Obniżki VAT nie będzie. Rząd boi się, że Polacy pomyślą, że otwarto nowe tanie sklepy z alkoholem

Brak pomocy był już tłumaczony na różne sposoby. Słyszeliśmy, że część przedsiębiorców może próbować naciągnąć Skarb Państwa, że budżet nie jest z gumy i wszystkim zwyczajnie nie da się pomóc. A teraz dowiedzieliśmy się, że Polacy mogą pomylić knajpy… ze sklepami monopolowymi.

Wszystko zaczęło się od wypowiedzi wiceminister pracy Olgi Semeniuk, która w rozmowie z Radiem Zet poparła pomysł obniżenia VAT dla branży gastronomicznej. Jako, że po wywiadzie zapadła dłuższa cisza, posłowie i posłanki Platformy Obywatelskiej postanowiły przypomnieć o tym pomyśle. Do Ministerstwa Finansów trafiła interpelacja, w której autorzy domagali się od resortu jasnej odpowiedzi.

I ta nadeszła. To, że będzie ona negatywna, można było się spodziewać. W innym wypadku opinia publiczna i przedsiębiorcy zostaliby już zapewne dawno poinformowani o toczących się postępach. Ciekawsze od samego faktu odmowy, wydaje się jednak argumentacja, która zaprowadziła rząd do ostatecznej decyzji.

Pod odpowiedzią podpisał się Jan Sarnowski, podsekretarz stanu w Ministerstwie Finansów. Przedstawiciel fiskusa stwierdził, że ujednolicenie VAT dla branży gastronomicznej oznaczałoby obniżenie stawki dla dań i posiłków z 8 proc. do 5 proc. Uwagę resortu przyciągnęło jednak co innego. Podatki nałożone na wodę, alkohol, herbatę i inne napoje serwowane w restauracjach spadłyby aż o 18 p.p.  z 23 proc. do 5 proc.

Bizblog.pl poleca

Bo alkohol będzie za tani

Ano to, że – wskazuje Sarnowski – mogłoby to „istotnie różnicować zasady opodatkowania świadczeń realizowanych przez podmioty z branży gastronomicznej w porównaniu do transakcji wykonywanych przez podmioty zajmujące się sprzedażą detaliczną i w efekcie prowadzić do zaburzeń warunków konkurencji.”

Przyjęcie takiego rozwiązania oznaczałoby bowiem, że przykładowo alkohol, niektóre napoje owocowe i warzywne, woda butelkowana w lokalu gastronomicznym, byłyby opodatkowane 5 proc. stawką VAT, natomiast w placówce handlowej stawką 23 proc.

– pisze Sarnowski

Czyli w skrócie: nie możemy obniżyć podatków, bo knajpy zasczną sprzedawać alkohol taniej niż sklepy. A to w opinii MF budzi obawy „w kontekście odpowiedzialnej polityki społecznej i zdrowotnej”.

Branża gastronomiczna ma zapewne inne zdanie w tej kwestii. Obniżenie daniny mogłoby, choć częściowo, pomóc jej w czasie lockdownu. Obostrzenia w funkcjonowaniu restauracji funkcjonują od października.

Według raportu przygotowanego przez Briefly od początku lockdownu zniknęło 8 proc. lokali, a 36 proc. zawiesiło działalność. Zbliżamy się więc do momentu, w którym covidowe restrykcje przetrzebią równo połowę rynku.

W zamian rząd proponuje co innego. MF narzeka, że doświadczenia z Niemiec pokazują, iż po obniżeniu VAT przedsiębiorcy nie obniżają cen klientom, a zyski trafiają do ich kieszeni (tak, jakby nie o to miało właśnie chodzić). Pojawił się więc pomysł bonu gastronomicznego. Jego wielkim fanem jest premier Morawiecki. Pytanie tylko, czy po rozkręceniu popytu na dowozy jedzenia, gros pieniędzy nie trafi na koniec w kieszenie platform typu pyszne.pl albo Uber Eats. I skończy się tak, jak z analogicznym bonem dla branży turystycznej. Z pomocy zadowoleni byli głównie turyści i rząd.

Biedronki nie opustoszeją. Chodzi o coś innego

Trudno mi sobie wyobrazić obrazy, jakie pojawiały się w głowach przedstawicieli resortu finansów w trakcie debaty nad propozycją obniżki VAT. Czy widzieli oni długie kolejki ustawiające się po kraftowe piwo sprzedawane taniej niż w specjalistycznym sklepie za rogiem? A może obawiali się szturmu Polaków na promocyjnie wycenione zgrzewki wody mineralnej?

Wyobraźmy sobie wściekłe miny szefów Biedronki, gdy restauracja obok ledwo mieści chętnych, a w tym samym czasie gazetki promocyjne dyskontu leżą grzecznie w kącie, a kasjerki leniwie przechadzają się po sklepowych alejkach. Trudno w to uwierzyć? No właśnie.

Łatwiej wyobrazić sobie za to co innego. Resort w tej samej odpowiedzi przyznał, że budżet państwa straciłby na obniżeniu VAT ok. 1,47 mld zł w 2021 r. Drogie Ministerstwo Finansów, było tak od razu.