?

Dzisiaj działaniami Geek Girls Carrots zarządza czteroosobowe biuro Fundacji. Dzięki stałemu zespołowi możemy realizować projekty z partnerami korporacyjnymi i instytucjami publicznymi. Na pewno zwiększyła się też ich częstotliwość w porównaniu z projektami sprzed trzech lat. Większa skala działania w partnerstwie z prywatnymi i publicznymi podmiotami to także nowe podejście do procesów wewnętrznych w samej społeczności, od odświeżenia logo i zmiany strony internetowej zaczynając, na procesie organizacji eventów i planowania działań w skali roku kończąc. Śmiało mogę powiedzieć, że organizacja się sprofesjonalizowała.

CivicTechMeetup zorganizowany przez GGC.

A w praktyce? Czy mogłaby Pani opowiedzieć nieco o działaniach, jakie podejmujecie?

GGC wyrosła na potrzebie pokazania dziewczynom możliwości przebranżowienia się, zmiany kierunku kariery już po studiach, a nawet kilku latach pracy zawodowej. Realizowaliśmy i nadal realizujemy tę misję przez promocję tzw. role models, kobiet, które osiągnęły sukces i chcą się dzielić swoją historią z innymi. Dzisiaj te tematy nadal pozostają aktualne, ale duży akcent w naszej działalności stawiamy na “upskilling”, czyli umożliwienie dziewczynom zdobycia nowych kompetencji, poszukiwanych na rynku, tak aby zawodowo mogły stać się atrakcyjnymi kandydatkami, które pracodawcy będą dosłownie rozchwytywać. Projekty takie jak Carrots Academy powered by Accenture, realizujemy w ścieżkach związanych stricte z programowaniem, jak i w obszarach na pograniczu technologii i biznesu, takich jak konsultant SAP czy Salesforce.

Drugim obszarem działania jest edukacja. W 2018 r. rozpoczęliśmy w partnerstwie z Przestrzenią from Facebook cykl warsztatów pt. Rozwój Kompetencji Cyfrowych — skierowany do osób, które na co dzień nie pracują w sektorze nowych technologii. To zupełnie nowe działania Fundacji. Uważamy, że wiedza z zakresu marketingu cyfrowego, cyberbezpieczeństwa, systemów informacji i modeli biznesowych za nimi stojących, to alfabet współczesnego świata. Bez niej nie jesteśmy w stanie świadomie się w nim poruszać. Rozwój Kompetencji Cyfrowych to nie jedyny projekt edukacyjny z zakresu edukacji cyfrowej, który prowadzimy. W styczniu 2020 rozpoczynamy nowy cykl szkoleń o nazwie Go Carrots. Na razie nie mogę zdradzić jeszcze wszystkich szczegółów, ale zapraszam do śledzenia naszego profilu.

Trzeci obszar działań edukacyjnych, mogę zdefiniować jako tech for good. Jest on dla nas szczególnie ważny. Zależy nam, aby w działaniach, które inicjujemy wokół nowych technologii zwracać szczególną uwagę na sens tworzenia nowych produktów i usług, a nie tylko na aspekt technologiczny. Jesteśmy przekonane, że dzisiaj, bardziej niż kiedykolwiek, konieczne jest działanie osób o kreatywnym i innowacyjnym podejściu do rozwiązywania problemów społecznych i środowiskowych. Chcemy tą wizją zarazić młodych twórców technologii i skłonić ich do wykorzystywania ich umiejętności na rzecz dobra społeczeństwa i planety.

Zauważyłem również, że w komunikacji podkreślacie cele ONZ.

Przez ostatnie 7 lat istnienia społeczność GGC w dużej mierze była skupiona wokół tematów jak tworzyć nowe produkty i usługi technologiczne. Rzeczywistość, w jakiej się poruszamy, uległa jednak diametralnej zmianie od 2011 roku, kiedy Kamila Sidor organizowała pierwsze meetupy. Dzisiaj podstawowym pytaniem, które ciśnie się na usta, jest po co tworzymy te produkty i usługi.

Cele ONZ to katalog realnych problemów współczesnego świata. GGC odwołuje się do niego, bo wierzymy, że każde z tych 16 wyzwań powinno znaleźć nowe rozwiązanie i warto poświęcić mu swoją uwagę i energię. Nie znam lepszej i pełniejszej definicji tego, co powinno się zmienić, jeśli nie chcemy uniknąć globalnej katastrofy.