Co tam ropa, to gaz ziemny może wywołać globalną awanturę

Chociaż cały świat bacznie przypatruje się rozmowom krajów OPEC+, to inny surowiec wzbudza większe emocje polityczne i finansowe. Chodzi o gaz ziemny, który może za chwilę przyczynić się do poważnych kłótni największych gospodarek świata.

Rozmowy dotyczą limitów dla zapasów i produkcji. Najbardziej znaczący się w tym biznesie chcą narzucić swoje pomysły, żeby w ten sposób przez pandemię przejść w miarę suchą stopą. Ale tutaj raczej międzynarodowej awantury trudno się spodziewać. Pewnie najwięksi koniec końców doprowadzą do ugody, ktoś z pomniejszych będzie miał inne zdanie, ale to i tak bez znaczenia. Znacznie bardziej dynamicznie sytuacja przedstawia się jeżeli chodzi o gaz ziemny. Tutaj spór może mieć konsekwencje dzisiaj trudne do określenia.

Na razie po jednej stronie jest Rosja i Gazprom, który uparcie chce skończyć budowę gazociągu Nord Stream 2, którym w kierunku przede wszystkim Niemiec ma popłynąć tańszy gaz. Trudno więc się dziwić, że coraz mocniej kciuki za ten projekt trzymają nasi zachodni sąsiedzi, którzy chcą po prostu za energię mniej płacić. Bardzo nie podoba się to Polsce, która słysząc o uzależnieniu energetycznym w jakimkolwiek stopniu od Rosji dostaje politycznej alergii.

Gaz ziemny, czyli wyścig trwa

Na razie wygląda na to, że obie strony sporu nie zamierzają się na siebie oglądać, tylko dalej robić swoje. Już w najbliższą sobotę, 5 grudnia. Gazprom chce kontynuować prace u wybrzeży Danii przerwane rok temu. A, że do zakończenia inwestycji zostało już naprawdę mało (niecałe 74 km) to Rosjanie nie planują więcej marnować czasu. Choćby z tego względu, żeby wykorzystać powyborczy bałagan w Stanach Zjednoczonych. 

Z drugiej strony Amerykanie cały czas grożą Gazpromowi i wszystkim firmom związanym z budową Nord Stream 2 nowymi sankcjami. Te dotyczyłyby też np. ubezpieczycieli chroniących statki układające rury gazociągu na morskim dnie. Dystansu do Rosjan nie zamierzają w tej kwestii tracić także w Polsce. Stąd w ostatnim czasie taka aktywność spółki Gaz-System, która mocno przyspiesza ze swoją inwestycją – budową gazociągu Baltic Pipe, który ma Polsce dać dostęp do gazowych złóż na Morzu Północnym. Ten, zgodnie z ostatnim komunikatem Gaz-System, miałby być gotowy pod koniec 2022 r. 

Gra toczy się o potężne pieniądze

Nord Stream 2 ma gwarantować dostawy nawet 55 mld metrów sześciennych gazu ziemnego rocznie. To dostawy dwukrotnie większe od tych, na które Niemcy mogą liczyć teraz. A przecież w następnych latach trzeba wyganiać węgiel i czymś go zastępować. Co więcej: gaz może pomóc w wytwarzaniu wodoru. Taki zakład miałby powstać przy wyjściach gazociągu Nord Stream 2 na niemiecki ląd. Aleksander Iszkow, szef wydziału oszczędności energii i ekologii Gazpromu, gwarantuje, że ślad węglowy tej produkcji będzie zdecydowanie mniejszy niż niskowęglowe kryterium proponowane przez UE. 

Tym bardziej Niemcom nawet do głowy nie przychodzi, żeby z rosyjskiego gazociągu jednak rezygnować. I planowane sankcje też tego nie zmienią. Nasi zachodni sąsiedzi zresztą już przygotowują plan w przypadku, jakby USA faktycznie miały wystawić nowe działa finansowe wymierzone w Nord Stream 2. Jak donosi „Bild” premier rządu Meklemburgii-Pomorza Zachodniego Manuela Schwesig pracuje nad powołaniem do życia specjalnej fundacji klimatycznej. Dzięki temu niemieckie firmy związane z budową Nord Stream 2 mogłyby uniknąć amerykańskich sankcji. Wiązałyby się wszak z fundacją, a nie bezpośrednio z rosyjską inwestycją. Fundacja z kolei założyłaby przedsiębiorstwo, które miałoby tylko jeden cel: dokończyć budowę gazociągu Nord Stream 2. 

Polska chce wyprzedzić Rosjan

Nie wszyscy w Niemczech podzielają taki pogląd. Norbert Röttgen, ekspert CDU ds. polityki zagranicznej i kandydat na przewodniczącego tej partii, nie od dzisiaj opowiada się za natychmiastowym zakończeniem tej budowy. Ale raczej trudno przypuszczać, być taki głos przeważył w niemieckiej dyskusji o przyszłości energetycznej. Zdają sobie z tego doskonale Polacy, którzy nie zamierzają ustępować nawet o milimetr gazowego pola. 

Stąd to poruszenie w Gaz-System i chęć jak najszybszego podjęcia prac w związku z Baltic Pipe. To wszak ma być nasza odpowiedź na Nord Stream 2. Prowadzący z Morza Północnego gazociąg ma dostarczać nawet 10 mld metrów sześciennych gazu ziemnego rocznie. To ponad połowa naszego zapotrzebowania. W 2019 r w Polsce zużyliśmy ok. 19 mld metrów sześciennych tego surowca. 

Gaz-System chwiali się więc w odpowiedzi na rosyjskie doniesienia o kontynuowaniu budowy swojego gazociągu, że posiada już wszystkie decyzje administracyjne i pozwolenia dotyczących budowy Baltic Pipe. Tomasz Stępień, prezes Gaz-Systemu, zapewnia, że mają komplet decyzji, zakontraktowanych wszystkich wykonawców robót, nadzoru, certyfikacji, głównych dostaw i wszystkich innych branż. 

Przed nami wyłącznie etap realizacji budowy

– zapowiada.

Na wybrzeżach Polski i Danii obecnie trwa organizacja placów budów. Przygotowywane są zaplecza budowlane, wygradzany i znakowany jest teren inwestycji, sprowadzany jest pierwszy sprzęt. Jeśli chodzi o dostawy inwestorskie dla części morskiej, to wyprodukowano już ponad 85 proc. wszystkich rur potrzebnych do ułożenia gazociągu na dnie Bałtyku. Budowa tuneli podziemnych powinna ruszyć wiosną 2021 r. Tak, żeby układanie w nich rur gazociągu mogło rozpocząć się już latem przyszłego roku. 

W tym gazowym menu jest oddzielna pozycja dla polityki

Można ze sporą dozą prawdopodobieństwa założyć, że do tych finansowych potyczek w związku z dostawami gazu ziemnego przez następne lata – włączy się polityka. Jak donosi Business Insider, niemieccy dyplomaci wątpią, że nagle nowy prezydent USA Joe Biden zmieni dotychczasową taktykę. Prawdopodobny zwycięzca wyborczego starcia z Trumpem (posiedzenie Kolegium Elektorów zaplanowano na 14 grudnia) będzie chciał wyraźnie pokazać, że nie zgadza się z działaniami Władimira Putina i tym samym sankcje wymierzone w Nord Stream 2 podtrzyma. 

Niewykluczone, że na polityczne ruchy zdecydują się też Niemcy, które akurat w dobie rozmów o budżecie UE na lata 2021-2027, funduszu odbudowy, jak i o funduszu sprawiedliwej transformacji – sprawują prezydencję w UE (po nich nastaną Portugalczycy). Oficjalnie w niesnaskach z Polską chodzi o powiązanie wypłaty funduszy unijnych z zasadą praworządności. W polskich i brukselskich kuluarach nie brakuje jednak głosów wskazujących, że tak naprawdę chodzi m.in. o duże pieniądze i o to, kto będzie dostarczał gaz ziemny w następnych latach.