Gazetki marketów rządzą! Sklepy dwoją się i troją nad aplikacjami, ale wszystko na nic

Swoje aplikacje ma już zdecydowana większość dużych sieci sklepów w Polsce. Z ostatniego badania wynika jednak, że klienci mają tę cyfrową transformację w głębokim poważaniu i wciąż stawiają na zwykłe, papierowe gazetki.

– Ja się nie znam tych wszystkich smartfonach i internetach – mówi Bizblog.pl pani Irenka z warszawskiego Bródna. – Dla mnie ważne jest to, co wydrukowane – mówi.

W okolicy jest znana z tego, że zorganizowała sąsiedzką sieć wymiany handlowej prasy. Skrzyknęła kilka emerytek i odwiedzając okoliczne markety z Ikeą, Castoramą i Leroy Merlin, a także RTV Euro AGD i Media Marktem włącznie, podrzuca tym, którzy poprosili lub których lubi, najnowsze wydania gazetek. W ten sposób całkiem spora grupa mieszkańców osiedla jest zawsze na czasie z promocjami w okolicznych sklepach.

Koniec gazetek? Dobre sobie!

Koniec idących w grube miliony nakładów gazetek z ofertami, był już obwieszczany przynajmniej kilka razy. Z marnym skutkiem. Choć liczba osób sprawdzających promocje w marketach na papierze powoli maleje, wciąż stanowi ona na tyle liczną grupę, że sklepom najzwyczajniej w świecie nie opłaca się z niej rezygnować.

W ubiegłym roku dużo mówiło się o tym, że papier drożeje. Tylko na początku 2018 r. poszedł w górę o 8 proc. Wydawałoby się, że przerzucenie się na ekrany smartfonów to naturalna droga ewolucji. Ale jeżeli ktoś zastanawiał się, dlaczego gazetki są wciąż produkowane w tak dużych ilościach, to właśnie dostał odpowiedź.

Z sondażu GfK, o którym pisze „Rzeczpospolita”, wynika, że 60 proc. klientów deklaruje, że od czasu do czasu korzysta z gazetek promocyjnych, a dla 47 proc. to główne źródło informacji o przecenach. Jednocześnie okazało się, że wykorzystaniem stron WWW i aplikacji mobilnych chwali się zaledwie kilka procent ankietowanych.

Warto sobie jednak zadać jednocześnie pytanie, dlaczego tak jest.

Moim zdaniem jedną z przyczyn jest fakt, że największe sieci dyskontów w Polsce przez długi czas były w internecie kompletnie nieobecne. W przypadku Biedronki jest tak do tej pory. Lidl wystartował swoją aplikację w tym roku i tylko w pierwszych dniach nałapał pół miliona użytkowników.

To pokazuje, że w cyfryzacji promocji istnieje niemały potencjał.

Druga kwestia, to częściowe przejście gazetek do digitalu. Choć nakłady w papierze wciąż sięgają kilkuset milionów egzemplarzy rocznie, to klienci coraz częściej sprawdzają oferty w telefonach. Najbardziej popularnym agregatorem jest MojaGazetka.

– Wnuk i jedna sąsiadka mi to pokazywali – macha ręką pani Irenka, gdy podsuwam jej pod nos telefon z aplikacją. – Powiem panu, że to na emerytów takich jak ja nie zadziała. Za małe te literki, no i trzeba umieć się posługiwać nowymi telefonami. Młodzi może i z tego korzystają, ale starzy wolą papier. Chociaż myślę, że oni też tego nie kupią – stuka palcem w ekran mojego telefonu. – Gazetki są dla emerytów, oni mają czas, by usiąść i porównać sobie, co i gdzie opłaca się kupić. Młodzi mają to w nosie, wpadają do najbliższego sklepu, szast prast i kupione, nie liczą się z pieniędzmi, tak jak my – tłumaczy,

W jej raporcie za 2018 r. czytamy, że Polacy poświęcili na przeglądanie gazetek na smartfonach łącznie 3750 lat, a 88 proc. kupujących ma zwyczaj przeglądać je przed zakupami.

Nietrudno się domyślić, że siła takich apek również wpływa na zmniejszenie zainteresowania aplikacjami tworzonymi pod konkretne sklepy. Bo w tym momencie przekonać klienta do zainstalowania wspomnianego Lidl Plus jest już dużo trudniej.