Hipokryzja Brukseli ws. gazu. Ekolodzy krzyczą: skandal!

Bruksela właśnie udowodniła, że zielona polityka jest wtedy korzystna, gdy pasuje europejskim włodarzom. W przeciwnym razie można ją omijać nawet najszerszym łukiem. I tak też postrzegane jest ostatnie głosowanie Parlamentu Europejskiego, w którym uznano inwestycje w gaz ziemny i energetykę jądrową jako zielone. Działacze klimatyczni już zapowiadają zaskarżenia tej decyzji do sądu. Ale eksperci popierają decyzję eurodeputowanych.

Berlin i Paryż jeszcze raz udowodnili, że nawet w klimatycznych ustaleniach, o których włodarze państw mówią w bardzo poważnych tonach, zawsze można zrobić wyrwę, o ile się to opłaca. I owszem, zmiany klimatu są bardzo ważne, chyba że Niemcom i Francuzom akurat pasuje, żeby o nich na chwilę zapomnieć. Właśnie tak komentowana jest ostatnia decyzja Parlamentu Europejskiego, w której większość eurodeputowanych (328 względem 278, przy 33 wstrzymujących się od głosu) uznała inwestycje w gaz ziemny i energetykę jądrową jako zielone i tym samym włączono zielone światło dla kierowania na nie unijnych funduszy. 

Jest to doskonała wiadomość nie tylko dla Republiki Czeskiej, ale także dla całej Europy. Otwiera to drogę do samowystarczalności energetycznej, która jest absolutnie niezbędna dla naszej przyszłości – napisał na Twitterze Petr Fiala, premier Czech, które właśnie przejęły od Francji prezydencję w Radzie UE.

Gaz ziemny, czyli instytucjonalny greenwashing

Nikt nie ma wątpliwości, że takie rozwiązanie najbardziej pasuje Niemcom i Francji. Zresztą te dwa kraje nie od dzisiaj zabiegają o taki, a nie inny kształt unijnej taksonomii. Pal licho, że Bruksela od lat dyskutuje o neutralności klimatycznej, co chwilę podnosi swoje cele klimatyczne, mówi o Zielonym Ładzie i przyjmuje nawet pakiet rozwiązań Fit for 55. Widać uznanie później atomu i było nie było paliwa kopalnego, jakim jest gaz ziemny za zrównoważone i zielone w niczym się nie kłóci. Chociaż dla ekspertów to jawna hipokryzja.

Sabotując własną politykę klimatyczną, Unia Europejska poniosła wizerunkową klęskę. Europarlamentarzyści zdradzili zaufanie społeczeństwa, popierając dokument przygotowany pod dyktando lobbystów i usankcjonowali instytucjonalny greenwashing na niespotykaną skalę – nie ma cienia wątpliwości Diana Maciąga z Pracowni na rzecz Wszystkich Istot, ekspertka Koalicji Klimatycznej.

Aktywistka zwraca dodatkowo uwagę, że nadanie gazowi łatki zielony nie zmieni faktu, że jest paliwem kopalnym, niszczycielskim dla klimatu. Równie dobrze, jej zdaniem, mogliby uznać za zielone węgiel i ropę naftową albo przegłosować, że zmiana klimatu nie następuje.

Należy zadać pytanie, czy polscy europosłowie w ogóle zdają sobie sprawę, że dokument, który poparli, będzie służył głównie koncernom z Niemiec i Francji, do których popłynie ponad 70 proc. środków, bo polskie projekty gazowe i tak nie spełnią zawartych w nim kryteriów – przekonuje Diana Maciąga.

Taksonomia UE do sądu

Jest jeszcze szansa, że przegłosowane przez PE regulacje nie zaczną obowiązywać. Greenpeace UE już zapowiada zaskarżenie tej decyzji do sądu. Działacze klimatyczni nie potrafią zrozumieć, jak można było godzić się na taksonomię w takim kształcie w dobie wywołanej przez Rosję wojny w Ukrainie i manipulacjami Putina na rynku węglowodorów

To brudna polityka i to skandaliczny wynik, aby oznaczyć gaz i energię jądrową jako zieloną i utrzymać więcej pieniędzy płynących do skrzyni wojennej Putina – nie ma cienia wątpliwości Ariadna Rodrigo, działaczka Greenpeace UE ds. zrównoważonych finansów.

Postanowienie eurodeputowanych skomentowała także bodaj najbardziej znana aktywistka klimatyczna na świecie Greta Thunberg. 

Opóźni to rozpaczliwie potrzebną, prawdziwą, zrównoważoną transformację i pogłębi nasze uzależnienie od rosyjskich paliw. Hipokryzja jest uderzająca, ale niestety nie zaskakująca – stwierdziła na Twitterze.

Bez gazu i energetyki jądrowej byłoby trudniej?

Eksperci zwracają jednak uwagę, że w dobie obecnego kryzysu energetycznego, to tak naprawdę jedna z najlepszych decyzji, jaką mógł podjąć PE. Joanna Maćkowiak-Pandera z Forum Energii akcentuje, że Polska, tak jak i inne kraje UE, musi rozwijać efektywność energetyczną i OZE, ale potrzebne są także źródła do bilansowania systemu energetycznego.

Wyłączenie gazu i atomu z taksonomii by nam to utrudniło. Bariery administracyjne dla ich rozwoju to nie jest coś, czego w tej chwili najbardziej potrzebujemy w UE. To perspektywa bogatszych krajów zachodnich, które już mają mnóstwo gazu i energii jądrowej, i teraz potrzebują tylko rozwoju OZE – tłumaczy.

Jednocześnie przekonuje, że wprowadzenie ograniczeń dotyczących gazu ziemnego i energetyki jądrowej dla wszystkich państw bez uwzględnienia faktu, że niektóre kraje naprawdę walczą o przetrwanie, byłoby strzałem w stopę w obliczu obecnego największego kryzysu energetycznego w historii. A też nie należy przy tej okazji przeceniać zbytnio roli gazu i atomu w taksonomii UE.

Bizblog.pl poleca

Nie wierzę w wielkie inwestycje w atom i gaz w najbliższych latach. Gdzie są te konkurencyjne technologie jądrowe? Kto będzie inwestował w gaz, skoro ceny wzrosły o 700 proc.? Dodatkowe blokowanie tych inwestycji byłoby tylko paliwem do dalszej polaryzacji w UE przed trudną zimą i pretekstem do nic nierobienia i powtarzania, że się nie da – uważa Joanna Maćkowiak-Pandera.