Czeka nas gazowy armagedon. Gaz będzie bardzo drogi, ale to nie jest najgorsze

Putin musi być zadowolony, bo kryzys energetyczny coraz więcej kosztuje Europę. Manipulacje z dostawami gazu przynoszą skutek i jednocześnie rośnie strach związany z tegorocznym sezonem grzewczym. W efekcie najbardziej drożeje gaz ziemny. Do tego coraz głośniej i więcej mówi się nie tylko o konieczności oszczędzania energii, ale też o tym, że za kilka miesięcy może jej po prostu zabraknąć. Możliwe wyhamowanie podaży wpływa na popyt i twarzy skuteczną presję cenową.

Rosyjski dyktator bardzo liczy na to, że europejskie społeczeństwa zmienią w kolejnych miesiącach tego roku nastawienie swoich rządów do wojny w Ukrainie. Putinowi marzą się uliczne protesty i manifestacje, w których zdenerwowani Europejczycy będą domagali się w pierwszej kolejności tańszej energii. Zresztą taką ewentualność jak najpoważniej bierze pod uwagę i też ostrzega przed możliwymi niepokojami społecznymi w Europie Fatih Birol, szef Międzynarodowej Agencji Energetycznej. 

Nawet jeśli jeszcze tego nie odczuwamy: mamy kryzys gazowy – stawia sprawę jasno Robert Habeck, minister gospodarki Niemiec.

Jak obecnie wygląda stan wypełnienia gazowych magazynów krajów UE? Średnia unijna (stan na 29 czerwca) wynosi ponad 57 proc. Procentowo najlepiej wygląda to w Portugalii (100 proc.), w Polsce (przeszło 97 proc.) i w Danii (prawie 78 proc.). Po drugiej stronie tej tabeli są: Chorwacja (blisko 30 proc.), Bułgaria (ok. 34,5 proc.) oraz Szwecja i Węgry (po niecałe 40 proc.).

Czytaj także: Łapcie się za kieszenie! Fala podwyżek cen gazu za chwilę dotrze do Polski

Gaz ziemny: presja cenowa działa idealnie

Te gazowe zawirowania bardzo dobrze widać w notowaniach giełdowych. Obecnie 1 MWh gazu ziemnego na giełdzie Dutch TTF Gas Futures kosztuje już prawie 130 euro. Drożej było tylko od 2 marca, kiedy cena surowca poszybowała powyżej poziomu 160 euro, żeby 7 marca pobić absolutny rekord (prawie 207 euro) i 11 marca ponownie znaleźć się w okolicach 125 euro za 1 MWh. Jeszcze bardziej niepokoją ceny gazu w przyszłych kontraktach terminowych. Te na trzeci kwartał roku – czyli między lipcem a wrześniem – warte są już ponad 141 euro. W czwartym kwartale ma być jeszcze drożej: nawet 145 euro. Cenowy oddech planowany jest dopiero na pierwszy kwartał 2023 r., kiedy 1 MWh gazu ma kosztować ponad 137 euro, czyli dalej wyraźnie więcej niż teraz.

Polska będzie zabezpieczona gazowo?

Jak ta sytuacja wygląda w naszym kraju? Też nieciekawie. Chociaż rząd stara się jak może robić dobrą minę do złej gry. Pojawia się też coraz więcej głosów mówiących wprost, że czeka nas naprawdę ciężka zima. I jeżeli chodzi o dostęp do energii i ze względu na wysokość rachunków. Coraz dobitniej mówi o tym Wojciech Dąbrowski, prezes Polskiej Grupy Górniczej, który namawia Polaków do oszczędzania energii. Z kolei poseł Janusz Kowalski, przewodniczący Parlamentarnego Zespołu ds. Suwerenności Energetycznej, straszy, że przy negatywnych warunkach pogodowych gazu zabraknie już po ok. 30 dniach.

Tymczasem oficjalna narracja rządu o żadnych tego typu zagrożeniach nie wspomina ani słowem. Słuchając zapewnień przedstawicieli gabinetu Mateusza Morawieckiego można przypuszczać, że pod względem przynajmniej dostępu do gazu Polska jest zdecydowanym liderem UE. Taką przewagę ma nam dawać przede wszystkim gazociąg Baltic Pipe, który już niebawem połączy nas ze złożami gazu na Norweskim Szelfie Kontynentalnym. Ale to wcale nie znaczy, że jesteśmy już podatni na wszelkie zawirowania rynkowe. 

PGNiG stawia na wydobycie własne i dywersyfikuje dostawców

Baltic Pipe ma być oddany do użytku w okolicach października, ale pełną przepustowość (10 mld m sześc.) ma uzyskać na przełomie 2022 i 2023 roku. Już teraz wiadomo, że to nie będzie recepta na całe zło.

Polski rynek gazu jest częścią europejskiego, wspólnego rynku, co oprócz licznych korzyści w zakresie możliwości handlu paliwem, oznacza również i to, że kryzysy podażowe i związane z tym szoki cenowe w Europie mogą oddziaływać na rynek w Polsce – zaznacza PGNiG.

Bizblog.pl poleca

Tylko przez Baltic Pipie i tylko w 2023 r. PGNiG chce sprowadzić jakieś 4,5 mld m sześc. gazu, a w kolejnych latach ten wolumen ma rosnąć. Do tego dochodzi możliwość dostaw gazu z kierunku południowego i zachodniego przez transgraniczne połączenia międzysystemowe z Czechami i Niemcami. Należy również brać pod uwagę wykorzystanie terminalu w Kłajpedzie na Litwie, skąd gaz może być dostarczony do Polski dzięki gazociągowi Polska-Litw. A w tym roku oddany do użytku ma być też kolejny interkonektor: Polska-Słowacja. I jest jeszcze wydobycie własne PGNiG.

Zgodnie z założeniami wydobycie własne GK PGNiG na Norweskim Szelfie Kontynentalnym ma sięgnąć w 2027 r. 4 mld m sześc., a więc prawie połowę zarezerwowanej przez PGNiG przepustowości Baltic Pipe – przewiduje gazowa spółka.

Czytaj także: Polska i Niemcy na gwałt szukają węgla, by przetrwać zimę. Bruksela forsuje całkiem inny pomysł