Zima 2019 – Gazprom po raz ostatni zakręci Polsce kurek?

Leniwe sierpniowe słońce nie zachęca do myślenia o zimie. Pierwsze mrozy będą jednak brzemienne w skutkach dla regionu Europy Środkowej. Splot wielu czynników powoduje, że coraz realniejszy jest wybuch kolejnej wojny gazowej, która dotknie Polskę. 

Jak informuje rosyjska prasa (np. Kommiersant) mamy dziś do czynienia z rekordowym zapełnieniem magazynów gazowych w Europie Zachodniej. Zwykle takie poziomy zapasów były osiągane dopiero późną jesienią. Powodów takiego stanu rzeczy jest oczywiście kilka np. stosunkowo ciepła zima i mniejsze niż zwykle zużycie surowca. Nie można jednak pomijać kluczowego czynnika jakim jest głęboki niepokój europejskich przedsiębiorstw dotyczący ryzyka politycznego, którym jest obciążony przyszły sezon grzewczy. 

Końcówka roku będzie bardzo nerwowa. Wygasają dwie kluczowe umowy na tranzyt rosyjskiego gazu do Europy Zachodniej – przez Ukrainę i Polskę. Jednocześnie nie wiadomo czy nowy rosyjski projekt omijający te kraje tj. Nord Stream 2 będzie już działać. Wszystko to wywołuje głęboki niepokój Unii Europejskiej i może świadczyć o tym, że czeka nas najgłębszy kryzys gazowy od dekady.

Co z Nord Stream 2?

Nowa nadzieja Gazpromu, gazociąg Nord Stream 2, to podmorska rura, która docelowo wraz z końcem br. miała umożliwić Rosjanom dosłowne „zalanie” gazem europejskich rynków i związanie ich wieloletnimi umowami. To odpowiedź na presję ze strony m.in. amerykańskich firm, które korzystając z wzrastającej atrakcyjności elastycznych dostaw gazu skroplonego za pomocą specjalistycznych statków coraz skuteczniej konkurują z klasycznymi rurociągami. 

Stany Zjednoczone i część krajów Europy Środkowo-Wschodniej mocno atakują najnowszy projekt Gazpromu wskazując na nadużywanie przez tę firmę swojej monopolistycznej pozycji w dawnych krajach satelickich Związku Sowieckiego. Nord Stream 2 jest zagrożone m.in. amerykańskimi sankcjami, przepisami antymonopolowymi UE (chodzi o tzw. dyrektywę gazową) etc. Jednak najistotniejszym problemem dla tej inwestycji jest obecnie Dania, która zwlekając z pozwoleniem na budowę rosyjskiego gazociągu na swoich wodach terytorialnych prawdopodobnie opóźni harmonogram oddania tej rury do użytku. Transport gazu rosyjskiego zimą 2019 r. poprzez Nord Stream 2 jest coraz mniej prawdopodobny. 

Ku nowej wojnie gazowej

Kwestia nowego bałtyckiego gazociągu Gazpromu jest ściśle związana z dwiema umowami tranzytowymi, które ustalają zasady transportu rosyjskiego gazu do Europy Zachodniej przez Polskę (Gazociąg Jamalski) i Ukrainę (system „Braterstwo”) i wygasają z końcem roku. Zgodnie z rosyjską logiką dobre warunki do wynegocjowania nowych kontraktów i zabezpieczenie interesów Gazpromu jest możliwe jedynie w przypadku zamanifestowania swojej siły przy równoczesnej słabości drugiej strony. W tym kontekście ponadstandardowe zapełnienie magazynów gazu w Europie Zachodniej może sugerować szerszy konflikt gazowy na niespotykaną od niemal dziesięciu lat skalę. 

Dziś Polska i Ukraina znajdują się w o wiele bardziej komfortowej sytuacji aniżeli w 2009 r. gdy swoje apogeum osiągnęła ostatnia, duża wojna gazowa w Europie Środkowo-Wschodniej. Oczywiście Gazprom krótkotrwale wstrzymywał lub zmniejszał w późniejszych latach swoje dostawy, ale były to incydenty na niewielką skalę obliczone raczej na efekt psychologiczny, a nie kwestie negocjacyjne.

W przypadku Polski kłopoty z rosyjskim gazem pojawiły się nieprzypadkowo podczas szczytu NATO w Warszawie czy wizyty prezydenta Donalda Trumpa. Tej zimy może nas czekać jednak o wiele większa skala działań rosyjskich. Stawką będą nowe umowy tranzytowe na warunkach rosyjskich, przy czym dziś ani Polska, ani Ukraina nie mają ochoty takich podpisywać. 

Jak może wyglądać konflikt gazowy?

Ponieważ strona polska dysponuje dziś tzw. „gazoportem” w Świnoujściu (właściwie terminalem LNG) rzucenie jej na kolana jest dużo trudniejsze niż dziesięć lat temu. Również Ukraińcy w ostatnich latach pokazali, że posiłkując się dostawami ze Słowacji realizowanymi przez zachodnie koncerny są w stanie obejść się bez gazu od Gazpromu (choć liberalizacja dotowanego od lat rynku niesie ryzyko gigantycznych podwyżek i niepokojów społecznych). Niemniej Rosjanie, aby uzyskać odpowiedni efekt mogą sięgnąć po metody hybrydowe. Przykład?

Wstrzymanie dostaw gazu z Rosji w momencie gdy temperatury będą niskie mogłoby być w pewnych warunkach dla polskich władz kłopotliwe, a gdyby nałożyły się na to również „problemy techniczne” z transportem surowca gazociągiem Nord Stream do Niemiec, to sytuacja byłaby naprawdę groźna. Republika Federalna to przecież jedyny kierunek, z którego można ściągnąć duże ilości surowca z pominięciem Rosji, a możliwości terminala LNG nie są wystarczające w kontekście potrzeb całej polskiej gospodarki (dlatego budujemy Baltic Pipe).

Taki scenariusz nie jest wcale nieprawdopodobny. Aby to udowodnić, przeanalizujmy dwie sytuacje z początku roku 2018, które zamieściłem w swojej książce „Stawka większa niż gaz”:

W pierwszych miesiącach 2018 roku mieliśmy do czynienia z równoczesną awarią gazociągu Forties, dostarczającego gaz z Morza Północnego do Wielkiej Brytanii, oraz węzła gazowego w austriackim Baumgarten. W takim momencie, gdy szalały ceny, a dostawy były utrudnione, szantaż rosyjski na Polskę okazałby się niezwykle skuteczny.

Z kolei na przełomie lutego i marca 2018 roku Europę nawiedziła fala ostrych mrozów nazwanych przez media „syberyjską bestią”. Spowodowała ona rekordowe zużycie gazu, co szybko przełożyło się na jego ceny. Presja cenowa na lokalnych giełdach zmniejszyła atrakcyjność sprowadzania surowca drogą morską w formie LNG. Tymczasem zapasy zachodnioeuropejskich magazynów gazu szybko się kończyły i gdyby nie Gazprom sytuacja wymknęłaby się spod kontroli.

To tylko dwa przykłady scenariuszy, które przy złych intencjach Rosjan postawiłyby Polskę i Ukrainę przed dużymi dylematami. A przecież paleta możliwości jakimi dysponuje pozbawiony skrupułów Kreml jest dużo szarsza. NATO wśród analizowanych możliwości za pomocą, których Rosja może uderzyć w bezpieczeństwo energetyczne członków Paktu wymienia m.in. sztucznie wywołane incydenty ekologiczne paraliżujące żeglugę w określonych miejscach, akty sabotażu, w tym wysadzanie kluczowych gazociągów etc. 

Ostatnia taka zima

Zima przełomu 2019/2020 r. może być ostatnią już w historii próbą sił pomiędzy Gazpromem i jego klientami w Europie Środkowej. Miejmy nadzieję, że zwycięską dla Polski. Życzyłbym nam także tego by krajowe projekty zapewniające nam pełne bezpieczeństwo gazowe (np. Baltic Pipe) zostały oddane do użytku zgodnie z planem w 2022 r. Rosjanie to jednak trudny przeciwnik, a „Dziadek Mróz” już kilkukrotnie wspomógł ich w historycznych sporach. Czy tej zimy będzie podobnie?