Sypnął się plan polskiego rządu. Pożegnanie z węglem trzeba będzie zaplanować jeszcze raz

Dla Polski najważniejsze było to, żeby w pakiecie klimatycznym „Fit for 55” Komisja Europejska uznała gaz ziemny i atom jako paliwa przejściowe. Dzięki temu Warszawa mogłaby na spokojnie dalej przygotowywać polską transformację energetyczną. Ale wychodzi na to, że przynajmniej na razie nie może.

Z grubsza od paru lat plan energetyczny Polski wygląda tak: jak najszybsze dokończenie budowy Baltic Pipe, co pozwoli na realizację dostaw gazu z Norwegii i na uniezależnienie się od dostaw tego surowca z Rosji. Z drugiej strony w ciągu kilkunastu miesięcy ofertę wybudowania w Polsce elektrowni jądrowych przedstawią Amerykanie z Westinghouse Electric Company. Coraz poważniejsze zapatrywania na polski atom mają również Francuzi i Koreańczycy. Zgodnie z przyjętą Polityką Energetyczną Polski do 2040 r. – budowa pierwszego reaktora powinna ruszyć już w 2026 r. 

I właśnie tym: gazem ziemnym i atomem Polska zamierzała w następnych dziesięcioleciach zasypywać rosnącą z roku na rok dziurę energetyczną po węglu. Tylko że z zapisów zawartych w pakiecie klimatycznym „Fit fair 55” wynika, że tak się nie da zrobić. Bo ani gazu, ani energetyki jądrowej nie uznano za paliwa priorytetowe, co ma swoje organizacyjne i finansowe konsekwencje.

Bizblog.pl poleca

Gaz ziemny i atom mają od teraz bardziej pod górkę

To, że gaz ziemny i energetyka jądrowa Komisja Europejska uznaje za paliwa niepriorytetowe, wcale jeszcze nie oznacza, że nie będzie dla nich pieniędzy. Będą, tylko trudniej dostępne. Chodzi o fundusze m.in. na infrastrukturę gazu ziemnego, na elektrownie gazowe i też projekty atomowe. Bedą jednak za każdym razie dokładnie prześwietlane: Europejski Banki Inwestycyjny będzie w takim przypadku przeprowadzał due diligence projektu pod kątem technicznym i finansowym. Dopiero pozytywna ocena EBI uruchomi finansowanie w ramach Funduszu Modernizacyjnego. Ale i tak będzie ono solidnie okrojone: jedynie do 20 proc. kosztów inwestycji. Już to może wiele projektów gazowych i atomowych wyhamować, a nawet zlikwidować na starcie.

Główny cel to OZE i magazyny energii

Fundusz Modernizacyjny jest tworzony ze sprzedaży uprawnień do emisji CO2. To specjalnie stworzony mechanizm finansowy, który w transformacji energetycznej ma pomóc dziesięciu państwom członkowskim UE o najniższych dochodach. Chodzi o Polskę, ale też Bułgarię, Chorwację, Czechy, Estonię, Węgry, Litwę, Łotwę, Rumunię i Słowację. W sumie mowa jest o kilkunastu miliardach euro. Zdecydowana większość tych pieniędzy (87 proc.) ma trafić do Rumunii, Czech, Słowacji i Polski. 

Jakie inwestycje będzie wspierał Fundusz Modernizacyjny? Chodzi m.in. o modernizację istniejących sieci przesyłowych, magazynowanie energii, wytwarzanie i wykorzystywanie energii ze źródeł odnawialnych, a także efektywność energetyczną. Możliwe jest też wykorzystywanie tych funduszy na podnoszenie kwalifikacji pracowników, czy zakładanie nowych przedsiębiorstw. I 70 proc. przyznanych pieniędzy na dany kraj musi być wydatkowana właśnie na te cele.

Szara strefa unijnych inwestycji

Jak czytamy w unijnych dokumentach, na potrzeby Funduszu Modernizacyjnego stworzono specjalną „szarą strefę” inwestycji. To wszystkie te, które przed realizacją będą podlegać surowej ocenie Komitetu Inwestycyjnego, w skład w którego weszli: przedstawiciele EBI, dziesięciu beneficjentów Funduszu Modernizacyjnego, a także trzy inne państwa. W tej roli na pierwszą, pięcioletnią kadencję wybrano Holandię, Niemcy i Szwecję. 

Struktura zarządzania jest skuteczna i prosta w przypadku inwestycji priorytetowych, a znacznie bardziej złożona i czasochłonna w przypadku inwestycji niepriorytetowych

– czytamy w unijnych dokumentach.s

A Polska gra va banque

Tym samym drzwi dla gazu zimnego i atomu wcale nie są już tak szeroko otwarte jak jeszcze niedawno można było przypuszczać. To szczególnie ryzykowne dla Polski, która wyłącznie w tych źródłach mocy widzi swój sposób na dekarbonizację. Na podobnej zasadzie rząd Mateusza Morawieckiego skreślił wcześniej umowę społeczną z górnikami, którą – co od początku wyraźnie akcentowano – przed wejściem w życie musi poprzeć Komisja Europejska. Niestety, na próżno szukać alternatywy, kiedy KE umowę odrzuci, co przecież od miesięcy przewidują eksperci. Rząd jedynie sugeruje, że wtedy trzeba będzie usiąść z górnikami do stołu jeszcze raz. I z planowanymi inwestycjami w gaz ziemny i atom może być podobnie.