Czekali na Dziadka Mroza, a przyszła zaraza. Takiego rozczarowania Gazprom może nie udźwignąć

Gazprom, postrach Europy Środkowej i energetyczne narzędzie nacisku Kremla, słabnie w oczach. Poturbowany przez ciepłą zimę, koronawirusa i amerykańskie sankcje uderzające w Nord Stream 2 musi mierzyć się także z uderzającą w niego rewolucją LNG.

Najgłośniejsza informacja dotycząca rynku gazu w tym tygodniu dotyczyła niemal pustego Gazociągu Jamalskiego. To rurociąg biegnący z Rosji przez Białoruś do Polski i Niemiec, który od początku swojego istnienia był jednym z symboli rynkowej dominacji Gazpromu w Europie Środkowej.

Gdybyśmy jeszcze dekadę temu usłyszeli, że tranzyt surowca ze Wschodu na Zachód za pomocą Jamału niemal się nie odbywa, byłoby to równoznaczne z wybuchem wojny gazowej i dużymi problemami Polski. Zmiany rynkowe, jakie miały miejsce w ostatnich latach, spowodowały, że dziś jest zupełnie odwrotnie. Pusty Jamał to symbol problemów Gazpromu, który powoli staje się cieniem samego siebie.

Bizblog.pl poleca

Mróz zawiódł, COVID-19 urósł w siłę

Zwykle Rosjanom w ich historii przybywał w trudnych chwilach na ratunek „dziadek mróz”, ale tej zimy było inaczej. Była niezwykle ciepła, co rzutowało na niewielkie zużycie gazu. W nadchodzących latach może być podobnie ze względu na globalne ocieplenie. Systematycznie kurczy się sezon grzewczy, co jest problemem nie tylko firm gazowych, ale i ciepłowniczych.

Drugi istotny czynnik, który uderzył w rosyjski koncern, to wybuch pandemii COVID-19. Próby ograniczenia jej rozwoju przełożyły się na lockdown gospodarek. Zamknięto lub ograniczono produkcję firm, opustoszały urzędy, szkoły, galerie handlowe. Doprowadziło to do najpoważniejszego kryzysu gospodarczego od drugiej wojny światowej. W takiej sytuacji popyt na gaz musiał spaść.

Ciepła zima i COVID-19 mocno wpłynęły nie tylko na sam Gazprom, ale na wspomniany na początku tekstu przesył surowca Gazociągiem Jamalskim. Choć długofalowo rura pozostanie najprawdopodobniej w użyciu (może to zależeć np. od powodzenia projektu Nord Stream 2), to staje się ona powoli symbolem problemów trapiących rosyjskiego giganta. Coraz bardziej widać dwa trendy, które podważają jego dotychczasową pozycję.

Rozwój rynków i rewolucja LNG

Pierwszy dotyczy oczywiście rozwoju infrastruktury gazowej i zmian rynkowych, które zmieniają zasady gry w dawnych państwach satelickich Związku Sowieckiego, a nawet krajach powstałych na jego gruzach. Powstają połączenia Północ – Południe integrujące rynek (Sowieci budowali gazociągi w układzie Wschód – Zachód); wszystkie rurociągi oddawane obecnie do użytku posiadają rewers (możliwość wysyłania surowca w obu kierunkach); oddaje się do użytku terminale LNG dostarczające z morza w sposób elastyczny gaz z wielu kierunków na całym świecie; powstają odizolowane sieci, do których realizuje się dostawy gazu skroplonego.

Jednym słowem, w Europie Środkowej, zaczyna być wreszcie normalnie. Rządzi rynek, konkurencja, cena, a nie uwarunkowania polityczne.

Drugi trend podważający dotychczasową pozycję Gazpromu to bankructwo modelu, w którym spółka realizuje wytyczne polityczne. Największy koncern gazowy w Rosji, wykonując polecenia Kremla i kierując się w swoich decyzjach przesłankami niezwiązanymi z biznesem, zaczął systematycznie tracić kluczowych klientów. Brak dostaw realizowanych na Ukrainę, coraz mniejszy eksport do Turcji, perspektywa utraty rynku polskiego po oddaniu do użytku, Baltic Pipe to tylko najbardziej spektakularne z przykładów.

W istocie problem jest dużo większy. Rosnąca aktywność amerykańska w Europie Środkowej doprowadziła do objęcia sankcjami Nord Stream 2, zakontraktowania dużych dostaw do terminalu LNG w Świnoujściu i początku penetracji rynku ukraińskiego.

Jeżeli potwierdzą się plotki o kolejnym pakiecie obostrzeń, który miałby uniemożliwić oddanie do użytku Gazociągu Północnego 2, to wytworzyłoby to zupełnie nową sytuację także w Niemczech, które zaczynają coraz bardziej otwarcie interesować się LNG.

Jaka przyszłość czeka Gazprom?

Trwałe zmiany rynkowe i bankructwo modelu biznesowego opartego zbyt mocno o politykę sugerują, że prawdziwe problemy dopiero przed Gazpromem. W tym kontekście strata za pierwszy kwartał w wysokości 414 mln dolarów, pierwsza w historii tego przedsiębiorstwa, to zwiastun czegoś dużo poważniejszego niż trudne, sezonowe warunki makroekonomiczne.

Trudno na razie cokolwiek prognozować, ale specjaliści od marketingu zarekomendowaliby z pewnością jego rebranding i częściową prywatyzację. W ten sposób podmiot mógłby zostać dokapitalizowany i nieco złagodzić swój surowy wizerunek. Działania w tym kierunku zapewne zostaną podjęte niebawem, gdy Rosja nieco otrząśnie się z pogrążającej ją pandemii COVID19.

Piotr Maciążek: publicysta specjalizujący się w tematyce sektora energetycznego. W 2018 r. nominowany do najważniejszych nagród dziennikarskich (Grand Press, Mediatory) za stworzenie fikcyjnego eksperta Piotra Niewiechowicza, który pozyskał wrażliwe informacje o projekcie Baltic Pipe z otoczenia ministra Piotra Naimskiego. Autor książki „Stawka większa niż gaz” (Arbitror 2018 r.), współautor książki Młoda myśl wschodnia (Kolegium Europy Wschodniej 2014 r.). Obecnie pracuje nad kolejnym tytułem – tym razem dotyczącym polskich służb specjalnych.