Ceny energii. UE idzie nam na rękę, polski rząd wniebowzięty. Ciekawe, co powiedzą Polacy

Unijna taksonomia otwiera drzwi dla gazu ziemnego i dzięki temu Polska szybciej odejdzie od węgla. Ale zapłacimy za to wysoką cenę. Carbon Tracker wylicza, że nowe źródła odnawialne będą zdecydowanie tańsze niż nowe elektrownie gazowe. Co gorsza: Polska koncentrując się głownie na gazie, nie ma szans na osiągnięcie neutralności klimatycznej w 2050 r.

Węgiel mają w Polsce zastąpić gaz ziemny i energia jądrowa. W pierwszym przypadku dzięki Baltic Pipe zamierzamy uniezależnić się od rosyjskiego gazu, w drugim – patrzymy w kierunku Stanów Zjednoczonych.

Trudno się dziwić, że rząd w Warszawie cieszy się z takiego projektu taksonomii UE, w którym Komisja Europejska pod presją Niemiec i Francji gaz ziemny i atom traktuje jako zrównoważone źródła energii.

Nie potrafią tego zrozumieć aktywiści klimatyczni, dla których Bruksela w ten sposób sama sobie zaprzecza, odwracając się plecami do paliw kopalnych. Teraz think tank Carbon Tracker w raporcie „Dylemat energetyczny Polski” wylicza, że polska dekarbonizacja oparta na gazie ziemnym nie będzie wcale opłacalna. 

Nowe wielkoskalowe bloki gazowe w Polsce wydają się całkowicie niezgodne ze ścieżką zerowych emisji netto do 2050 roku, a wszystkie, które zostaną zbudowane, mogą zostać zmuszone do zamknięcia na długo przed końcem planowanego okresu eksploatacji – czytamy w opracowaniu.

Energia z wiatru i słońca tańsza od gazu

Wnioski dla Carbon Tracker są oczywiste: polskie odejście od węgla w dużej mierze ma polegać na przejściu na energetykę gazową. Ale to będzie miało przykre konsekwencje finansowe. Nowe źródła odnawialne będą bowiem znacznie tańsze niż nowe elektrownie gazowe.

Bizblog.pl poleca

Polska zamierza w latach 2023-2027 oddać do użytku pięć nowych elektrowni gazowych o łącznej mocy 3,7 GW. Wpisuje się to w plany Warszawy, żeby do 2030 r. podwoić moce gazowe do w sumie 8 GW. To zasypałoby dziurę po węglu, do czasu rozwinięcia skrzydeł przez OZE i energetykę jądrową (pierwszy reaktor ma być uruchomiony w 2033 r.). Ale Carbon Tracker zauważa, że inwestowanie obecnie w gaz nie jest zbyt opłacalne. 

W sytuacji, gdy ceny hurtowe gazu osiągnęły rekordowe poziomy w ciągu ostatnich 12 miesięcy, a rosnące napięcia polityczne w Europie zwiększają zagrożenie, że dostawy mogą zostać uzbrojone lub obłożone międzynarodowymi sankcjami, nie jest to dobry moment na zwiększanie zależności od gazu – przekonują Jonathan Sims i Lorenzo Sani, analitycy ds. energetyki i przedsiębiorstw użyteczności publicznej w Carbon Tracker.

Think tank wykazuje, że w Polsce energia słoneczna z magazynowaniem będzie tańsza od gazu już od 2024 r., a lądowa energia wiatrowa z magazynowaniem od 2025 r. Pomimo utrudnień regulacyjnych, czego sztandarowym przykładem jest zasada 10H ograniczająca inwestowanie w wiatraki, która cały czas nie może doczekać się nowelizacji w Sejmie. Wedle najnowszych doniesień ma to nastąpić w drugim kwartale 2022 r.

Polski gaz ziemny utopi pieniądze podatników

Koncentracja Polski na gazie ziemnym będzie miała swoją konkretną cenę. Jak wylicza Carbon Tracker budowa do 2027 r. pięciu nowych bloków gazowych ma kosztować w sumie 4,4 mld dol., czyli przy obecnym kursie ponad 17,8 mld zł. Zdaniem autorów opracowania zdecydowanie więcej korzyści byłoby po przerzuceniu tych pieniędzy na inwestycje niskoemisyjne. Autorzy opracowania przekonują dodatkowo, że te gazowe plany byłby już na starcie w ogóle nie opłacalne w innych częściach Europy. 

Jeśli przyznane płatności za moce wytwórcze zostałyby ustalone na poziomie porównywalnym z innymi mechanizmami rynku mocy w Europie, prognozowane wartości bieżące netto dla wszystkich planowanych bloków gazowych w Polsce zostałyby sprowadzone do poziomu ujemnego – czytamy w raporcie.

W ten sposób wartość mogą utracić inwestycje za ponad 200 mln dol. I co gorsza: jest to ślepa uliczka. Bo jak zauważa Carbon Tracker: deweloperzy stracą znaczną część kapitału, jeśli planowane projekty elektrowni gazowych będą realizowane, a następnie aktywa będą zmuszone do zamknięcia zgodnie z terminami wymaganymi do osiągnięcia celów UE w zakresie zerowej emisji netto. Na straty narażony ma być też gazociąg Baltic Pipie, wszystko przez niestabilne cen na rynku paliw. Wzrost cen węgla o 25 proc. w stosunku do założeń projektowych ma spowodować, że łączna wartość bieżąca netto projektu będzie ujemna.

Neutralność klimatyczna nie dla Polski?

Autorzy raportu „Dylemat energetyczny Polski” zauważają dodatkowo, że przy założeniu, że polskie elektrownie gazowe funkcjonują przez następne 30 lat, nasz kraj nie byłby w stanie osiągnąć ogólnounijnego celu zerowej emisji netto do 2050 r. A właśnie neutralność klimatyczna za niecałe trzy dekady jest podstawowym celem Brukseli. W jego osiągnięciu ma pomóc Zielony Ład i pakiet regulacji „Fit for 55”. Carbon Tracker zauważa, że im Polska będzie wiązać się na dłużej z gazem, tym jej szansę w tym względzie maleją do zera. Żeby móc w ogóle myśleć o zerowej emisji za niecałe 30 lat, to polskie elektrownie gazowe musiałyby być zamykane średnio po 7 latach eksploatacji, co oznaczałoby z kolei stratę po stronie developerów w wysokości 174,8 mln euro.