Szalony pomysł posła PiS: zapłać 100 zł kaucji albo nie wejdziesz do galerii handlowej

Polakom kompletnie odbiło na punkcie zakupów. W ostatnią sobotę przeprowadzili istny szturm na galerie handlowe. Tłum i kolejki, które ustawiały się przed sklepami w galeriach to idealne warunki do kolejnego uderzenia koronawirusa, dlatego poseł PiS proponuje: wprowadźmy 100 zł kaucji za wejście do galerii, żeby ograniczyć bezproduktywne spacery po galeriach. To dobry pomysł?

„Dla naszego bezpieczeństwa i ograniczenia turystyki marketowej proponuję wprowadzić opłatę w wysokości 100 zł/osobę za możliwość wejścia do galerii handlowej. Zwrotne po okazaniu paragonu potwierdzającego zakupy” – napisał w sobotę na Twitterze Bartosz Kownacki, poseł PiS, były wiceszef MON.

Bizblog.pl poleca

To reakcja na to, co wydarzyło się właśnie w sobotę w polskich galeriach. Rząd pozwolił je otworzyć po trzech tygodniach zamknięcia, głównie dlatego, że zbliżają się święta, a więc najgorętszy czas zakupowy, który jest jednocześnie najważniejszym okresem w roku dla handlu. Dalszy zakaz handlu, szczególnie w tym okresie mógłby zarżnąć część biznesów.

No i pewnie słusznie się stało z ekonomicznego punktu widzenia. Ale… Wyposzczeni zakupów i wszelkiego rodzaju rozrywek Polacy, którzy najwyraźniej coraz mniej przejmują się zagrożeniem, jakim jest pandemia, przypuścili istny szturm na galerie.

Rozporządzenie, które je otworzyło, stawiało warunek: w sklepie maksymalnie 1 osoba na 15 mkw, do tego oczywiście maseczki i dezynfekcja rąk. Skutek był taki, że może i w sklepach było bezpiecznie, ale przed nimi, w ciągach komunikacyjnych galerii handlowych ustawiały się gigantyczne kolejki, w których mało kto przejmował się zachowywaniem dystansu społecznego. 2 metry odległości od drugiego człowieka? Żart!

Najlepsza sobota w 2020 r.

W sobotę internet zalała fala fotorelacji z zatłoczonych galerii w całej Polsce, a w poniedziałek potwierdziły to bankowe dane dotyczące płatności kartami: ostatnia sobota przyniosła rekordowe wydatki na meble oraz sprzęt RTV i AGD.

Sklepy odzieżowe i obuwnicze też zanotowały najlepszy dzień 2020 roku.

Co poszło nie tak?

To, co cieszy ekonomistów, zapewne martwi epidemiologów. A wystarczyło otworzyć galerie od poniedziałku, nie od soboty, jak słusznie zauważa poseł Kownacki. To rozłożyłoby nieco ruch na kilka dni pracujących, a zanim nastałaby sobota, część ludzi byłaby już po zakupach.

Jednak kolejny pomysł posła, by wprowadzić kaucję w wysokości 100 zł zwrotną, jeśli klient rzeczywiście dokona zakupów, nie jest specjalnie udany. A co, jeśli się okaże, że idę po buty, ale nie ma mojego rozmiaru? Mam wziąć inne, cokolwiek „rzucili”?

A co jeśli kupię gumy do żucia w kiosku tylko po to, by móc się wylegitymować paragonem i odzyskać swoją stówkę? Wtedy przepis jest pusty, trzeba by więc ustalić jakiś minimalny poziom wydatków, który uprawniałby mnie do odebrania kaucji. Z drugiej strony to mogłoby prowadzić do wykluczenia uboższych.

Pomysł posła Kownackiego wywołał falę szyderstw na Twitterze.

A jest przecież prostsze rozwiązanie. Dlaczego mamy limity osób w sklepie, a nie mamy limitów osób, które mogą wejść do galerii? Gdyby ci, którzy wpadli tylko pospacerować i nacieszyć się świąteczną atmosferą, mieli stać w kolejce na zimnie, a nie z dyniową latte słuchając „Last Christamas”, być może by im się odechciało. Ale co ważniejsze, ta sama kolejka stojąca na dworze jest ciut mniejszą zachętą dla koronawirusa niż kolejka w pomieszczeniu. Może warto o tym pomyśleć, bo do Świąt tłumy w galeriach wcale nie będą dużo mniejsze.

Ktoś jeszcze pamięta o limitach liczby klientów w sklepach spożywczych?

Swoją drogą, ciekawa jestem, czy w przedwigilijnym tygodniu ktoś w końcu zacznie przestrzegać przepisów dotyczących maksymalnej liczby klientów przypadających na jedną kasę. Nie liczyłam dotąd, ale mam nieodparte wrażenie, że o ile wiosną jeszcze super- i hipermarkety się przejmowały i rzeczywiście miły pan ochroniarz przy wejściu limitował liczbę klientów, o tyle dziś nikogo to już nie rusza i od tygodni nie spotkałam nikogo w żadnym sklepie, kto nadzorowałby wykonanie tych przepisów.

Obawiam się, że kiedy Polacy przerzucą się z mebli i butów na mak, cukier i karpie, nadal nikt nie będzie tego pilnował i odegramy stary polski rytuał wjeżdżania w siebie wózkami sklepowymi naładowani nerwową atmosferą. Oczywiście połowa z nas z maseczkami na brodzie. Coś czuję, że w te święta będę głodna.